Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hitler. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hitler. Pokaż wszystkie posty
"Ku wolności" Sue Smethurst

"Ku wolności" Sue Smethurst

"Ku wolności" to pamiętnik australijskiej dziennikarki i wielokrotnie nagradzanej autorki, Sue Smethurst. Jak pisarka wyjaśnia w swoim prologu,  jej teściowa Mindla Horowitz potrzebowała czasu i delikatnej zachęty (oraz jasnego lakieru do paznokci!), by w końcu podzielić się swoją historią. Historia zaczyna się od słodkiego przedwojennego romansu , wspomaganego przez siostry Mindli, na tle szerzącego się antysemityzmu. Kubush Horowitz uwodzi Mindlę Levin i udaje mu się przekonać ojca dziewczyny, który w końcu zgadza się by ten poślubił „najpiękniejszą dziewczynę, jaką kiedykolwiek widział”. Jego życie z objazdowym cyrkiem oznacza długie rozłąki, ale ich miłość jest silna.

 Prawdziwa historia Mindli i jej męża Kubusia Horowitza – artysty słynnego Cyrku Braci Staniewskich – napisana przez nagradzaną i uznaną autorkę oraz dziennikarkę, Sue Smethurst, której mąż jest wnukiem bohaterów tej historii.Mindla, próbując odnaleźć męża, którego wybuch wojny zastał poza Warszawą, zostaje aresztowana przez Rosjan w Białymstoku, a jej syn trafia do sowieckiego sierocińca.Kubuś, który tymczasem wrócił do stolicy, dowiaduje się od teścia o jej wyjeździe i, gdy Niemcy zamykają cyrk, wyrusza na wschód, by odnaleźć swoją rodzinę.
Zaczyna się droga przez mękę…


Historia opisana w tej książce rozgrywa się podczas II Wojny Światowej. Pewnego dnia Mindla już nie może wytrzymać rozłąki z mężem, bierze więc syna i wraz z nim udaje się w drogę do Białegostoku (z Warszawy). Ponieważ jest to czas okupacji, przemieszczanie się z miejsca na miejsce jest zabronione i bardzo niebezpieczne. Jednak kobieta jest zdesperowana. Znajduje rolnika, który zgadza przetransportować rodzinę w swoim wozie. Po drodze śpią w stodołach, przeprawiają się przez rzeki i oczywiście cały czas uciekają przed Niemcami. Sprawy się jednak komplikują i Mindla trafia do zatłoczonej celi więziennej. W tym samym czasie  Kubusz i jego koledzy z żydowskiego cyrku "ukrywają się na widoku", dając pokazy dla nazistowskich żołnierzy okupujących Warszawę i nadzorujących budowę murów getta. Kiedy Shmuel Levin ( ojciec Mindli) powiedział swojej córce: „Od klauna nie dostaniesz nic dobrego”, nie miał pojęcia  jak bardzo się pomylił: pozycja w wielkim moskiewskim cyrku i mieszkanie we wspaniałym hotelu Moskwa to coś, czego nikt z nich nie mógł przewidzieć . Jak widać los może się diametralnie odmienić w ułamku sekundy. 

Smethurst z łatwością wczuła się w ducha epoki.. W jej żywej prozie widoki, dźwięki i zapachy cyrku są niemal namacalne, a strach i smutek wywołany bombardowaniem pięknego miasta, z towarzyszącym mu niszczeniem zabytków i ikon przechowujących wspomnienia, są namacalne. Opisując, co znoszą bohaterowie (terror, okrucieństwo, brak skrupułów, głód i zimno), Smethurst z łatwością przekazuje niezliczone emocje i uczucia, jakich doświadczają ci odważni ludzie. Należą do nich  strach, poczucie strata i niepokój, ale także nadzieja i optymizm. To opowieść o skrajnościach. Widzimy tutaj biedę w Warszawie, głód w zatłoczonej celi więziennej, luksus w moskiewskim hotelu, mróz w rosyjskich obozach, obfitość w afrykańskim obozie dla uchodźców, fatalne warunki we włoskim i wreszcie bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo i wolność w Australii. Chociaż opis takiego życia może być suchy i nudny, Smethurst wypełnia go tak bogatymi szczegółami, że nigdy taki nie jest. Książkę czyta się  jak powieść, a czytelnik nie może przestać się martwić losem bohaterów czy  cieszyć, gdy sprawy potoczą się po ich myśli. Dwanaście stron zdjęć zdecydowanie w tym pomaga. Sue Smethurst ciężko pracowała, aby wypełnić luki w historii swojej babci chociaż pamięć Mindli była niesamowicie dobra. W rezultacie autorka podjęła się  badań, które obejmowały  tłumaczenie dokumentów i przeprowadzanie wizyt w różnych miejscach, czego wynikiem było ułożenie rodzinnej układanki. Chociaż Sue napotkała opór ze strony Mindli, aby powtórzyć jej historię, w rezultacie staruszka dała się przekonać. 

"Ku wolności" (w oryginale książka jest zatytułowana "Cyrk wolności") to wyjątkowa powieść, która rzuca niewygodne – acz konieczne – światło na doświadczenia, które nieczęsto są na pierwszym planie dialogów dotyczących drugiej wojny światowej. Obozy koncentracyjne, komory gazowe i walka na froncie, choć wciąż znajdują się w opowieści, nie stanowią jej rdzenia. Dużo uwagi poświęcono za to  brutalności niemieckich okupantów, a duża część powieści skupia się na przeżyciach Mindli na kontrolowanych przez Sowietów terenach Polski. Ta nowa relacja i spojrzenie na trudności sprawiają, że ta powieść jest jeszcze potężniejsza. Czasami łatwo zapomnieć, że "Ku wolności" to opowieść o rzeczywistej osobie, a nie o postaci fikcyjnej. Proza Smethurst jest tak obrazowa i dokładna, że ​​nietrudno uwierzyć, że ta historia jest fikcyjnym wytworem wspaniałego i doświadczonego pisarza; jednak tak nie jest. Smethurst wykonuje wyjątkową robotę, płynnie łącząc informacje przekazane jej z pierwszej ręki przez Mindlę i zdobyte podczas rozległego historycznego  researchu. "Ku wolności" jest hołdem złożonym ludziom, którzy ukształtowali nasze dzisiejsze życie – tym, którzy wykazali się odpornością, siłą i mocą w najbardziej brutalnych okolicznościach. To niesamowita historia pełna niesamowitych ludzi, która bez wątpienia wpłynie na nasz klimat kulturowy. Ta książka na pewno stanie się bestsellerem. 

"Ku wolności" to wciągająca, prawdziwa opowieść o przeżyciach teściów autorki, polskich Żydów, w rozdartej wojną Europie, których uratowała miłość Stalina do sztuki, muzyki i performansu. Umiejętności dziennikarskie Sue Smethurst przebijają się w tym narracyjnym zestawieniu materiałów badawczych i anegdot z wielu źródeł. Jest to jeszcze jedna książka przypominająca o horrorze o reżimu nazistowskiego. Poruszająca opowieść o niezwykłej odwadze, odporności i miłości oraz o tym, jak ludzie mogą przetrwać w najbardziej ekstremalnych warunkach.

 

Tytuł : "Ku wolności"

Autor :  Sue Smethurst

Wydawnictwo : Rebis

Data wydania : 10 sierpnia 2021

Tytuł oryginału : The Freedom Circus: One family’s death-defying act to escape the Nazis and start a new life in Australia  

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld

 
 


A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

"Bibliotekarka z Saint-Malo" Mario Escobar

"Bibliotekarka z Saint-Malo" Mario Escobar

 Po "Bibliotekarkę z Saint Malo" sięgnęłam ponieważ przyciągnęła mnie okładka ( no i oczywiście tematyka). Powieść ta opowiada o losach Jocelyn, miejskiej bibliotekarki próbującej ocalić książki przed zniszczeniem ich przez hitlerowców, a jednocześnie próbującej przetrwać wojnę. Przeżywamy z nią hitlerowską okupację jej miasta i obserwujemy zmagania wielu mieszkających tam ludzi, którzy powoli zaczynają tracić wiarę. Mario Escobar emocjonalnymi lecz wyważonymi słowami oddaje emocje, których doświadczali ci ludzie, od cierpienia i rozpaczy po szczęście po małych zwycięstwach. Polecam tę książkę każdemu, kto lubi fikcję historyczną i tematykę II Wojny Światowej. Prawda jest taka, że ​​polubiłam ją tak bardzo, że tego samego dnia, kiedy ją skończyłam, zamówiłam kolejną powieść autora. 

Jocelyn Ferrec, bibliotekarka i pasjonatka literatury, boryka się z samotnością po tym, jak jej ukochany mąż Antoine wyruszył na front. Nie mija wiele czasu, kiedy kobieta staje w obliczu kolejnego dramatu. Latem 1940 roku do Saint-Malo wkraczają wojska niemieckie, a ich brutalne prześladowania mają dotyczyć także biblioteki, w której pracuje Jocelyn.Niemiecki kapitan Hermann von Choltiz otrzymuje odgórny nakaz zniszczenia wszelkich wywrotowych książek w Saint-Malo. Utrudnia to fakt, że jest ON wielkim miłośnikiem literatury ze słabością do wspaniałej bibliotecznej kolekcji Jocelyn. Między tą dwójką nawiązuje się zupełnie nierealna przyjaźń. Książki ich łączą, jednak wojna dzieli.

 


Prawdą jest, że najbardziej poszkodowanymi w wyniku działań wojennych są zwykli obywatele. Decydenci i generałowie zazwyczaj przebywają z daleka od linii frontu, często w innych krajach i o tym co się dzieje na polu bitwy dowiadują się z gazet czy, współcześnie, telewizji. Dlatego cenię sobie książki, które opowiadają historię, oczami zwykłych ludzi, gdyż to oni są jej najbardziej wiarygodnymi świadkami. Bohaterką tej książki jest niczym nie wyróżniająca się bibliotekarka, mieszkająca i pracująca w jednym z małych, portowych miasteczek południowej Francji. Jednak jeśli myślicie, że Jocelyn to zwykła, szara myszka, gdyż to właśnie z nimi kojarzone są "władczynie ciszy" (tak w mojej szkole określano bibliotekarki) to się grubo mylicie. Akurat ta Francuzka to jedna z najbardziej odważnych, heroicznych i silnych bohaterek literackich z jakimi się spotkałam. Nie brak jej błyskotliwości, ognia i tego czegoś, co przyciąga ludzi. Na prawie 400 stornach powieści obserwujemy jak Jocelyn, radzi sobie ze stratami osobistymi i zawodowymi, jak reaguje na przeciwności losu, strach, przeszkody fizyczne i emocjonalne oraz jak utrzymuje swoje męstwo i siłę, pomagając mieszkańcom Saint-Malo . Uwielbiałam intrygę, napięcie, tajemnicę, obsadę postaci, wątki romansu i słodko-gorzkie zakończenie. Jocelyn jest znakomitą główną postacią i została dobrze przygotowana do tej narracji. 

Książka napisana jest w postaci listów, które nasza główna bohaterka pisze do znanego autora. Choć na początku taka forma narracji sprawiła, że się pogubiłam (nigdzie nie zostało wyjaśnione kto pisze , czemu i do kogo) to wraz z rozwojem fabuły zaczęłam doceniać ten pomysł . Podobało mi się to, że nasza bohaterka była na tyle świadoma czasów, w których przeszło jej żyć, że postanowiła dać im swoje świadectwo. A listy były doskonałym rozwiązaniem. Jocelyn postanowiła napisać do pisarza Marcela Moli, aby wyrazić swój podziw dla niego jako pisarza i ogólnie dla literatury, a także by opisać swoją historię i to, jak przeżywa ten czas okupacji niemieckiej, jak bardzo jest rozdarta pomiędzy chęcią walki o miłość do swojego miasta, książek, męża, przyjaciół a odkryciem sensu życia.  Uwielbiałam czytać o krajobrazach, ludziach i wydarzeniach, które rozgrywały się w tym malowniczym mieście. Wiele historii było trudnych w odbiorze , brutalnych, ściskających za serce jednak wiem, że były one konieczne  abyśmy mogli zobaczyć, czego doświadczyli ludzie podczas okrucieństw wojennej okupacji. Pismo Escobara jest absolutnie piękne. Autor tworzy wyraźny obraz i skłania do myślenia i refleksji nad wydarzeniami , które rozgrywają się w książce. 

Książka zaczyna się radośnie , jednak szczęście trwa zaledwie parę akapitów. Jocelyn i Antoine są świeżo po ślubie, kiedy Jocelyn odkrywa, że ​​ma gruźlicę. Nie do końca wyzdrowiała, gdy Niemcy rozpoczynają inwazję na Francję. Z powodu inwazji Antoine zostaje wezwany do walki. Wkrótce zostaje ranny, schwytany i przewieziony do niemieckiego obozu jenieckiego. Podczas gdy Jocelyn pracuje nad utrzymaniem otwartej i użytecznej biblioteki w swoim mieście, musi również "gościć" niemieckiego oficera, który jest arogancki, narcystyczny, żądny władzy i pieniędzy. W tej książce nie ma wielu szczęśliwych chwil.  Opowiada ona o wojennej rzeczywistości i trudnościach, które były udziałem zwykłych bogu ducha winnych obywateli. Jest to głęboka powieść, która wymaga od czytelnika czasu na przemyślenia i przetrawienie. Podobało mi się, że była to wielce realistyczna  historia , szczególnie pod względem ludzkich uczuć i miłości. Miłość jest zagmatwana, przerażająca i nie zawsze ma sens jednak u podstaw całego ludzkiego życia  jest jedyną rzeczą, która może utrzymać lub rozerwać świat na strzępy. 

 

Ta książka sprawiła, że ​​włączył mi się tryb "badacza". Skończyłam i od razu zacząłam wyszukiwać w google więcej informacji o bibliotekach i książkach podczas II wojny światowej. Uwielbiam, gdy historia sprawia, że ​​chcesz dowiedzieć się więcej. Świetne postacie. Piękna historia. Dokładne fakty historyczne. Zdecydowanie polecam miłośnikom powieści historycznej i  wszystkich gatunków też. 

 

Tytuł : "Bibliotekarka z Saint-Malo" 

Autor : Mario Escobar

Wydawnictwo : Kobiece

Data wydania : 14 kwietnia 2021

Liczba stron : 368

Tytuł oryginału : La bibliotecaria de Saint-Malo 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 
 

 

 

 

 

 

 

"Chłpiec na szczycie góry" John Boyne

"Chłpiec na szczycie góry" John Boyne

 Z niektórych rzeczy, które robimy jako dziecko, jesteśmy dumni.Niektóre przynoszą nam wstyd. Jednak czy jako dorośli ludzie jesteśmy w stanie zapomnieć o tych złych, niegodnych czynach, których się dopuściliśmy i pamiętać tylko dobro? Czy też ten wstyd zostanie z nami do końca życia i będzie prześladować nas zarówno w nocnych koszmarach jak i na jawie? Właśnie na to pytanie stara się odpowiedzieć Boyne w swojej książce "Chłopiec na szczycie góry". Z autorem tym miałam już do czynienia wcześniej. Jego powieść "Chłopiec w pasiastej piżamie" niezwykle mnie poruszyła. Przypuszczam, że Boyne byłby w stanie wykrzesać emocje nawet z kamienia. Ta powieść to potwierdziła.Pokusa władzy i umiejętność kontrolowania umysłów (szczególnie młodych ludzi) jest mrożącym krew w żyłach świadectwem tego, jak ktoś taki jak Hitler mógł dojść do władzy. Chociaż książka ta została napisana jako powieść dla młodych dorosłych, zawiera lekcję dla nas wszystkich.

 

 
Gdy mały Pierrot zostaje sierotą, musi opuścić swój dom w Paryżu i rozpocząć nowe życie ze swoją ciotką Beatrix - służącą w zamożnej austriackiej rodzinie. Jest rok 1935, a II wojna światowa zbliża się wielkimi krokami. Miejsce, do którego trafia chłopiec nie jest zwykłym domem, bowiem jest to Berghof, rezydencja Adolfa Hitlera.
Pierrot szybko zostaje wzięty pod skrzydła Hitlera i wrzucony do coraz bardziej niebezpieczny nowy świat: świat terroru, tajemnic i zdrady, z którego nigdy nie będzie w stanie uciec… 

 


Pierrot to młody chłopak, którego matka jest Francuzką, a tata Niemcem.  Od najmłodszych lat żył na pograniczu dwóch kultur. Jego ojciec, rozgoryczony przegraną swojego kraju w Pierwszej Wojnie Światowej stał się alkoholikiem, matka stara się wypełnić lukę po "nieobecnym" rodzicu. Jest pomostem pomiędzy kulturą tych co zwyciężyli a tymi przegranymi. Najlepszym przyjacielem Pierrota jest Anshel, głuchoniemy, żydowski chłopiec. Kiedy zarówno ojciec jak i matka naszego bohatera umierają (jedno zabite przez pociąg, drugie na gruźlicę) Pierrot zostaje przygarnięty przez swoją ciotkę, która pracuje jako gospodyni w jednej z kwater Hitlera, w Berghof. Przed wyjazdem chłopiec obiecuje swojemu przyjacielowi, że będzie do niego pisał, i przenigdy nie zapomni tego co ich łączyło. Jak tylko dojeżdża na miejsce poddany zostaje powolnemu procesowi indoktrynizacji. Ponieważ boi się odrzucenia, postanawia robić to czego oczekują od niego dorośli. Boyne doskonale rozpracował sposób w jaki pracuje umysł dziecka Byśmy mogli się prawidłowo rozwijać potrzebujemy miłości, stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Zazwyczaj to wszystko zapewniają nam rodzice. Lecz co się dzieje, kiedy opiekunowie odchodzą? Sieroty zazwyczaj są zamknięte w sobie, agresywne i bardzo podatne na manipulację. Za miłość i ciepło są w stanie zrobić wszystko. Boją się odrzucenia i opuszczenia. Hitlerowcy bardzo często zabierali małych chłopców (i rzadziej dziewczynki) z domów rodzinnych i umieszczali ich w specjalnych ośrodkach, gdzie robili z nich "żołnierzy Rzeszy", całkowicie oddanych Hitlerowi podwładnych. Podobne indoktrynacja dokonywała się w domach dziecka. Na przykładzie naszego bohatera możecie zobaczyć jak dokładnie przebiegał ten proces prania mózgu. Pierrot, któremu zmieniono imię na bardziej aryjskie Pieter, szybko porzucił "chłopca" , którym kiedyś był dla ideału nazisty, którym miał się wkrótce stać. Dopuścił się ciężkiego grzechu pychy, uważając, że jest lepszy od innych. Szybko zapomniał o rodzinie, przyjaciołach i wszystkich tych, którzy zrobili dla niego coś dobrego. Lata wojny mijały a Pieter stawał się coraz bladszą kopią samego siebie. Stał się młodym człowiekiem przeświadczonym o tym że to właśnie ​​Hitler musi kształtować świadomość narodową i eliminować narastające  konflikty wewnętrzne.  Fuhrer  stał się jego bogiem. Jeszcze wtedy nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie to będzie miało konsekwencje. 


Książka jest bardzo dobrze napisana i gładko ponieważ przenosi czytelnika w miejsce i czas, o którym nigdy nie powinniśmy zapomnieć.  Jest doskonałym  wprowadzeniem do wydarzeń z Drugiej Wojny Światowej. Uwielbiałam to jak autor tu i ówdzie przemycał do powieści nazwiska znane z historii. Należy pamiętać, że "Chłopiec na szczycie góry" jest skierowana do młodszych czytelników, dzieci która mogły jeszcze nie słyszeć o II Wojnie. Z pewnością kiedy przyjdzie czas nauki o tym okresie historycznym, będą oni świadomi nazw i miejsc. Pierrota poznajemy jako 7-latka, jednak od samego początku wydaje nam się on dojrzalszy. Nie ma się jednak czemu tutaj specjalnie dziwić. Nie jest niczym nowym, że dzieci osierocone przez rodziców dorastają i dojrzewają szybciej. Czasami to jak mówił nasz bohater, bardziej pasowało do nastolatka niż do niewinnego chłopca. Czytając podziwiałam autora za to, że podjął się ogromnego ryzyka tworząc protagonistę, który jest zdecydowanie antagonistyczny. Dzieci lubią czytać o bohaterach dobrych i walecznych, cnotliwych i lubianych. Pierrot nie posiadał żadnej z tych cech. Ja jako dorosły czytelnik wiedziałam do czego zmierza autor i wierzyłam w to, że uda mu się przekonać do swojego pomysłu nawet tych najmłodszych. Ważne jest abyśmy nauczyli się myśleć nieszablonowo. 

Moim zdaniem każda książka, która zmusza czytelników do zadawania pytań, jest ważna i potrzebna. "Chłopiec na szczycie góry" zdecydowanie porusza i skłania do myślenia. Pierrot jest uosobieniem poniżenia, udręki i rozpaczliwej potrzeby odkupienia Niemiec jako kraju, który po I wojnie światowej stanął w obliczu traktatu wersalskiego. Nic dziwnego, że obywatele Niemiec poczuli potrzebę stosowania tak agresywnych metod. Nasz bohater nie tylko się zatraca, ale staje się potworny dla ludzi, których w normalnych okolicznościach traktował by z szacunkiem.  To dzięki "badaniu" jego charakteru możemy zobaczyć, jak ludzie w społeczeństwach zmieniają swoje słabości w coś bardzo niebezpiecznego, ustanawiając politykę i podejmując decyzje w nielogiczny sposób. 

 

Droga głównego bohatera jest smutna i niepokojąca. Utrata niewinności i wzrost nienawiści są doskonale przedstawione i wywołują w czytelniku rozpacz. Chociaż akcja powieści rozkręca się powoli to jednak ilość dyskusji, które może zapewnić młodym czytelnikom, jest warta czekania. Porusza wiele ważnych kwestii takich jak przyjaźń, śmierć, zastraszanie, utratę niewinności, walkę o to, co słuszne i naukę znajdowania własnej drogi pomimo otaczających Cię złych sił.„Chłopiec na szczycie góry” jest dobrym, ale niepokojącym spojrzeniem na ludzki umysł, by dostrzec jak krucha  jest niewinność i jak łatwo możemy zostać zepsuci i oślepieni. Zdecydowanie polecam najmłodszym, młodszym oraz ich rodzicom. Do rodzinnej dyskusji.

 

Tytuł : "Chłopiec na szczycie góry"

Autor : John Boyne

Wydawnictwo : Replika

Data wydania : 15 marca 2017

Liczba stron : 272

Tytuł oryginału :  The Boy At The Top Of The Mountain 

 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :


https://replika.eu/

 

"Uwięzieni w raju" Xavier Güell

"Uwięzieni w raju" Xavier Güell

Dla potrzeb polityki zagranicznej oraz ze względu na naciski Czerwonego Krzyża i innych organizacji charytatywnych, władze II Rzeszy zmuszone były do stworzenia "modelowego" obozu koncentracyjnego, miejsca gdzie bez wstydu , będzie można "zaprosić" inspektorów, których zadaniem jest sprawdzenie warunków w jakich przetrzymywani są więźniowie. Wybór padł na Theresienstadt, obóz utworzony na terenie protektoratu Czech i Moraw. Kałuże zostały zalane betonem, dostawiono nowe łóżka, zmodernizowano kuchnię obozową. Powstała biblioteka, szpital a nawet bank, który produkował "obozowe" marki, wypłacane pracującym osadzonym. Rodziny żyły tutaj razem, w zdrowiu, szczęściu i dobrobycie. Jedzono 5 posiłków dziennie, były organizowane uroczystości i przedstawienia. Po uliczkach tego małego miasteczka biegały uśmiechnięte dzieci a kobiety przechadzały się w jedwabnych sukniach.Jednak wraz z wyjazdem komisji, nastała ciemność.

Hans Krasa, Gideon Klein, Pavel Haas czy Viktor Ullmann, oraz wielu muzyków, śpiewaków i kompozytorów, zostało aresztowanych i deportowanych, wraz z rodzinami i bliskimi, do obozu koncentracyjnego w Theresienstadt. Nazistowskie władze z Adolfem Eichmannem na czele chcą uczynić z Theresienstadt wzorcowy obóz, za pomocą którego mogłyby pokazać światu, że Żydzi nie są mordowani – wręcz przeciwnie, pozwala im się na prowadzenie ożywionego życia kulturalnego oraz tworzenie i wykonywanie muzyki na najwyższym poziomie. Hans Krasa i pozostali muzycy nie mają złudzeń co do czekającego ich losu, ale by przeżyć, podejmują diaboliczną grę z nazistami.W powieści pojawia się jeszcze jedna bohaterka: arystokratka Elizabeth von Leuenberg, jedna z najbardziej cenionych w Rzeszy specjalistek w zakresie genetyki.


Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jest to książka dla każdego. Musimy pamiętać, że Xavier Guell jest muzykiem i producentem. Współpracował z najbardziej znanymi orkiestrami filharmonicznymi na świecie. Był odpowiedzialny za festiwale promujące muzykę teatralną. W 2015 roku opublikował książkę ku pamięci sławnych muzyków i kompozytorów, takich jak Beethoveen, Schubert, Schumann czy Liszt. Kocha muzykę i ma ją we krwi. Dlatego trudno się dziwić, że "Uwięzieni w raju" przesiąknięci są dźwiękami i melodiami. Ci, którzy spodziewają się, że głównym tematem powieści będzie życie obozowe i rozgrywająca się w więzieniu historia miłosna, będą zawiedzeni, bowiem motywem wiodącym książki jest życie kulturalne, opera i teatr. Dzieło Guella nie jest reportażem lecz powieścią inspirowaną historią. Autor czerpał z niej garściami, jednak musimy pamiętać, że rozgrywające się tutaj wydarzenia są jedynie fikcją literacką w wydaniu prawdziwych bohaterów. Oprócz nazwisk światowej sławy muzyków spotkamy tutaj Alberta Eichmanna czy doktora Josefa Mengele. Fabuła książki oparta jest na prawdziwym wydarzeniu utworzenia obozowej grupy teatralnej, złożonej głównie z dzieci, której zadaniem było wystawienie skomponowanej naprędce opery. Pomysł wskrzeszenia życia kulturowego w obozowej rzeczywistości, spotkał się z aprobatą władz. Należy pamiętać, że Teresienstadt było miejscem gdzie przyjmowano komisje i międzynarodowych obserwatorów. Stworzenie pozorów normalności było komendantowi obozu bardzo na rękę. Choć powstały tam całkiem nowe opery i utwory sceniczne, niestety większość partytur zostało zniszczonych. Muzyka w powieści Guella jest jednym z głównych bohaterów. Autor dzieli się z nami swoimi przemyśleniami odnośnie wielu dzieł znanych kompozytorów. Niestety by w pełni zrozumieć sens jego przekazu, musimy mieć pojęcie o muzyce klasycznej, musimy znać opery i etiudy o których mowa oraz umieć przywoływać w głowie dźwięk poszczególnych nut. Są w tej książce fragmenty tekstu, w których autor bardzo drobiazgowo analizuje utwory klasyków, począwszy od ich zapisu na pięciolinii a na interpretacji wykonawcy kończąc. Ta książka sprawia, że muzyka żyje i ma realny wpływ na nasze życie. To dzięki niej możliwe jest dzielenie się emocjami, kultywowanie nadziei. Jest jedynym promieniem szczęścia i radości w tych smutnych, tragicznych czasach. To właśnie muzyka może przekazać więcej niż same słowa, może nas oczyścić.

Cały czas zaskakiwało mnie to w jak genialny sposób autor oparł swoją powieść na kontraście, nie czyniąc tego w sposób zbyt przejaskrawiony. Od razu rzuciło mi się w oczy to, że samego życia obozowego, było tutaj jak na lekarstwo. Mało tego, żaden z naszych głównych bohaterów, nie należy do grupy tych najbardziej poszkodowanych, wyzyskiwanych, chorych czy złamanych. Nie czytamy tutaj o głodowych racjach żywnościowych, wypadających zębach, spaniu na gołej podłodze. Naszych protagonistów spotykamy na "salonach" gdzie prowadzą długie, mądre dyskusje. Gdzie decydują o losie a często nawet życiu całej obozowej "reszty". Nie sprawiają wrażenia zabiedzonych, głodnych, zawszawionych, zahukanych. Czasem miałam wrażenie, że autor specjalnie wybrał właśnie takich bohaterów i właśnie ten obóz by jeszcze bardziej uwypuklić tragiczne wydarzenia do których dochodzi w tle. Są deportacje, są egzekucje, umierające na tyfus dzieci. Są komory gazowe. Jednak wszystko to wydaje się być oderwane od rzeczywistości, jakby sami uprzywilejowani więźniowie, członkowie żydowskiego samorządu, nie mogli uwierzyć w to że codziennie kolejne pociągi odjeżdżają w dal. Powieść aż huczy muzyką, która zagłusza jęki umierających. Autor potrafi pisać o pysznych potrawach, rautach, salonach, sławnych i bogatych ludziach. O tych co żyją w bogactwie. Ci, którym los odebrał wszystko są zepchnięci na margines. Brakuje tutaj słów by opisać ich nędzę, a te co zostały muszą wystarczyć na opisanie ich ostatniej podróży w obłokach gazu. Czytając miałam wrażenie zbliżającego się nieszczęścia a fakt, że Guell nie pokazał mi nędzy, biedy i rozpaczy jeszcze bardziej to wrażenie potęgowało. 

 Tym co się w tej powieści wysuwa na pierwszy plan jest strach. Jest on wszechobecny, dotyka każdego z bohaterów, nawet tych niewymienionych z imienia i nazwiska. Lękają się ludzie i narody. Boimy się duchów przeszłości, niepewności teraźniejszości i niewiadomej przyszłości. Żyjemy w trwodze o własne życie. Jedni boją się upaść zbyt nisko, stracić sławę i majątek, innym zostało tylko ubranie i życie, które jest dla innych tak mało warte. Działamy w taki sposób by historia o nas nie zapomniała, zapisujemy jej karty uczynkami, które nie sposób nazwać chlubnymi. Książka ta ukazuje nam, jak egoistyczni i bojaźliwi potrafią być ludzie których autor stara się ich usprawiedliwić, wszak jest niewiadomą jak "my" byśmy się zachowali będąc na ich miejscu. "Uwięzieni w raju" przedstawia nam do czego może doprowadzić nienawiść. 

"Uwięzieni w raju" nie jest typową książką o Holokauście. Można nawet śmiało powiedzieć, że zagłada jak widmo wisi nad całą fabułą bezpośrednio w nią nie ignorując. Tytuł jest tutaj wielce znaczący i choć Teresienstadt zdecydowanie rajem nie było, to w porównaniu do innych obozów, tutejsze warunki przedstawiały się o niebo lepiej. Książka Guella to poruszająca, grająca na emocjach książka o przetrwaniu, muzyce i miłości. To powieść, której zakończenie rzuci was na kolana i sprawi że łzy pociekną po policzkach. Jest to jedna z tych pozycji, które trzeba przeczytać. Polecam. 



Tytuł : "Uwięzieni w raju"
Autor : Xavier Güell
Wydawnictwo : Czarna Owca
Data wydania : 14 listopada 2018
Liczba stron : 352
Tytuł oryginału : Los Prisioneros del Paraiso




Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

https://www.czarnaowca.pl/



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html





"Sędzia w Auschwitz" Kevin Prenger

"Sędzia w Auschwitz" Kevin Prenger

     Uważam, że należy przeczytać każdą książkę, każdy dziennik czy sprawozdanie na temat Holokaustu i II Wojny Światowej. Należy wysłuchać wszystkich relacji naocznych świadków, których z roku na rok jest coraz mniej. Obejrzeć wszystkie filmy dokumentalne i reportaże. Jedyne czego wymaga od nas historia. to pamięci o ludziach, którzy oddali życie za naszą wolność. Bohaterach, którzy śnią w masowych grobach rozsianych po całej Europie. "Sędzia w Auschwitz" to kolejna dołożona przeze mnie cegiełka, z której powoli buduję obraz horroru. Kolejna poznana przeze mnie osoba, działająca jako trybik w wojennej maszynie. Czy Konrad Morgen był zbrodniarzem czy wybawicielem? Czy udało mu się ocalić choć jedno ludzkie życie? Autor książki, Kevin Prenger, stara się odpowiedzieć na te, oraz wiele innych pytań, które się pojawią podczas czytania. 

Konrad Morgen był sędzią SS, do którego głównych zadań należała walka z korupcją oraz "nielegalnymi" morderstwami w obozach koncentracyjnych. W ramach swoich obowiązków odwiedził takie miejsca jak Buchenwald, Auschwitz czy Płaszów. Z ośmiuset prowadzonych przez niego spraw ponad 200 zakończyło się wyrokami skazującymi. Już po wojnie, oczyszczony z zarzutów o popełnieniu zbrodni wojennych, brał udział w procesach norymberskich oraz oświęcimskich ,w charakterze światka. Pracował jako adwokat. 

Muszę przyznać , że nie spodziewałam się, że komendanci czy strażnicy w obozach koncentracyjnych, podlegali jakiemuś prawu. Miejsca te kojarzyły mi się z terrorem, samowolką, okrucieństwem i nieludzkimi praktykami, które były usankcjonowane odgórnie. Wszak więźniowie nie byli traktowani jak ludzie lecz zwierzęta, które można bezkarnie poprowadzić na rzeź.  I mało się w tej kwestii pomyliłam. Bo choć okazało się, że prawo istnieje, to niestety było ono związane ze sferą ekonomiczną a nie praw człowieka. Konrad Morgen, nie wizytował obozów, by skazywać brutalnych strażników, człowiek ten zajmował się korupcją i działaniami na które nie było przyzwolenia Hitlera. Choć większość komendantów, dostawała zgodę na egzekucje i eksterminację więźniów, tak zdarzały się przypadki, że mordowano z zimną krwią, nie ze względów ideologicznych a z własnych psychotycznych pobudek, dla sportu lub w odwecie za doznane krzywdy. Na to przyzwolenia nie było, a przynajmniej tak zeznaje nasz bohater. Zastanawiamy się jedynie czy kłamie by ocalić skórę, czy jednak jest w nim ziarenko człowieczeństwa?
Konrad Morgen wizytował Buchenwald, Auschwitz oraz wiele innych niemieckich obozów koncentracyjnych. W każdym z nich spotykał się z łamaniem praw ludzkich, wyzyskiem, śmiercią. Sam mówił, że choć nie walczył z wolą Hitlera, którego celem była czystość rasowa, to  działał metodą małych kroczków. Skazując za nadużycia i korupcję, wsadzał do więzienia ludzi, którzy byli bezpośrednio odpowiedzialni za Holokaust. Swoją przynależność do SS tłumaczył faktem, że po prostu nie było innego wyboru, każdy kto chciał coś osiągnąć, czy chociażby móc kontynuować studia, musiał zapisać się do partii. Mówił, że wypełniał jedynie swoje obowiązki, nie biorąc udziału w życiu publicznym, nie był aktywny partyjnie. Autor dzieła, choć wydaje się być bezstronny, za wszelką cenę szuka haków. Na początku myślałam, że głównym założeniem tej książki, było przedstawienie sylwetki sędziego SS. Jak na książkę naukową, jednak zbyt dużo tutaj piętnowania,  i udowadniania (często na siłę) winy, która wcale nie jest tak oczywista. 

Podążając śladami Morgena, poznajemy życie obozowe, które było horrorem w czystej postaci. Zdarzały się jednak miejsca, o zmniejszonym rygorze, większej wolności. To właśnie tam, kwitł czarny rynek między strażnikami, więźniami i lokalną społecznością. Osadzeni pracujący w magazynach kradli żywność, uprzednio skonfiskowaną nowym "transportom", zabierali ubrania tych co poszli do gazu. Cenioną walutą był alkohol i papierosy. Za karton cygaretek można sobie było kupić "wyjście" do części kobiecej czy dodatkową rację żywnościową. Choć nie było tak jak sądził Morgen "że obozy były jak sanatoria" jednak w niektórych dało się żyć, a nawet mieć na tyle siły by zdołać uciec. Autor przytacza również przykład więźnia, który nie chciał wracać do domu, gdyż tam byłoby mu gorzej, w obozie przynajmniej ma jedzenie. Jednak odwiedziliśmy również miejsca , gdzie stosowano tortury zarówno te fizyczne i psychiczne, gdzie piece krematoryjne dymiły dzień i noc, a stosy trupów leżały pod ścianami czekając na pochówek. Hass w Auschwitz, który wielokrotnie gwałcił jedną z więźniarek, okrutny Goth z Płaszowa, strzelający do kobiet i dzieci, Ilse z Buchenwaldu, której więźniowie zbudowali halę do jazdy konnej, a ona mimo to ćwiczyła ich szpicrutą, wszyscy oni to bohaterowie tej książki. Republika Weimarska była państwem normatywnym, gdzie obowiązywały narzucone obywatelom prawa i kodeksy. Wraz z pojawieniem się Hitlera pojawił się również system prerogatyw, to słowo najwyższego wodza stawało się prawem. Stan ten stworzył dobry klimat dla wszelkiej maści psychopatów i dewiantów, którzy mordując innych mogli zaspokajać swoje chore fantazje. 

Oprócz śledztw i procesów sądowych prowadzonych w obozach koncentracyjnych, książka opowiada również o czasach powojennych. Czasach denazyfikacji. Był to okres kiedy wszystkim się śpieszyło. Świat domagał się ukarania winnych. Już wtedy, podobnie jak to było w czasach Guantanamo, armia Stanów Zjednoczonych stosowała nie do końca legalne praktyki podczas przesłuchań. Trzymali więźniów w przegrzanych celach, zmuszali do picia benzyny. Świadków nakłaniali do zmuszania fałszywych zeznań. Ofiarą tego pośpiechu padł również Konrad Morgen i choć działałoby to na jego korzyść, nie podpisał podsuniętych mu dokumentów. 

Trzeba przyznać, że Kevin Prenger, zadał sobie dużo trudu by zebrać materiał na książkę. Tekst jest doskonale opisany, źródła wyszczególnione i jest ich naprawdę dużo. W dzisiejszych czasach, kiedy większość pisarzy bazuje na tym co wyczyta w internecie, jest to naprawdę rzadkie. Autor lubi swoje literki i statystyki. Wystarczy spojrzeć na którąkolwiek stronę a zobaczycie, że roi się na niej od nazw własnych, imion i dat. Jak na mój gust było troszkę zbyt naukowo, encyklopedycznie. Zazwyczaj sięgając po książki o tematyce Holokaustu, wiem czego się spodziewać, i odpowiednio wcześniej wkładam zbroję. Teraz nie poczułam większych emocji. Nadal była to tragedia milionów , jednak zmieniona w matematykę. Wciąż uważam , że warto przeczytać, chociażby ze względu na prawdę, którą przekazuje. Polecam.


Tytuł : "Sędzia w Auschwitz"
Autor : Kevin Prenger
Wydawnictwo : Replika
Data wydania : 7 sierpnia 2018
Tytuł oryginału : Een Rechter In Auschwitz


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

https://replika.eu/


"Pięć lat kacetu" Stanisław Grzesiuk

"Pięć lat kacetu" Stanisław Grzesiuk

     Grzesiuka czytałam już w szkole średniej jako lekturę uzupełniającą. Jednak muszę przyznać, że zarówno upływ lat jak i fakt, że miałam do czynienia z wersją ocenzurowaną, po części zatarły moje wspomnienia związane z tą lekturą. Dlatego jak tylko się dowiedziałam, że wydawnictwo Prószyński i S-ka podjęło się wydania trylogii Grzesiuka, i do tego w pełnej autorskiej wersji, wiedziałam że koniecznie muszę po nią sięgnąć. Pierwsze wydanie, 13 lat po zakończeniu II Wojny Światowej, rozeszło się jak świeże bułeczki, kolejki w bibliotekach były na ponad rok. Teraz dostęp do tego dzieła jest łatwiejszy jednak mam nadzieję, że równie szerokie grono czytelników sięgnie po tę pozycję. To prawdziwe świadectwo człowieka, który pięć długich lat spędził w obozach koncentracyjnych. Świadectwo pozbawione martyrologii czy oceniania, zupełnie różne od wspomnień innych ludzi, którym udało się przeżyć. 

Stanisław Grzesiuk, choć urodzony w małej miejscowości pod Chełmem, wychował się na warszawskim Czerniakowie, jednej z biedniejszych części stołecznego Mokotowa. Kiedyś była to dzielnica ciesząca się złą sławą, szemranym towarzystwem i słynąca z dużego bezrobocia. Trzeba
było naprawdę być sprytnym lub mieć znajomości by znaleźć zatrudnienie pozwalające się utrzymać. Dlatego "Chłopaki z Czerniakowa", jak lubił się nazywać sam Grzesiuk, byli kombinatorami i cwaniakami. To właśnie te cechy zapewne pozwoliły mu przetrwać i się odnaleźć w obozowej rzeczywistości. 
W 1939 roku, Grzesiuk, aresztowany został przez Gestapo, za posiadanie broni, i wysłany na roboty przymusowe do Niemiec. Po pobiciu gospodarza, u którego pracował, wylądował w obozie koncentracyjnym w Dachau. Przenoszony z jednego do drugiego obozu wrócił do kraju dopiero po zakończeniu wojny. 

Ofiary wojny zazwyczaj dzielą się swoimi doświadczeniami już w samym momencie wyzwolenia. Jedni opowiadają swoje historie dziennikarzom, jeszcze inni występują w audycjach radiowych. Są też tacy co piszą książki. Jednak łączy ich jedna cecha wspólna : chcą jak najszybciej podzielić się swoim bagażem doświadczeń, wyrzucić z siebie jeszcze świeże wspomnienia, opowiedzieć światu o bestialstwie i terrorze jakiego doświadczyli. Z Grzesiukiem było inaczej. Swoje wspomnienia zaczął spisywać w sanatorium gdzie trafił kilka lat po wyzwoleniu. W jednym z wywiadów wnuczka pisarza wspomina, że pisanie było dla niego formą terapii. Jak wiadomo po wojnie dostęp do specjalistów był ograniczony, a nasz autor czuł przemożną potrzebę podzielenia się swoimi przeżyciami z rodziną, przyjaciółmi i tymi wszystkimi, którzy chcą go wysłuchać. Jednak jak długo można opowiadać historie, których było nieskończenie wiele? Choć był znakomitym gawędziarzem, to książkę pisał w całkowitej samotności, zamknięty w sanatoryjnym pokoju, przy słabym świetle lampy. 

Stanisław Grzesiuk, z zawodu elektromechanik, nie miał żadnego doświadczenia z zakresu pisarstwa. I to widać. Ten specyficzny, prosty, pełen neologizmów i (nie oszukujmy się) mało liryczny język, jakim napisana jest książka, niektórych może odrzucać, jednak dla mnie był oznaką prawdziwości. Zresztą, jako warszawiance, gwara tego miasta jest mi niezwykle bliska- szczególnie zamiłowanie do zdrobnień. Ten prosty styl, bez górnolotności i patetyczności, sprawia że książkę czyta się niezwykle lekko, prawie tak jak by słuchało się opowieści młodego chłopaka, którym był podczas pobytu w obozach koncentracyjnych. 
"Pięć lat kacetu" nie jest książką piętnującą hitlerowskie obozy śmierci. To dzieło, które nie ocenia tylko opisuje wydarzenia które rozgrywały się na oczach autora. Jest to książka o tym jak wyglądało życie obozowe, co trzeba było robić żeby przeżyć, jakie cechy psychiczne były najważniejsze. Autor w dość chaotyczny sposób ( często nie jest zachowana chronologia zdarzeń i ich miejsce) opowiada różne historie, jak na przykład o próbach zdobywania jedzenia czy wyniszczającej pracy, ponad ludzkie siły. Dowiadujemy się również czym była i jak wyglądała hierarchia obozowa, począwszy od strażników, przez kapo i zwykłych więźniów, a skończywszy na dole drabiny społecznej gdzie znajdowali się "przeznaczeni" na śmierć muzułmanie. Grzesiuk w swojej książce zachowuje dystans do otoczenia. Opowiada o zbrodniach, które widział na własne oczy, i to nie tylko tych popełnianych przez hitlerowców. Zdarzało się również, że oprawcami byli Polacy. Jako jedyny z polskich autorów, porusza wrażliwy temat homoseksualizmu wśród więźniów oraz męskiej prostytucji. 

"Pięć lat kacetu" to również książka o przyjaźni, która była w stanie się narodzić w warunkach obozowych. Doskonałym przykładem jest postać księdza Józefa Szuberta, który trafił do obozu w Dachau. Z początku obaj mężczyźni mieli do siebie stosunek dość ambiwalentny, jednak po kilku spędzonych na rozmowie wieczorach dotarli się i zrozumieli. Razem, dzięki sprytowi, udawało im się unikać najcięższych spraw. Przyjaźń ta przetrwała również w latach powojennych. 
Jednak osobą, z którą Grzesiuk zaprzyjaźnił się na przysłowiowe "dobre i złe" był Stefan Krukowski. 

Cała książka napisana jest z dużą dozą ironii, wręcz humoru i stoicyzmem, który momentami przeraża. Straszliwe zbrodnie na ludziach, które autor widział na własne oczy, są opisane z takim spokojem, że wydają się jeszcze bardziej przerażające. Choć autorowi udało się przeżyć pięć lat w najgorszych nazistowskich obozach pracy i odcisnęło to swoje piętno na jego psychice, książka wydaje się być pozbawiona emocji. Jest to zwykły opis dnia codziennego oczami "czerniakowskiego barda". Myślę, że każdy powinien przeczytać tę książkę, chociażby ze względu na fakt jej inności od innych utworów literatury lagrowej. A na dodatek wydawnictwo wznowiło autorskie, oryginalne wydanie powieści, gdzie fragmenty ocenzurowane w czasach powojennych zostały zaznaczone. Ciekawy element porównawczy. Polecam. 

Tytuł : "Pięć lat kacetu"
Autor : Stanisław Grzesiuk
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 18 stycznia 2018
Liczba stron : 616


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

 
 

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger