Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powstanie Warszawskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powstanie Warszawskie. Pokaż wszystkie posty
"Powstańcy" Magda Łucyan

"Powstańcy" Magda Łucyan

     Pierwszy sierpnia 1944 roku to data, która ja jako rodowita  Warszawianka  nie tylko powinnam, ale mam obowiązek znać . Właśnie wtedy wybuchło Powstanie Warszawskie, w którym zginęło kilkadziesiąt tysięcy kobiet, mężczyzn i dzieci, zarówno tych walczących o nasza wolność,  jak i całkowicie bezbronnych. Warszawiacy ginęli w łapankach,  od niemieckich  kul, wrzucani w płomienie, z głodu czy chorób.  W kilka tygodni milionowe miasto zostało praktycznie unicestwione. Dziś o tym wydarzeniu pamiętamy jedynie podczas dorocznych obchodów,  które politycy obu stron świętują z wielką pompą.  Cmentarze pękają  w szwach, wieńce mienią się czerwienią i bielą.  Tylko z roku na rok ubywa krzeseł dla tych, którzy o Powstaniu pamiętają każdego dnia, w każdej godzinie swojego życia. Moim obowiązkiem jako warszawianki  jest ich wysłuchać, zapamiętać i wyciągnąć wnioski by ta straszna historia się już więcej nie powtórzyła. Jednak wysłuchanie jest czasem najtrudniejsze, szczególnie jeśli opowiadają nie fakty a  emocje, a to właśnie nimi napisana jest ta książka.

Powstanie miało trwać maksymalnie trzy doby. Na tyle mieli być przygotowani. Walczyli 63 dni. Codziennie musieli żegnać przyjaciół, z którymi ramię w ramię brali udział w nierównym boju z Niemcami. Magda Łucyan, reporterka TVN, przeprowadziła rozmowy z ostatnimi żyjącymi świadkami tamtych wydarzeń. Zapytała ich o wspomnienia z tamtego okresu. Dlaczego poszli walczyć? Jak wyglądało ich pożegnanie z rodzicami? Nie bała się pytać ani o tragedie, ani o dobre chwile – o dzień, który określają jako „najpiękniejszy w ich życiu”. 

To jak zaplanowano wybuch Powstania Warszawskiego, jak przebiegało i jakie były jego skutki, każdy z nas może wyczytać w podręcznikach, encyklopedii czy rozlicznych książkach historycznych. Uczą nas o tym w szkole, co rok przypominają w radio i telewizji. Ci, których rodziny wywodzą się z Warszawy mogą mieć nawet to szczęście, że ktoś z ich bliskich jeszcze pamięta tamte czasy i chętnie dzieli się opowieściami, historiami zarówno tragicznymi, przerażającymi jak i magicznymi i pełnymi nadziei. Magda Łucyan, młoda dziennikarka TVN, postanowiła zebrać te wszystkie opowieści w jedną całość. Do podjęcia tego kroku zainspirował ją cykl reportaży o powstańcach, wyemitowany przez jej stację. I tak oto powstała książka, która składa się z wywiadów z ludźmi, którzy walczyli o naszą wolność. Zabijali i ratowali życie, uciekali przed kulami i dawali się postrzelić, opatrywali rany i wykonywali rozkazy swoich dowódców, które często polegały na karaniu swoich pobratymców, a to za kolaborację, a to za zdradę. Poznamy tutaj sylwetki takich bohaterów jak : Hanna Stadnik, sanitariuszka z Mokotowa, Juliusz Kulesza ps. "Julek czy Kazimierz Klimczak ps. "Szron", oraz kilkoro innych. Są to ostatni ludzie, którzy pamiętają tamte czasy i mogą się z nami podzielić swoimi wspomnieniami. Autorka swoje wywiady traktuje w dość luźny sposób, nie tworzą one typowej "całości", gdzie mamy podział na zadającego pytania i odpowiadającego. Łucyan swoimi słowami streszcza nam historię, przedstawia postaci, emocjonuje się ich słowami, a w tekst wplecione są wypowiedzi powstańców, ich historie. Pytań mamy tutaj niewiele. Dotyczą one początków w "podziemiu", godziny zero, przebiegu powstania, chwil najlepszych i najgorszych. Autorka prosi swoich rozmówców by podzielili się swoimi przemyśleniami na temat celowości całego powstania, tym czy było one słuszne i potrzebne. Na sam koniec każdego wywiadu ich bohaterowie kierują do młodego pokolenia przesłanie, mówią o tym co jest w życiu najważniejsze i jakimi wartościami człowiek powinien się kierować, by nie dopuścić do powtórki z historii. 
Ciężko jest wynajdywać, lub chociażby zwracać uwagę na błędy i niedociągnięcia w książce, która jest poniekąd biografią, jest to tak samo bezczelne jak krytykowanie czyjegoś życia. Jednak Magda Łucjan zrobiła coś czego nie mogę wybaczyć, opowiedziała historię którą znamy, pozmieniała tylko imiona. Powstańców było kilkadziesiąt tysięcy i każda osoba, która przeżyła otoczona jest nimbem chwały, szacunkiem i pamięcią. Setki razy opowiadali swoje historie historykom, dziennikarzom, rodzinie i znajomym. Występowali przed kamerami, pisali dla gazet. Sięgając po nowe książki chciałabym poznać coś nowego, coś bardziej osobistego i emocjonalnego. Owszem historie powstańców poruszają jednak nie są dla mnie niczym nowym. Czytałam podręczniki, biografie wspomnienia, wiem jak zachowywali się Niemcy, wiem czym była Rzeź Woli, słyszałam o przywiązywaniu desek do pleców nieszczęśników przed wrzuceniem w płomienie by dłużej się palili. W moim odczuciu autorka zadała nieodpowiednie pytania, zbyt oczywiste, tendencyjne i takie, na które sami możemy znaleźć odpowiedź, jeśli tylko znajdziemy chwilkę czasu. Łucyan miała doskonałą okazję by spenetrować dno serc tych ludzi, wydobyć z nich największe, najtragiczniejsze sekrety i napisać powieść, która będzie nie tylko lekcją lecz również świadectwem historii. Choć było tutaj dużo łez, to tak naprawdę zabrakło mi emocjonalnego zaangażowania. Nadal była to bardziej publikacja naukowa niż reportaż. 

Czytając historie "Powstańców" zwróciłam uwagę na zmiany jakie dokonały się w psychice pokoleniowej. Często słyszałam od mojej babci , że "kiedyś dzieci były inne, lepsze, inaczej wychowane". Pokolenie dzisiejszych 90-latków, którzy brali udział w Powstaniu Warszawskim, było pierwszym które żyło w wolnej Polsce. Ich rodzice i dziadkowie pamiętali jeszcze pierwszą Wojnę Światową, w której sami często brali udział. Młodzi wysłuchiwali opowieści z frontu, przed ich oczami wyświetlały się obrazy morza trupów z bitwy pod Sommą i byli wdzięczni za to że nad Europą zapanował pokój, a Polska zyskała nowe granice. Niepodległość była czymś długo wyczekiwanym, marzeniem pokoleniowym które na ich oczach się ziściło. Ludzie, którzy przeżyli wojnę wiedzieli że pokój jest rzeczą nietrwałą i trzeba być zawsze przygotowanym na najgorsze. Uczyli swoje dzieci patriotyzmu i miłości do ojczyzny, napawali ich odwagą i hartem ducha. Jeśli zdarza wam się oglądać filmy z lat trzydziestych czy też czytać powieści z tego okresu, to pewnie zauważyliście iż ówcześni nastolatkowie byli inni od tych "dzisiejszych". Dziś młodzi chodzą z głową w chmurach, w dzień pałętają się po szkole w nocy imprezują. Niektórzy grają na komputerze, inni zatracają się w książkach, jednak jedno jest pewne : zdecydowanie wolniej dorastają, do czego nie chcą się oczywiście przyznać. Czy dziś wskażecie wielu dwudziestolatków, którzy są głową rodziny, planują dzieci, mają stałą pracę i coś "odłożone" na czarną godzinę? Jeśli nawet kogoś takiego znacie, to wierzcie mi jest to chlubny wyjątek. 90 lat temu było to normą. I właśnie ta dorosłość, dojrzałość emocjonalna i rozwaga cechuje wszystkich bohaterów książki Łucyan. 
Młodzi powstańcy byli ludźmi odważnymi, kochającymi własną ojczyznę, którzy wiedzieli że jeśli będzie taka potrzeba to za nią zginą. Ówczesne matki były istotami "rozdwojonymi" emocjonalnie, z jednej strony kochały swoje dzieci i troszczyły się o nie, z drugiej rozumiały czym jest obywatelski obowiązek. Z bólem serca patrzyły na swoje pociechy służące w Szarych Szeregach, żegnały się z nastolatkami którzy postanowili brać czynny udział w powstaniu, czy to jako szeregowi żołnierze, czy też łącznice lub sanitariusze. Jak ojczyzna wzywała, nikt nie miał prawa się od niej odwrócić. Ciekawa jestem ile osób dziś stanęłoby do walki z wrogiem? Należy bowiem pamiętać, iż w Powstaniu Warszawskim brali udział jedynie ochotnicy. 

Muszę przyznać, iż bałam się tego że autorka niniejszej książki wykorzysta ją do tego, by rozliczyć się z przeszłością. Pięści mi się zaciskały, kiedy zadawała pytanie o celowość powstania, tak jak by chciała wymusić na swoich rozmówcach przyznanie, że nie miało ono sensu było złe i niepotrzebne. A może wręcz odwrotnie? Chciała nadać mu jeszcze większej rangi, znaczenia i heroizmu? Powstanie Warszawskie jest historią, czasem minionym. Jedni powiedzą, że było potrzebne i wyczekiwane, inni zarzucą mu brak jakiegokolwiek planowania i strategii. Zapewne jedni i drudzy mają rację. Jednak nie powinniśmy ich słuchać, bowiem jedyny głos który tak naprawdę powinien się liczyć, to tych którzy byli świadkami tamtego wydarzenia. Bohaterowie tej książki nadal żyją powstaniem, uważają że był to najbardziej emocjonujące czas w ich życiu, tragiczny a zarazem magiczny moment kiedy całe społeczeństwo się zjednoczyło. Z ich opowieści przebija zarówno smutek jak i radość z małych zwycięstw, z odbitej dzielnicy, z dostawy broni, ze zdobytego jedzenia. Musicie pamiętać, iż powstanie było zrywem, wyczekiwanym a jednocześnie spontanicznym, który przeprowadzili ludzie w których buzowała adrenalina, hormony i emocje. Myślicie, że oni nie wiedzieli, iż była to misja samobójcza? Oczywiście, że wiedzieli jednak nie mieli innego wyboru. Widzieli jak najeźdźcy traktują ich bliskich i przyjaciół, docierały do nich informacje o planach Hitlera o zrównaniu Warszawy z ziemią, w takiej sytuacji nie mogli stać i biernie patrzeć, musieli walczyć o własny honor. I do samego końca mieli nadzieję, że ktoś przyjdzie im z pomocą, że powstanie cała Polska. Niestety tak się nie stało. 

Magda Łucyan oddała w nasze ręce książkę, inspirowaną biografią odważnych, sprawiedliwych i "wielkich" ludzi, dzięki którym możemy żyć w wolnym i demokratycznym kraju. Oni nie tylko walczyli z okupantem lecz wykorzystali całe swoje późniejsze życie by pomagać innym. Niektórzy działają do dziś, inni przeszli już na obywatelską emeryturę, jedno jest jednak pewne, pamięć o nich pozostanie w naszych sercach. Zabolało mnie jak przeczytałam ostatni rozdział, w którym wnuk jednego z partyzantów opowiada, jak jego 90-letni dziadek oskarżony został o współpracę z UB. Czy naprawę musimy szargać dobre imię nawet własnych bohaterów? Ludzi którzy walczyli o Warszawę, bronili jej a potem odbudowywali i dbali by stała się prawdziwą europejską stolicą? Ja nie chcę żyć w takim kraju, pełnym żalu i martyrologi, gdzie umierają już wszystkie świętości. Oby chociaż pamięć przetrwała. 


Tytuł : "Powstańcy"
Autor : Magda Łucyan
Wydawnictwo : Znak Horyzont
Data wydania : 15 lipca 2019
Liczba stron : 288


Tę oraz wiele innych książek kupicie w księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/
 


"Pchła" Anna Potyra

"Pchła" Anna Potyra

     Lubię jak kryminały, oprócz tego, że dostarczają mi rozrywki, odnoszą się do prawdziwych wydarzeń czy historii. Taka właśnie jest "Pchła" najnowsze dzieło Anny Potyry. Sięgając po tę książkę zastanawiałam się skąd kojarzę nazwisko autorki. Nie chciałam iść na łatwiznę i "googlować", postanowiłam poćwiczyć pamięć. Po kilku minutach przypomniałam sobie, że jest to autorka cyklu o Zuzi, który czytałam mojej starszej córce. Muszę przyznać iż ta informacja sprawiła, że moje zainteresowanie tą książką oraz jej twórczynią jeszcze bardziej wzrosło. Szukając kolejnych ciekawostek trafiłam na wywiad, w którym Potyra stwierdziła, że trudniejsze jest pisanie dla dzieci niż dla dorosłych. Moim zdaniem jest to święta prawda, a "Pchła" to udowodniła. Doświadczeni czytelnicy mają więcej cierpliwości i wyrozumiałości niż maluchy. Potrafią również docenić dobry pomysł i wydobyć z powieści to co najlepsze. W tym przypadku tych smaczków było naprawdę dużo a fakt, iż autorka cofnęła się aż do czasów Powstania Warszawskiego i jeszcze raz oddała hołd ofiarom tego zrywu, sprawił że lekturę tę czytało się z wypiekami na policzkach i łzami w oczach.

Wigilia Bożego Narodzenia. Ulice Warszawy pustoszeją, mieszkańcy zaszywają się w zaciszu swych domów, by zasiąść przy świątecznych stołach. Jednak nie wszyscy. Adam Lorenz, komisarz Wydziału Zabójstw, dostaje wezwanie. W jednym z mieszkań zostaje zastrzelony młody mężczyzna. Miejsce zbrodni nie przypomina niczego, z czym Lorenz spotkał się podczas wieloletniej pracy w policji. Morderstwo wydaje się bardzo szczegółowo zaplanowane. Nie ma żadnych śladów. Nie ma podejrzanych. Nie ma motywu. Jedynym punktem zaczepienia jest stara fotografia pozostawiona przez zabójcę.

Nie trzeba być Warszawiakiem by wiedzieć jak się zaczęło, jak przebiegało i jakie miało konsekwencje, Powstanie Warszawskie. Każdy Polak ma obowiązek znać tę datę, obchodzić rocznice i po prostu pamiętać. Właśnie ta pamięć jest wyznacznikiem naszej tożsamości narodowej. W 1944 roku, w przeciągu kilku dni zamordowanych zostało kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Niemieckie kule nie oszczędzały nikogo. W masowych egzekucjach ginęli wojskowi i cywile, dorośli i dzieci, kobiety i mężczyźni, kalecy i ci, w pełni sił. Jako Warszawianka poznałam mnóstwo historii i wspomnień z tego okresu. Czytałam pamiętniki jedynych ocalałych, dla których uniknięcie kuli, było wyrokiem a nie łutem szczęścia. Nocami i dniami po okaleczonej bombami Warszawie snuli się ludzie, którzy stracili wszystko : domy, rodzinę, przyjaciół. Stolica Polski stała się miastem duchów. Muszę przyznać, iż Anna Potyra odrobiła lekcję historii. Z początku troszkę się obawiałam, iż temat ten ją przerośnie, że nie potraktuje go z wymaganą powagą i wykorzysta jedynie jako środek do celu. Okazało się, że moje obawy były bezpodstawne. Autorce z całą brutalnością i szczerością udało się przedstawić wojenny horror. Już w pierwszym rozdziale młoda pisarka udowadnia nam, że nie boi się szokować swoich czytelników. To właśnie na pierwszych stronach jesteśmy świadkami masowej egzekucji jednej z warszawskich rodzin. Giną zarówno rodzice, jak i dzieci, wszyscy mieszkańcy kamienicy. Byłam zszokowana. Temat śmierci dzieci jest często pomijany przez autorów, traktowany po macoszemu. Przyzwyczailiśmy się, że maluchy nie giną. Mogą chorować, powoli odchodzić, ale zawsze muszą dostać szansę by się pożegnać. Anna Potyra nie ma skrupułów i z zimną krwią zabija niewinnych. Pokazuje nam, bez owijania w bawełnę, czym tak naprawdę była wojna. Tutaj muszę zwrócić uwagę na niezwykle adekwatny tytuł książki : "Pchła". Właśnie do roli tego owada sprowadzeni są bohaterowie tej książki. Naziści traktowali nas jak wszy, które trzeba zgnieść między palcami i wyrzucić na śmietnik historii. Czytając tę powieść zaczęłam się zastanawiać nad wartością życia ludzkiego. Jakim cudem jeden człowiek był w stanie stworzyć tak chorą ideologię i do tego nabrać na nią setki tysięcy, czy nawet miliony ludzkich istnień? Jak można było wmówić żołnierzom i obywatelem, że Polacy, Żydzi, Cygani to nie ludzie lecz zwierzęta, śmieci, pasożyty? Na samym początku książki cieszyłam się, że ktoś zamierza się zemścić za to co się stało, za to jak ucierpiała Warszawa i Polska. Tak, dobrze myślicie, sympatyzowałam z mordercą, wierząc w to, że jego działania trafią w katów. Okazało się jednak, że jego motywy były inne, bardziej ideologiczne, zagmatwane. Książka ta zdecydowanie ma drugie dno i więcej do przekazania niż sądziłam na samym początku. Nie tylko rozlicza nas z historii lecz jest również lekcją na temat ekonomii i konsumpcjonizmu oraz dzisiejszej kondycji gatunku ludzkiego. 

Głównym bohaterem książki jest komisarz Lorenz, pracujący w jednej z warszawskich komend. Lorenz to człowiek ze smutną, tragiczną przeszłością, którą autorka odkrywa przed nami kawałek po kawałku. Wiemy, że mężczyzna stracił żonę i córkę i od tego czasu cały swój czas poświęca pracy. Nie śpi, nie bawi się, nie chodzi z kolegami na piwo, nie obchodzi świąt. Pracuje, analizuje, boksuje. Robi wszystko byle tylko zapomnieć, jednak wspomnienia nie chcą odejść. Komisarz jest zdesperowany, systematyczny, inteligentny, momentami nieco porywczy, jednak czytelnik ma wrażenie, że Potyra stworzyła policjanta, który jest niemalże idealny. Właśnie takich stróżów prawa chcielibyśmy widzieć na naszych polskich ulicach. 
Jednak jak wiadomo nawet najlepszy śledczy nie jest w stanie zbyt dużo zrobić sam. Do rozwikłania zagadki potrzeba jest zgrana i doświadczona grupa i z taka właśnie współpracuje Lorenz. Niestety nie mam czasu wymienić wszystkich z nazwiska, choć jak najbardziej na to zasługują, jednak wierzcie mi, iż ekipa jest jak najbardziej przednia. Spotkamy tutaj techników, profilerów, psychologów, zwykłych policjantów z drogówki czy prokuratora z manią wielkości. 
Jeśli chodzi o samą fabułę to również jest ciekawie. Akcja rozpoczyna się od zabójstwa pana młodego w przeddzień ślubu. Ciało mężczyzny zostaje ozdobione białymi różami. Morderca robi zdjęcie i wysyła je do narzeczonej ofiary. Kilka dni później dochodzi do kolejnej zbrodni. Tym razem ofiarami są członkowie jednej z warszawskich rodzin. Ginie ojciec i dwójka małych dzieci, matka z ciężkimi obrażeniami trafia do szpitala. Jak widzicie dzieje się naprawdę sporo, a nawet nie doszliśmy jeszcze do połowy książki. Muszę przyznać iż rozwiązanie zagadki kim jest morderca i co go motywuje, było dla mnie trudne. Autorka miała pomysł i wykorzystała go do granic możliwości. 
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż "Pchła" jest wstępem do większej całości, pierwszym tomem cyklu. Pozostało tyle rzeczy do odkrycia na temat naszych bohaterów, że aż ciężko uwierzyć w to, że autorka nie skorzysta z potencjału, który sama sobie stworzyła. 

Anna Potyra pisze nieco podobnym stylem do Remigiusza Mroza. Zdania są krótkie i dynamiczne, liczba dialogów zdecydowanie przewyższa ilość opisów, a akcja posuwa się do przodu w szybkim i równomiernym tempie. "Pchła" to jedna z tych książek od których bardzo ciężko jest się oderwać. Czytelnik sobie obiecuje, że doczyta do końca akapitu i zrobi sobie przerwę a okazuje się, że zakończenie rozdziału jest tak wielkim cliffhangerem, że nie można nie przerzucić kolejnej strony, by dowiedzieć się więcej. Potyra cały czas trzymała mnie w napięciu i zręcznie podsycała moje zainteresowanie. Było tutaj wszystko to, czego oczekuję po dobrym kryminale : morderstwo, rzeka krwi, brutalność, suspens, pościg a nawet trochę sexu, choć akurat ten wątek jest mało wyeksponowany, co działa na korzyść tej książki. Jednak jeśli myślicie, iż jest to lektura lekka łatwa i przyjemna to muszę was zawieść. Niesie ona tak ogromny ładunek emocjonalny, opowiada tak wiele historii, które mogły, a najpewniej wydarzyły się w przeszłości, że nie można potraktować tej książki jako zwykłego kryminału czy fikcji literackiej. Czuć tutaj echa II Wojny Światowej, Powstania Warszawskiego, czasów ludobójstwa i okropnej dziejowej niesprawiedliwości. 

Cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z tym tytułem. Myślę, że pozostanie on w mojej pamięci na długo, być może na zawsze, jak dziesiątki historii opowiadanych mi przez moją babcię. Zapewne każdy z was ma w swojej rodzinie kogoś kto jeszcze "pamięta". A jeśli nie macie to jeszcze bardziej powinniście docenić tę książkę, gdyż przybliży wam ona przeszłość. "Pchła" to powieść o niesprawiedliwości, chorej ideologii, okrucieństwie i wojnie, powieść której autorka nie boi się używać mocnych słów i szokować krwawymi opisami kaźni. To książka, w której umierają dzieci i choć to trudny temat to nie bójmy się o nim rozmawiać. Świat zbyt długo już milczał nad tym okrucieństwem. Polecam. 


Tytuł : "Pchła"
Autor : Anna Potyra
Wydawnictwo : Zysk i S-ka
Data wydania : 9 lipca 2019
Liczba stron : 350



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  




 
 
 
 
            Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

"Nie przestałyśmy być kobietami" Weronika Wierzchowska

"Nie przestałyśmy być kobietami" Weronika Wierzchowska

W swoim życiu przeczytałam bardzo dużo książek wojennych, powieści historycznych czy nawet biografii. Autorzy piszący o czasach, kiedy Polska była gwałcona, rozrywana na kawałki i ciemiężona, zazwyczaj opiewają wielkie czyny powstańców czy zwykłych obywateli, którzy poświęcając własne życie ratowali innych. Zapewne znacie historia o Irenie Sendlerowej czy chociażby znakomity film "Lista Schindlera". Z dzieł tych wyłania się obraz polaka, szczerego i uczciwego, odważnego i nieco zdesperowanego a co najważniejsze sprawiedliwego. Pisarze potępiają lub celowo nie dostrzegają kolaborantów, szmalcowników czy zwykłych szabrowników. W końcu to ludzie, o których nie warto pisać, gdyż dziś pozostaje nam się za nich tylko wstydzić. Jednak nie da się ukryć, iż nie wszyscy obywatele wojennej jak i powojennej Polski, byli uczciwi. Byli też tacy, którzy kolaboracją i szpiegostwem zarabiali na życie. Weronika Wierzchowska pokazuje nam realia zniszczonej przez Niemców Warszawy, w czasach powstania i tuż po nim. Przedstawia nam zniszczoną bombardowaniami Pragę, gdzie stacjonuje oddział odważnych Platerówek. Głównym zadaniem tych młodych dziewczyn jest obrona stolicy i walka z wrogiem, który niestety, coraz częściej kryje się we własnych szeregach. 

To były dziewczyny takie jak każda z nas. Ale wojna odebrała im rodziny i młodość, rzuciła daleko na wschód, gdzie dorastały w sowieckich kołchozach i syberyjskich tartakach. Większość nie miała nawet dwudziestu lat, gdy wstępowały do armii, co było jedyną nadzieją na powrót do ukochanej Polski. Chorobliwie ciekawska kresowiaczka Janka i zagubiona służbistka Ania jesienią 1944 roku wraz z pierwszą kompanią fizylierek z Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater wkraczają w ruiny warszawskiej Pragi i obejmują posterunki, by strzec to, co ocalało, przed hitlerowcami i szabrownikami. Czy w ogniu wojennych intryg jest szansa na kobiecą przyjaźń? Czy miłość w cieniu śmierci zawsze jest silniejsza? Ile znaczy radość z wolności, czyli życia? 

Sposobów na przeżycie jest wiele. Człowiek jest taką istotą, która w momencie zagrożenia, uchwyci się nawet brzytwy byle tylko przetrwać, choćby jeszcze jeden dzień, godzinę czy nawet minutę. Choć niektórzy z nas z nonszalancją wypowiadają się o "życiu", to kiedy wisi ono na włosku, wołamy to Boga o ratunek. Podczas wojny moja babcia ukrywała na strychu partyzantów, druga działała w "radiu" więźniarek z Auschwitz. Takich historii, będąc studentką dziennikarstwa, słyszałam wiele. Każda chwalebna. Czasem zastanawiałam się, jakim cudem dzisiejsi Polacy, są tak różni od tych z wojennego pokolenia? Są zazdrośni i zawistni, okrutni i leniwi, brak im odwagi i piją, czasami na potęgę. Oczywiście teraz generalizuję, jednak takich ludzi są tysiące. Czy naprawdę 70 lat temu byliśmy inni? Czy wojenny czyn nas zjednoczył i na moment zmienił naszą psychikę? Okazuje się, że nie. nasze społeczeństwo zawsze było zróżnicowane, byli Ci dobrzy i ci źli, jednak o tych drugich nie chcemy pamiętać, gdyż są czarną kartą naszej historii. Weronika Wierzchowska postanowiła przerwać milczenie i pokazała nam Warszawę, taką jaka była naprawdę. Miasto w którym obok siebie żyli złamani i sprawiedliwi oraz brutalni i nieuczciwi. Z książki tej dowiedziałam się o ludziach nazywanych wilkołakami, szpiegach pozostawionych przez armię Wehrmahtu, którzy za pomocą umówionych sygnałów i radiostacji wysyłali informacje do swoich dowódców na drugim brzegu Wisły. To właśnie dzięki nim Niemcom z powodzeniem udawało się ostrzeliwać powstańcze posterunki. Wiadomo, że wojna rządzi się własnymi prawami i każda ze stron robi wszystko byle tylko przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Jestem w stanie zrozumieć nazistów, "wilkołaki" byli częścią ich strategii wojennej. To co mnie bulwersuje, to fakt że również Polacy, kolaborowali z najeźdźcą, czego w moich oczach, nic nie jest w stanie usprawiedliwić. Ale czy na pewno? Książka Wierzchowskiej pokazuje nam wojenną Warszawę, jako miejsce pełne kontrastów. Z jednej strony poznajemy Platerówki, czyli Samodzielny Batalion Kobiecy, pod dowództwem Wojska Polskiego, formację, które istniała naprawdę, a jej celem była ochrona ludności i ochrona strategicznych budynków. Są to kobiety odważne i silne psychicznie, które przybyły z całej Polski by wspierać powstańców. Ryzykują własnym życiem, by inni czuli się w miarę bezpiecznie w niespokojnych czasach. Te, młode dziewczyny, często nastolatki, nie bały się wychodzić na ulice, przemykać pod ostrzałem, walczyć z Niemcami czy groźnymi przestępcami. Brały nawet udział w sławnej bitwie pod Lenino, gdzie ich zadaniem było znoszenie rannych i zmarłych z pola bitwy. W rzeczywistości, u boku mężczyzn, brały udział w regularnych walkach. Z jednej więc strony mamy poświęcenie i miłość do bliźniego a z drugiej kolaborantów, szmalcowników i warszawską "mafię". Zniszczona i zbombardowana stolica była miastem, w którym trzeba było kombinować by przeżyć. O tym wiedzą wszyscy. Nie było jedzenia, leków, opieki zdrowotnej, policji. Ludzie stracili domy, najbliższych i poczucie bezpieczeństwa. Będąc w tak beznadziejnej sytuacji warszawiacy szukali sposobów na to by przetrwać i często najprostszym z nich było kolaboranctwo. Niemiec nie tylko dobrze płacił lecz również zapewniał podstawowe środki do życia. Ci, którzy współpracowali z wrogiem, często mogli się obłowić i prowadzić dostatnią, a czasami nawet wystawną, egzystencję. Taka postawa jest dla mnie obrzydliwa. Owszem jestem w stanie zrozumieć, że ktoś współpracuje bo jest szantażowany, bo przetrzymują jego rodzinę, jednak tak po prostu? By mieć lepsze papierosy i ciągłe dostawy gorzały? Taka postawa jest dla mnie godna potępienia. Wierzchowska udowadnia jednak, że każdy z nas jest w stanie się zmienić.

Anna Hartman, główna bohaterka powieści, jest osobą której skutecznie wyprano mózg, ofiarą prężnie działającej propagandowej maszyny, która działała w Związku Radzieckim. Zapewne zdarzyło wam się oglądać filmy dokumentalne o Korei Północnej. Widzieliście ludzi, którzy z uśmiechem na ustach wychwalają swojego przywódcę, nawet kiedy sami klepią biedę, siedzą w więzieniach czy nie mają dostępu do służby zdrowia. Kim jest wszędzie. Jest Bogiem. Pewnie zastanawiacie się, jakim cudem te masy, są w stanie wielbić człowieka, który jest nikim innym tylko dyktatorem i mordercą? Otóż mamy tutaj do czynienia z niczym innym jak reżimową propagandą. Na takiej samej zasadzie działał ZSRR .Cały czas obiecywali Polakom wolne państwo, jednocześnie mówiąc, że obecność Armii Czerwonej jest konieczna dopóki Niemcy nie wycofają się za Odrę. Potem śpiewka się zmieniła i zaczęło mówić o stabilizacji a na końcu wzajemnej pomocy. I ludzie w to wierzyli. Wierzyli, że sąsiedzi ze Wschodu chcą dla nas jak najlepiej, że przyjdą nam z pomocą, ochronią, dadzą jedzenie i sprawiedliwość. Dziś czytając ulotki propagandowe muszę przyznać, że brzmią one całkiem logicznie, niczym wyborcza kiełbasa, którą karmią nas sztaby dzisiejszych polityków. Wcale się nie dziwię, że Anna Hartman dała się omamić wizji wiecznej przyjaźni i sojuszu polsko-radzieckiemu i chciała ją przekazać podległym jej żołnierkom. My oczywiście wiemy jak to wszystko się skończyło, dlatego na jej próby patrzymy z pewnym politowaniem i współczuciem. Hartman przyjechała do Warszawy by pełnić rolę wojskowej "politycznej". Jej głównym zadaniem było przekonanie swoich podwładnych do polityki Związku Radzieckiego i wprowadzanych przez niego praw i przywilejów. Ja od razu wiedziałam, że misja dziewczyny jest z góry skazana na niepowodzenie. Ona dopiero zaczęła się o tym przekonywać. Muszę przyznać, iż obserwowanie jej transformacji było dla mnie czymś niezwykle interesującym. Ze zdyscyplinowanej, nieco sztywnej i zindoktrynowanej 'obywatelki", stała się współczującą, trzeźwo myślącą i kochającą przyjaciółką, dla której coraz mniej liczyły się rozkazy i statystyki, a coraz bardziej biedni, cierpiący ludzie, którym wraz ze swoimi podwładnymi, starała się pomóc. Muszę przyznać, że z chęcią bym przeczytała kolejny tom książki, opisujący dalsze losy naszej głównej bohaterki, by zobaczyć kim tak naprawdę się stała. Czy udało jej się do końca porzucić sowiecką ideologię czy też pranie mózgu było zbyt definitywne? Mam nadzieję, że Wierzchowska zdecyduje się na napisanie kontynuacji, wymyślenie kolejnej historii bohaterskich fizylierek, które mogłaby okazać się prawdziwa. Jak wszystkie wojenne opowieści. 

Tym co mnie zauroczyło w tej książce była gwara warszawska. I oczywiście ta z Kresów. Jestem rodowitą warszawianką, do tego wychowaną na Pradze. Oczywiście dziś ta dzielnica wygląda zupełnie inaczej, niże przed 70-ciu laty, inni są również jej obywatele, jednak pewne rzeczy się nie zmieniły. Nadal działają tutaj uliczne gangi, slang jest obecny, choć w nieco zmienionej postaci a samo miejsce traktowane jest jako coś gorszego od lewobrzeżnej części stolicy. Kiedy przejdziemy się ulicą Jagiellońską, dojdziemy do pomniku orkiestry praskiej. Można tam poczytać napisy na mosiężnych tablicach, których tekst utrzymany jest w typowej praskiej gwarze. Czytając tę książkę wiedziałam, że autorka albo sama jest warszawianką, albo bardzo dobrze odrobiła lekcje. Akwawita czyli wódka, fiut-papieros czy biba ( to słowo zapewne zna każdy z was) to właśnie typowe wyrazy z warszawskiej gwary. Czytając stworzone przez autorkę dialogi miałam wrażenie, że przeniosłam się w miejscu i w czasie, że wraz z naszymi bohaterami rozmawiam z handlarzem Śmietanką czy też jednym z zapalonych, młodych powstańców. Warszawa była najbardziej żywa właśnie w mowie. Jednak zachwycając się lokalną gwarą nie zapomniałam o kolejnej bohaterce, Jance, która przybyła z Kresów, by walczyć o wolność "naszą i waszą". To właśnie jej teksty sprawiły, że wybuchałam śmiechem, nawet gdy fabuła była dramatyczna, a nawet tragiczna. Fizylierka była zabawna, inteligentna, ciekawska, odważna i nad wyraz ludzka. Nie dało się jej nie pokochać. To ona "zrobiła" tę książkę.

To było moje pierwsze spotkanie z Weroniką Wierzchowską i mam nadzieję, że nie ostatnie. Mam nadzieję, że autorka nie pójdzie w stronę szeroko pojętej "literatury kobiecej", która w Polsce oznacza, ni mniej ni więcej, tylko romantyczne gnioty i infantylne erotyki. "Nie przestałyśmy być kobietami" to naprawdę dobra, oparta na faktach książka, która wzruszy nie jedną z nas. Co z tego, że miłości i dotyku jest tutaj jak na lekarstwo i tak byłam wzruszona samą postawą naszych bohaterek oraz ich czynami. Nie jest to typowa książka wojenna, pełna faktów, dat i postaci. Jest to zapisany wyrywek naszej historii, opowieść, która zapewne kiedyś się wydarzyła, lecz nie zostali świadkowie by ją opowiedzieć. Całe szczęście "platerówki" nadal żyją w ludzkiej pamięci i cieszę się, że Pani Wierzchowska, zdecydowała się napisać im epitafium. Polecam. 



Tytuł : "Nie przestałyśmy być kobietami"
Autor : Weronika Wierzchowska
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 11 lipca 2019
Liczba stron : 456


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
 


https://www.proszynski.pl/
 
 
A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
 
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :
 
 
 


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger