Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dreams. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dreams. Pokaż wszystkie posty
"Koronkarka" Laura Frantz

"Koronkarka" Laura Frantz

Czy pamiętacie książkę "Przeminęło z wiatrem" albo kultowy już dziś serial "Północ południe "? Czy podobnie jak ja, z otwartymi ustami śledziliście losy Orriego Maina i Georga Hazarda lub też wzruszaliście  się losami młodej i pięknej Scarlett O Hara? Jeśli tak to koniecznie musicie przeczytać najnowszą książkę Laury Frentz "Koronkarka". Za sprawą tej powieści przeniesiecie się w czasie. Znowu staniecie się ciekawymi świata nastolatkami, którzy poprzez właśnie takie książki poznają to co ich otacza. Choć fabuła tej powieści jest fikcyjna tak nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że mogła się kiedyś wydarzyć, szczególnie że wielu jej bohaterów istniało naprawdę i na stałe zapisali się w podręcznikach do historii . Jeśli lubicie połączenie powieści historycznych z fikcja literacką, fascynują was czasy wojny secesyjnej i koronkarstwo,  to polecam. Myślę ,  że dacie radę przeczytać na jednym posiedzeniu.

Panna Elisabeth Lawson uważa małżeństwo tylko za rodzaj umowy. Jej ojciec, zastępca gubernatora – tym bardziej. Już nawet wybrał jej narzeczonego. Kiedy jednak wypisuje się z odpowiedzialności za życie córki, a kolonialny Williamsburg zaczyna wrzeć w przededniu rewolucji amerykańskiej, Elisabeth ogląda życie w zupełnie innym świetle.


Od zawsze się uważało, że to Europa ma najbogatsza, a jednocześnie najbardziej krwawą historię. Choć naukowcy udowodnili, że człowiek wywodzi się z kontynentu afrykańskiego, tak to właśnie kraje europejskie uznawane są za kolebkę  cywilizacji. To ziemie Niemiec, Francji czy Polski widziały większość wojen, chłonęły krew poległych i nosiły sztandary zwycięzców. Orane  były  podeszwami wojskowych butów i gąsienicami czołgów. Można śmiało powiedzieć, iż Europa widziała już wszystko. Więc jeśli historia starego kontynentu jest już wam dobrze znana i macie ochotę na coś świeżego, to polecam przenieść się za ocean, aż do Stanów Zjednoczonych. Historia tego kraju jest równie fascynująca,  choć zdecydowanie spokojniejsza.  Najważniejszym konfliktem zbrojnym, który rozgrywał się bezpośrednio na terenie USA była wojna secesyjna. Mało  kto z nas zdaje sobie sprawę, że kilkadziesiąt lat wcześniej,  w 1812 roku, Amerykanie prowadzili inną, równie ważna wojnę,  zwana Wojna Jamesa Madisona.  Przyczyn tego konfliktu było wiele , niekorzystne ceny na towary amerykańskie w Wielkiej Brytanii, chęć zniszczenia przez Stany Zjednoczone brytyjskich kolonii , problemy z ludnością indiańska podsycane  przez angielskich szpiegów czy ustawa o embargu  z 1807 roku, zniesiona  kilka lat później przez samego Madisona. Akcja niniejszej powieści rozgrywa się w przededniu tego wielkiego , choć nieco zapomnianego, konfliktu zbrojnego. Poznajemy Elisabeth Lawson, córkę gubernatora Wiliamsburga, jedną z najbardziej pożądanych panienek w okolicy. Szybko okazuje się iż miasto jest bastionem anty brytyjskich rewolucjonistów, którzy stają się zagrożeniem dla prawowitej władzy. Ojciec dziewczyny zmuszony zostaje do ucieczki i wraz z resztą poddanych króla Jerzego, ukrywa się na cumujący w pobliskim mieście statku. Elisabeth, która czeka na powrót cieszącej się złą sławą matki, postanawia nie iść w ślady ojca i bierze sprawy we własne ręce. Szybko zmienia imię na Liberty i, choć nadal pełna wątpliwości, postanawia stanąć po stronie buntowników. Kiedy jej dom zostaje napadnięty i ograbiony, kobieta wraz z pokojówką, znajdują schronienie w Ty Mawr, pięknej posiadłości jednego z walijskich osadników. Kobieta szybko pada ofiara fascynacji zarówno dworem jak i jego właścicielem. Jedyne co trzyma ją przy zdrowych zmysłach to fakt, iż Noble Rynally, jest jednym z najważniejszych rewolucjonistów. Oczywiście jest również jej narzeczony, nałogowy hazardzista, dla którego ważniejsze są karty niż miłość czy polityka. Moim skromnym zdaniem mężczyzna ten nie zauważył by zdrady swojej narzeczonej, nawet gdyby jego rogi robiły głębokie dziury w suficie. W powieści oprócz głównych bohaterów, pojawiają się również postacie historyczne, które tworzą unikatowe tło dla całej powieści. Znajdziemy tutaj chociażby Georga Waszyngtona czy znanych dowódców wojskowych, którzy zasłużyli się podczas wojny amerykańsko-angielskiej. Choć sama wojna stanowi kanwę całej powieści, tak autorka postanowiła temat ten potraktować lekką ręką. Nie dostaniemy tutaj lekcji historii, książki przypominającej podręcznik czy też encyklopedię. Frantz wymyśliła fabułę romansu i umiejscowiła go w historycznych realiach, a nie na odwrót. Dlatego nawet jeśli nie jesteście wielbicielami historii, bitew czy polityki, to myślę że ta książka przypadnie wam do gustu, gdyż jest doskonale wyważona. 

Większość romansów historycznych ma to do siebie, iż są przewidywalne. To samo można powiedzieć o reszcie książek autorki czy powieściach jej konkurentek. Mało tego, przyznam się bez bicia, że jeszcze nigdy nie spotkałam się z romansem, który byłby zbudowany na innym schemacie niż : dwoje młodych się poznaje, zakochują się w sobie, ze względu na okoliczności muszą się rozstać by pod sam koniec książki doszło do ponownego, wielkiego i pełnego zjednoczenia połączonego z happy endem. Właśnie tego oczekują czytelniczki : miłości od pierwszego wejrzenia, problemów, dramatów i cudownego rozwiązania. Oczywiście duża część z nich pragnie również sporej dawki erotyki, jednak biorąc pod uwagę w którym roku, i w jak purytańskim kraju, rozgrywa się fabuła tej powieści, o jakimkolwiek seksie możemy zapomnieć. Takie rzeczy dzieją się za zamkniętymi drzwiami, zasłoniętymi kotarami i zgaszonych świecach. O tym, że bohaterowie mieli upojną noc, możemy dowiedzieć się dziewięć miesięcy później. Jednak choć seksu tutaj nie ma a czułości jest jak na lekarstwo, to miłości, zauroczenia i fascynacji mamy dużo, momentami nawet nadmiar. Od samego początku wiemy iż nasi główni bohaterowie, Elisabeth i Noble, czują do siebie miętę. Równie łatwo możemy przewidzieć jak potoczą się ich losy.W tej powieści nie jest ważny ani początek ani zakończenie, lecz to co w środku, to przez co będą musieli przejść nasi bohaterowie, zanim będą mogli być razem. A wierzcie mi przeciwności losu jest tutaj bardzo wiele. Po pierwsze czasy, w których toczy się akcja powieści, niezbyt służą romansowaniu. Mężczyźni wybierają się na wojnę, część z nich się ukrywa czy żyje w konspiracji, ci którzy do tej pory byli przyjaciółmi stają się wrogami, a wrogowie zaczynają nam pomagać. Czasy są tak niespokojnie, że nie wiadomo z której strony nastąpi śmiertelne uderzenie. Drugą rzeczą, która utrudnia naszym bohaterom spokojne randkowanie jest fakt, że na początku stali po dwóch stronach barykady : ona jako córka człowieka wiernego królowie Wielkiej Brytanii, on - rewolucjonista, który dąży do tego by zniszczyć dotychczasowy porządek. Choć Elisabeth bardzo szybko odwróciła się od ojca i swoich dotychczasowych poglądów (moim zdaniem zbyt szybko, co sprawiło że w moich oczach była naiwną siksą), to jej kolejne posunięcia, jak chociażby szpiegowanie swoich bliskich i przyjaciół, nadal nie czyniły z niej osoby godnej zaufania. Problemów jakie mieli bohaterowie było jeszcze wiele (śmierć siostry Nobla, utrata dziedzictwa przez Elisabeth, zdrada najbliższych, bojaźliwa pokojówka) i wszystkie one miały wpływ na ich związek bądź też jego brak. 

Amerykanie, może niekoniecznie ci dzisiejsi lecz z początku osiemnastego wieku to na pewno, byli ludźmi bogobojnymi, wierzącymi i dbającymi o wszelką tradycję, szczególnie w stanach południowych. Zresztą podział na chrześcijańskie południe i wyzwoloną, postępową północ, funkcjonuje do dziś. Dlatego też cieszę się iż autorka w swojej książce nie zapomniała o Bogu. Odgrywa on bowiem bardzo ważną, jeśli nie najważniejszą rolę w życiu naszych bohaterów. Elisabeth się modli o wszystko : o miłość, zdrowie, szczęście oraz za wszystkich swoich najbliższych. Dziękuje za jedzenie, które pojawia się na jej stole, ubrania które może nosić czy dach pod którym śpi. To właśnie Bóg daje jej nadzieję na szczęśliwe zakończenie. Muszę przyznać iż to właśnie ta wiara sprawiła, że do końca nie zwątpiłam w wiarygodność Liberty. Musicie pamiętać, iż ta kobieta nie urodziła się sprzątaczką czy nawet mieszczanką. To córa z wielkiego, szanowanego i bogatego domu, której w przeszłości niczego nie brakowało, która sama nie musiała nic robić, gdyż wszystko miała przynoszone na złotej tacy. Takie osoby, kiedy tracą swój dotychczasowy status i pieniądze, zazwyczaj staczają się na samo dno. W przypadku Liberty było jednak inaczej. Nie kajała się, nie chodziła od drzwi do drzwi prosząc by ktoś ją przygarnął, tylko postanowiła wziąć sprawy wy własne ręce, w których miała zresztą fach-koronkarstwo. Dziewczyna święcie wierzyła, że to Bóg pokazał jej właściwą drogę, na której dodatkowo postawił życzliwych i skorych do pomocy ludzi. Myślę, że czytając takie powieści nawet ateiści przez chwilkę się zastanowią czy nie warto się nawrócić. Oczywiście żartuję, gdyż wiara ma mało wspólnego z literaturą, jednak lubię kiedy rzeczywistość jest odwzorowywana w najdrobniejszych szczegółach a nie da się ukryć, iż młoda angielka, córka kolonialistów, zdecydowanie musiała być bogobojną purytanką. 

Do tej pory przeczytałam kilka romansów historycznych i zawsze chętnie do nich wracam. Książek pani Frantz również kilka wpadło w moje ręce i choć nie jest to literatura wysokich lotów, tak jeśli akurat wybieracie się na urlop i macie ochotę na odpoczynek przy książce, to serdecznie polecam. Jeśli zainteresuje was temat koronkarek sięgnijcie również po powieść Jocelyn Green pod tytułem "Schronienie", która jest nietypową kontynuacją niniejszej książki. A jeśli macie ochotę skosztować prawdziwego walijskiego masła lub też "łaciatego chleba" to autorka zadbała o to, by przepis na ich sporządzenie również znalazł się w książce. Ja co prawda nie wiem czy kuchnia wyspiarska należy do światowej czołówki, jednak ich literatura niewątpliwie osiągnęła szczyty. Polecam. 


Tytuł : "Koronkarka"
Autor : Laura Frantz
Wydawnictwo : Dreams
Data wydania : 24 wrzesień 2019
Tytuł oryginału : The Lacemaker

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :
 
 


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

"Oddać serce" Lindsay Harrell

"Oddać serce" Lindsay Harrell

"Oddać serce" to druga książka amerykańskiej autorki Lindsay Harrel a pierwsza wydana w Polsce. Już teraz mogę powiedzieć, iż mam głęboką nadzieję że wydawnictwo Dreams zdecyduje się na przetłumaczenie jej poprzedniczki. Choć nie przepadam za literaturą religijną (nie martwcie się to nie katechizm) ani nawet za książkami obyczajowymi (a szczególnie takimi o chorobach i nieszczęściu) to muszę przyznać, iż akurat ta powieść całkowicie skradła moje serce. I to właśnie tego serca, miłości i odwagi, jest tutaj najwięcej. Od samego początku mamy świadomość, iż "Oddać serce" to cudowna opowieść o pasji, zrozumieniu oraz pozbywaniu się lęków, co w konsekwencji ma dać nam przepis  przepis na doskonałe, harmonijne i szczęśliwe życie. Ta książka jest również przypomnieniem, że najważniejsza jest komunikacja, rozmowa z samym sobą oraz z bliskimi nam ludźmi. Harrel napisała bardzo mądrą, wzruszającą książkę, która choć przewidywalna od samego początku daje nam poczucie komfortu psychicznego i nadziei na lepsze jutro. Kiedy na rynku wydawniczym prym wiodą kryminały i literatura erotyczna, dobrze jest czasem trafić na powieść, która na chwilę wyrwie nas z mrocznych zakamarków pełnych dramatów, przemocy i brutalności. Ciszę się, iż autorka mi pokazała że czasem warto pójść inną ścieżką.

Megan Jacobs od zawsze marzyła o zdrowym sercu. Całe dzieciństwo spędziła w szpitalach, podczas gdy jej siostra bliźniaczka, Crystal, uprawiała sporty, podrywała chłopaków i dobrze się bawiła. Niestety nawet przeszczep nie pomógł Megan czerpać z życia garściami. Teraz pracuje jako pomocnik biblioteczny i mieszka z rodzicami, marząc o przygodzie, którą przeżyje, „gdy tylko poczuje się lepiej”.Kiedy otrzymuje pamiętnik swojej dawczyni serca – wraz z listą rzeczy do zrobienia przed śmiercią – postanawia zdobyć się na odwagę i spełnić marzenia nastolatki. Crystal chce dołączyć do niej z własnych powodów, ale Megan z radością przyjmuje jej propozycję jako okazję do naprawienia ich wątłej relacji.

Książek o chorobach, tych śmiertelnych bądź uleczalnych, mniej i bardziej poważnych, jest na pęczki. Do tej pory nie wiem, dlaczego ludzi fascynuje literatura, której głównym tematem jest cierpienie, samotność, ból a nawet śmierć. Czy czytając o tym jak inni wyglądają przez szpitalne okna, czekają na odpowiedniego dawcę szpiku, czy też spełniają ostatnie marzenia, jednocześnie przygotowujemy się na najgorsze? Czy książki takie uczą nas pokory, szacunku do życia? A może po prostu odczarowują śmierć? Odpowiedź na to pytanie z pewnością jest trudna i nie starczyłoby mi czasu by tutaj podjąć się analizy tego tematu. Wiem jedno, literatura tego typu od zawsze będzie przyciągać czytelników. Lindsay Harrel postanowiła do tematu choroby i przeszczepu podejść od niecodziennej strony. Nie poznajemy tutaj bohaterki, która walczy lecz taką, która już przeszła przez najgorszy okres w swoim życiu, dostała nowe serca a wraz z nim nowe życie. Od operacji minęło ponad trzy lata, jednak Megan nadal się boi, że dostanie nawrotu choroby. Jej życie przepełnione jest strachem i samotnością. Codziennie mierzy sobie puls, zdrowo się odżywia, nie podejmuje odważnych decyzji, jej postawa jest tchórzliwa i asekurancka, nie je nawet ciastek, gdyż tłuszcz i cukier mogą źle wpłynąć na jej nowe serce. Dopiero podróż jej życia sprawia, że dziewczyna zaczyna dostrzegać co straciła. Zdała sobie sprawę, że przez tyle lat była zależna od innych ludzi, każdy musiał się jej podporządkować, zmieniać plany kiedy dostawała ataków. Jej rodzina żyła chorobą, smutkiem i żalem. Muszę przyznać, iż bardzo się cieszę iż autorka podjęła ten trudny temat, jakim jest wpływ choroby jednego z członków rodziny na tę małą komórkę społeczną. Być może sobie nie zdajecie sprawy z faktu, że kiedy ktoś nam bliski zaczyna chorować, zmienia się nie tylko jego świat, lecz również nasz. Megan ma siostrę bliźniaczkę, która urodziła się zdrowa niczym ryba. Mogła chodzić do szkoły, grać w piłkę, uganiać się za chłopakami i jeździć na biwaki. Jak to się mówi : mogła w pełni korzystać z życia. Ale czy naprawdę? Sama nie mam siostry, a co dopiero bliźniaczki, jednak jestem w stanie wyobrazić sobie więź jaka łączy takie rodzeństwo. Często się słyszy o swoistej telepatii i współodczuwaniu, która jest ich udziałem. Czy zdajecie sobie sprawę, jak okropnie musiała się czuć Cristal, kiedy jej "druga połówka" cierpiała i umierała z bólu na szpitalnym łóżku? Kiedy jeszcze nie było nadziei, że dostanie nowe, sprawne serce? Jaką straszną rzeczą musi być trwanie w bezsilności, samotne siedzenie w domu, z którego zniknęła wszelka radość. Cristal została naznaczona tym dramatem i miał on wpływ na całe jej życie. Jedni mogą ją potępić za to, że wyjechała i zostawiła siostrę samą, ja ją zrozumiałam. Wiedziałam, że to była jedyna szansa na to by nasza bohaterka została uleczona, by mogła zacząć normalne życie. Na miejscu pozostali rodzice, przyjaciele i bliscy Megan, którzy nadal wspierali ją na duchu, pomagali jej, zrezygnowali z własnej kariery a często nawet życia. Czasem trzeba się poświęcać, jednak momentami tych ofiar jest po prostu za wiele.


Książek, których głównym tematem jest wypełnianie kolejnych podpunktów z tak zwanej listy "ostatnich życzeń", na rynku wydawniczym jest sporo. Autorzy powieści młodzieżowych bardzo często korzystają z tego schematu. Jedne są gorsze drugie lepsze, jednak wszystkie łączy postać chorego, zazwyczaj umierającego bohatera, i oryginalność wyzwań. Harrel postawiła na coś nowego, co było niczym powiew świeżości, dla czytelnika, który już niejedno w życiu przeczytał. Po pierwsze jej lista życzeń, nie została stworzona przez główną bohaterkę, lecz dostała się jej w spadku po dziewczynie, która ofiarowała jej serce. Po drugie zadania, których ma się podjąć Megan, nie będą służyć temu by zakończyć jakiś rozdział i pogodzić się ze śmiercią, lecz staną się punktem wyjścia dla czegoś nowego, początkiem życia "po przeszczepie". Po trzecie, analizując kolejne punkty tego wyzwania, nie ma tutaj rzeczy, które zaskakiwałyby nas oryginalnością czy szokowały. Są to typowe marzenia nastolatki, która zamierzała zwiedzić cały świat, zobaczyć to co każdy szanujący się "obywatel" powinien poznać organoleptycznie. Na liście znajdują się takie zadania jak : zobaczenie wierzy Eiffla po zmroku, pływanie topless, nurkowanie w dalekim miejscu Wielkiej Rafy Koralowej, zwiedzenie egipskich piramid czy Wielkiego Muru. Tylko dwie rzeczy z tego wykazu mnie zaciekawiły. Jedną z nich było zagranie w "miejską grę" w Londynie oraz pocałowanie nieznajomego w deszczu. Oczywiście od samego początku do końca wiemy jakie będzie zakończenie, gdzie wypadnie punkt kulminacyjny, zwrot akcji, jak zachowają się bohaterowie i czy doczekamy się happy endu. Jednak pomimo faktu, że książka jest przewidywalna, czyta się ją z wielką przyjemnością i zaangażowaniem. Kiedyś sobie obiecałam, że sama zwiedzę świat. Pragnęłam zacząć od Tajlandii, Stanów Zjednoczonych, popłynąć promem na wyspy karaibskie i samolotem wrócić na kontynent. To oczywiście miał być tylko jeden z moich wakacyjnych mega-wypadów. Niestety od kiedy mam dzieci, sytuacja z wyjazdami się nieco skomplikowała. Wiadomo, maluchy ciężko jest zostawić, a jak robią się starsze, to same się pchają do samolotu. Czytając tę książkę poczułam nostalgię, tęsknotę za moimi młodzieńczymi marzeniami. Zazdrościłam naszym głównym bohaterkom, tego że mogą zobaczyć wszystko to, co ja widzę jedynie w Internecie. Choć wiem, że podziwianie widoków i poznawanie ciekawostek na temat egzotycznych krajów, nie było głównym tematem tej książki, tak z pewnością fabuła której akcja toczy się w tak malowniczych sceneriach, jest zdecydowanie bardziej interesująca. 

Dochodzimy do kwestii religii i Boga, które to tematy dość często pojawiają się w tej powieści. Na wstępie powiem, że nie jest to typowa książka "chrześcijańska", której głównym celem jest przekazanie biblijnych prawd, mało tego już na wstępie odniosłam wrażenie, że naszymi bohaterami nie są osoby wierzące, a wątpiące a Bóg przedstawiony jest jako postać, która choć Wszechmocna , to nie za bardzo interesuje się życiem zwykłych ludzi. Dopiero pod koniec lektury zrozumiałam, co było głównym założeniem Harrel. Otóż to nie Bóg, ani żadna siła, był motorem tej powieści, tylko sam człowiek. My, jako gatunek ludzki, mamy tendencję do zamartwiania się, płakania, żalenia, cierpienia. Jest to dziwne biorąc pod uwagę, że większość z nas przyznaje się do tego, że są wierzący. Dlaczego więc marnujemy nasze życie na zamartwianie, dlaczego nie zaufamy Bogu w to, że się o nas troszczy i ma da nas plan. Głównym przesłaniem tej książki jest to byśmy uwierzyli w siebie, nabrali odwagi do życia a nasz Stwórca zadba o to byśmy, niczym biblijny Hiob, w końcu byli szczęśliwi. Moim zdaniem lekcja ta, jest najbardziej pozytywnym religijnym przesłaniem, z jakim miałam do czynienia w literaturze. Bóg jest tutaj obecny, jednak autorka nie epatuje jego imieniem, nie nadużywa go, nie dominuje fabuły. Nadal mamy inne tematy jak kariera, miłość, choroba, życie po przeszczepie czy rodzina, na którymi będziemy się zastanawiać. 

"Oddać serce" to książka, którą przeczytałam w zaledwie kilka godzin. Teraz już po lekturze czuję się wypełniona szczęściem i nadzieją. Powieść ta dała mi tak pozytywną energię, że skutki tego doładowania akumulatorów będę czuła jeszcze bardzo długo. Ludzie, którzy mają rodzeństwo, z pewnością odbiorą tę książkę na innym poziomie, wyniosą z niej inne wnioski. Być może zechcą coś zmienić w swoich relacjach z najbliższymi? Zresztą by to zrobić, nie trzeba mieć ani sióstr ani braci, bo miłość, przyjaźń i wybaczenie są uczuciami uniwersalnymi, które mogą odnosić się do wszystkich. Z mojej strony serdecznie polecam wszystkim : młodszym i starszym, wierzącym i ateistom (a także wątpiącym), kobietom i mężczyznom, choć dla tych drugich momentami może być za słodka. Polecam. 


Tytuł : "Oddać serce"
Autor : Lindsay Harrel
Wydawnictwo : Dreams
Data wydania : 10 wrześnie 2019
Tytuł oryginału : The Heart Between Us: Two Sisters, One Heart Transplant, and a Bucket List




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :
 
 


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

"Ścigana" Lisa Harris

"Ścigana" Lisa Harris

Z kontynuacjami zazwyczaj jest tak, że okazują się gorsze od swoich poprzedniczek. Po przeczytaniu świetnej "Wendetty" obawiałam się, że Harris zawali "Zaginioną", kiedy ta okazała się sukcesem wiedziałam, że z trzecim tomem nie pójdzie już tak łatwo. Okazuje się jednak, że dobry Bóg, obecny w książkach autorki, ma nad wszystkim pieczę. "Ścigana" to jedna z lepszych książek kryminalnych, jakie przeczytałam w tym roku. Owszem, podobnie jak inni czytelnicy, czasem miałam wrażenie iż Lisa Harris nieco się zapędziła i w 48 godzin fabuły, wpakowała tyle akcji, że starczyłoby na kilkanaście książek Harlana Cobena. Lecz co z tego? Czy nie po to właśnie sięgamy po kryminały, bo chcemy czegoś szybkiego, dynamicznego, krwawego i z pazurem? Otóż to. Ja narzekać nie będę. Było szybko, wybuchowo i (po raz pierwszy) nieprzewidywalnie. Co prawda nadal nie wiem co się stało z Sarah, jednak to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że szykują się kolejne tomy. Nawet jeśli plotki z Goodreads mówią inaczej.


Lot Nikki Boyd do Nashville przebiegał rutynowo… do czasu lądowania awaryjnego.
Gdy sytuacja na lotnisku zostaje opanowana, Nikki orientuje się, że zaginęła kobieta, która w samolocie siedziała obok niej. Nikt nie chce potwierdzić jej obecności na liście pasażerów. Kiedy Nikki dowiaduje się, że Erika Hamilton leciała do Nashville pod opieką generała sił powietrznych, by zeznawać przed sądem przysięgłych jako kluczowy świadek, zaczyna się zastanawiać, czy jej zniknięcie z miejsca katastrofy oznacza ucieczkę przed kłopotami czy przeciwnie – wpadnięcie prosto w nie. Zanim Nikki zdąży po podróży zobaczyć się z rodziną, zostaje wraz ze swoim zespołem wciągnięta w śledztwo w sprawie zaginionej, w którym motywy są równie niejasne jak podejrzani.


Twórczość Lisy Harris znam i bardzo sobie cenię. Oczywiście jej książki nie należą ani do ambitnych and szalenie oryginalnych, jednak mają tę zaletę, że czyta się je szybko, z niesłabnącym zainteresowaniem i dostarczają nam pokaźną dawkę adrenaliny. Założę się, że jeśli zostaniecie zapytani o swój ulubiony film to padną odpowiedzi takie jak : Władca Pierścieni, Ojciec chrzestny czy inne z pierwszej setki światowych bestsellerów. Jednak w głębi duszy to produkcje w stylu Rambo czy Szklanej Pułapki wywołują w nas sentyment i nostalgię. Choć filmy z Arnoldem czy Chuckiem Norrisem z pewnością nie można nazwać "ambitnymi" to mają wielu wielbicieli. Podobnie jest z literaturą. Zapamiętujemy książki w których dużo się dzieje, są kontrowersyjne i te posiadające nieszablonowych oryginalnych bohaterów. 
Lisa Harris, trzeci tom cyklu o Nikki Boyd, zaczyna z przytupem. Tak się złożyło, że książkę tę zaczęłam czytać na lotnisku, lecz wierzcie mi, gdybym, wiedziała jak zakończy się pierwszy rozdział, to zdecydowanie wybrałabym inny tytuł.  Akcja "Ściganej" rozpoczyna się w samolocie, który ma awarię, w związku z czym, pilot zmuszony jest do awaryjnego lądowania. Niestety nie obywa się bez ofiar śmiertelnych. Scena ta była tak rzeczywista, iż cały czas czułam przebiegające po plecach dreszcze. W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać czy nie zrezygnować z podróży i nie pojechać autokarem, jednak perspektywa 26 godzin spędzonych w blaszanej puszcze na kółkach skutecznie mnie zniechęciła. Podobnie jak Nikki, lot udało mi się przeżyć, jednak w przeciwieństwie do naszej bohaterki, ja po dotarciu na miejsce mogłam rozkoszować się piękną pogodą, spokojem i chwilami relaksu. Komisarz Boyd nie miała tego szczęścia. Jeśli myślicie, że po szoku jakim była katastrofa lotnicza, autorka zwolni nieco tempa i da czytelnikom odetchnąć, to jesteście w błędzie. Harris przygotowała dla nas dużo niespodzianek, tempo akcji jest zawrotne, a tarapaty w jakie ładuje się Nikki, znajdują się praktycznie na każdym kroku. Muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem. Chyba jeszcze nigdy nie trafiłam na książkę, która jest tak gęsto napakowana akcją. Próżno tutaj szukać drobiazgowego śledztwa, analizy psychologicznej czy momentów wytchnienia. Autorka zaserwowała nam 352 strony kryminalnego rollercoastera.
Przeglądając recenzje na Goodreads.com byłam zaskoczona faktem, iż tak mało osób poddało tę książkę krytyce. Zazwyczaj jak mamy do czynienia z nierealistycznymi scenariuszami, brawurowymi bohaterami i naciąganymi zbiegami okoliczności, to recenzenci nie pozostawiają na danym tytule suchej nitki. Tym razem było inaczej. Czytelnicy docenili tę książkę oraz kierunek, w którym skręciła jej autorka. Poprzednie tomy były zdecydowanie bardziej spokojne, wyważone i "przemyślane". Ten jest jak żywioł, jak ogień podsycany wiatrem. "Szklaną pułapką" literatury, po którą sięgamy w konkretnym celu a jest nim niczym nieograniczona zabawa. 

Ci z was, którzy czytali dwa poprzednie tomy, pewnie się zastanawiają w jakim kierunku potoczyły się losy głównych bohaterów : Nikki i Taylora. Czy doczekamy się w końcu wielkich porywów serca, namiętnego sexu albo chociażby słodkich pocałunków? Choć bardzo na to liczyłam to niestety Lisa Harris zamiast na romansie skupiła się na kolejnej "zaginionej". Oczywiście Taylor się pojawia, właśnie wrócił z trzymiesięcznego kontraktu, oczywiście para decyduje się na stworzenie związku i wyznaje sobie miłość, jednak to nie do końca jest to na co czekamy. Nadal czuć tu wątpliwości, wahanie i brak zaufania, który charakteryzuje ludzi po przejściach. A jak wiadomo zarówno Nikki jak i Taylor są ludźmi doświadczonymi przez los. Jak dobrze wiecie "Ścigana" jest trzecim tomem cyklu, więc nie trudno się dziwić, iż czasami mamy wrażenie jakby autorka wrzuciła nas w sam środek intrygi. Owszem książkę tę można czytać jako "samodzielny" kryminał, jednak o wiele łatwiej będzie wam zrozumieć pewne zależności i związki międzyludzkie, jeśli zapoznacie się z  poprzednimi częściami. Zresztą warto to zrobić również dlatego, że są one kawałkiem dobrej, ciekawej i trzymającej w napięciu literatury kryminalnej.
Ale wróćmy do naszych bohaterów. Najbardziej podobało mi się to, jak wzajemnie się wspierali i powoli, krok po kroczku budowali do siebie zaufanie. Ci, którzy znają już Nikki, zapewne wiedzą jak trudna jest we współżyciu. Policjantka jest niezwykle inteligentna, odważna, zdesperowana. Często wykazuje się brawurą i skacze na główkę nie sprawdzając czy woda jest głęboka. Nic się przed nią nie ukryje, ciężko ją namówić do zmiany zdania. Choć potrafi być słodka i romantyczna, to tak naprawdę mężczyzna w spódnicy, ktoś kogo nie da się podporządkować. Taylor nie próbował jej zmienić, choć jako wojskowy, zdecydowanie miał do tego narzędzia. Wspierał ją i dopingował, a co najważniejsze, słuchał i motywował. Co prawda momentami usprawiedliwiał jej głupie zachowanie, zamiast wytłumaczyć jego możliwe konsekwencje, jednak zdecydowanie był przykładem faceta, który znajduje się bardzo blisko ideału. 
Dodatkowego smaczku książce dodają problemy natury zdrowotnej, z jakimi boryka się nasza główna bohaterka. Choć to zdanie brzmi nieco strasznie, to prawda jest taka, iż o niczym nie czyta się lepiej jak o cudzej krzywdzie lub...chorobach. To jest zdecydowanie to co nas kręci i autorka nie zawahała się tego wykorzystać. 

Jest jedna rzecz, która wyróżnia książki Lisy Harris na tle innych przedstawicielek literatury kryminalnej. Jest nią obecność Boga. Zanim sięgnęłam po książki tej autorki, nie zdarzyło mi się spotkać policjantów ani przedstawicieli żadnych innych profesji (no może za wyjątkiem księży), którzy otwarcie by się modlili na łamach powieści. Religia zdecydowanie jest niemodna a autorzy rezygnują z bogobojnych bohaterów zapewne dlatego by ich książki były dla każdego. Wiadomo, czytelnik-muzułmanin, niechętnie sięgnie po powieść, gdzie co kilka stron wychwalany będzie chrześcijański Bóg czy hinduska Kali. Mi osobiście to nie przeszkadzało, choć odnośników do wiary było tutaj sporo. Nikki modliła się o to by Bóg ją ocalił, by jej pomagał i strzegł.  Takich bohaterów również nam potrzeba, szczególnie w kraju, gdzie ponad 90 procent obywateli uważa się za osoby religijne. Powinniśmy przestać wstydzić się naszej wiary wtedy ten procent może nawet wzrośnie. Możemy zacząć od literatury. 

Lissa Harris napisała rewelacyjną, pełną akcji książkę, w której jedyne czego mi zabrakło to rozwiązania zagadki zaginionej siostry Nikki, Sarah. Przez trzy tomy czekałam na to by dowiedzieć się co stało się z tą młodą dziewczyną. Niestety muszę czekać dalej. Jednak wiecie co? Ma to również swoje plusy, gdyż zwiastuje, że będą kolejne tomy. Chętnie znowu spotkam się z odważną Nikki,  przystojnym Taylorem oraz resztą ekipy, którą troszkę zaniedbałam w tej recenzji. Muszę za to przerosić, gdyż to właśnie Ci ludzie sprawiają, że ta książka jest wyjątkowa i zabawna. Mam nadzieję, że autorka ma głowę wciąż pełną pomysłów i znajdą się kolejne Akta Nikki Boyd. Zdecydowanie polecam. 


Tytuł : "Ścigana"
Autor : Lisa Harris
Wydawnictwo : Dreams
Data wydania : 27 lutego 2019
Liczba stron : 352
Tytuł oryginału : Pursued. The Nikki Boyd Files




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :
 
 


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html







"Wszystkie moje jutra" Elizabeth Camden, Karen Witemeyer, Jody Hedlund

"Wszystkie moje jutra" Elizabeth Camden, Karen Witemeyer, Jody Hedlund

     Z czym wam się kojarzą książki o miłości? Jaki tytuł pierwszy przychodzi wam na myśl? W dzisiejszych czasach literatura kobieca kojarzona jest z erotyką, powieściami z gatunku new adult gdzie niesforni chłopcy podrywają grzeczne dziewczynki oraz z typowymi swojskimi romansami, gdzie w większości mamy do czynienia z jedną tragedią, jednym nieporozumieniem i jednym punktem kulminacyjnym. Okazuje się jednak, że by napisać dobrą książę, czy opowiadanie miłosne, wcale nie trzeba szokować, łamać schematów i wzbudzać kontrowersji. Autorki niniejszej książki postawiły na szczerość, dobroć, otwartość oraz, co zadziwiające, religię. Choć z początku do dzieła tego podchodziłam z dystansem, tak okazało się, że nie muszę się martwić. "Wszystkie moje jutra" to dobrze napisana, klimatyczna i wzruszająca książka o narodzinach miłości. Jest to powieść o wielce znaczącym tytule, który niesie nadzieję na lepsze jutro. 

Historie miłosne, które rozjaśnią wszystkie Wasze jutra!
Karen Witemeyer, Jody Hedlund i Elizabeth Camden należą do grona najbardziej poczytnych autorek romansu historycznego – ich powieści zdobywały liczne nagrody, takie jak: RITA Award, Christy Award, Nagroda za Najlepszą Książkę Chrześcijańską, i wiele innych. Tym razem trzy znakomite pisarki przeniosą nas w świat miłosnych opowiadań... jak zawsze, z historią w tle.

Akcja pierwszego opowiadania pod tytułem "Warta czekania"rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych w kolonii (azylu) dla kobiet, zwanym Harper's Station. Jedna z założycielek tego zgromadzenia, zrzeszającego poszkodowane przez mężczyzn niewiasty, postanawia sprzedawać wyprodukowane przez swoje koleżanki towary, okolicznym farmerom. Pomaga jej w tym dostawca Ben, który od jakiegoś czasu zakochany jest w młodej wspólniczce. 
Mogłoby się wydawać, że "Warta czekania" to kolejna, sztampowa powieść miłosna, której koniec jest bardzo łatwy do przewidzenia. Ci, którzy tak myślą mają rację. Opowiadanie to nie zostało napisane po to by nas zdziwić czy zaskoczyć. Jego głównym celem jest niesienie dobrej nowiny, i ma zdecydowanie religijny wymiar. Nasza główna bohaterka, to kobieta, która niesie ze sobą bagaż doświadczeń. W przeszłości została skrzywdzona przez mężczyznę i obiecała sobie, że nigdy więcej w nikim się nie zakocha, do nikogo się nie zbliży i nikomu nie zaufa. W czasach kiedy 48 procent małżeństw kończy się rozwodem, 60 procent mężczyzn przyznaje się do zdrad a 15 procent kobiet do tego, że są ofiarami przemocy domowej, książka ta trafi na podatny grunt, gdzie (miejmy nadzieję), bardzo szybko zakiełkuje i wyda owoce. A owocami tymi są : zaufanie, nadzieja i wiara, wiara zarówno w Boga jak i w lepsze jutro. Autorka mówi nam, że nie warto zamykać się we własnej skorupie, celebrować swoje cierpienie i wszystkich sądzić tą samą miarą. Daje nam nadzieję, że wokół nas są jeszcze wartościowi, dobrzy i sprawiedliwi ludzie, których obchodzi nasz los. Owszem od samego początku wiedzieliśmy, że pomiędzy naszymi głównymi bohaterami narodzi się miłość, jednak to w jaki sposób ona zakiełkuje, było dla nas piękną niespodzianką. Uwielbiam takie spokojne opowiadania, piękne i głębokie, wartościowe i niosące ważny przekaz. 

Kiedy w pierwszym opowiadaniu "słowo boże" pojawiło się jedynie mimochodem, tak w  "Przebudzonym sercu" jednym z głównych bohaterów jest pastor, a sam esej rozpoczyna się od kazania. Poznajemy tutaj bogatą, jeszcze dość młodą, starą pannę, która przy pomocy swoich pieniędzy postanawia pomóc biednym kobietom w swojej okolicy. Wraz z pastorem otwiera szwalnię, w której zatrudnia imigrantki. Akcja opowiadania toczy się w Nowym Jorku, w końcówce XIX wieku. Dziś, Stany Zjednoczone, uznawane są za najbogatszy i najbardziej rozwinięty technologicznie kraj świata. Jednak by znaleźć się na samym szczycie, kraj ten musiał przejść długą i wyboistą drogę. Gospodarka Ameryki w dużej mierze zbudowana została przez emigrantów, w szczególności Irlandczyków, Niemców, Holendrów oraz Hiszpanów. Kiedy w Europie panował głód i szerzyły się epidemie ludzie masowo uciekali na statki, która wypływały do Nowego Świata. Zazwyczaj była to biedota, osoby bez grosza przy duszy, którzy wszystkie swoje oszczędności wydali na bilet w jedną stronę. Jody Hedlund pokazuje nam co się z tymi ludźmi działo, już po dotarciu na miejsce. Wraz z główną bohaterka i jej towarzyszem zwiedzamy slumsy Nowego Jorku, mieszkania gdzie na kilku metrach kwadratowych tłoczy się kilka rodzin, gdzie często jedyną szansą na jakikolwiek zarobek jest sprzedawanie własnego ciała. Ludziom, których widzimy nie udało się spełnić swojego American Dream, nie mają również możliwości powrotu do domu. Albo się boją, albo wstydzą, albo stracili nadzieję.Całe szczęście znaleźli się ludzie, którzy postanowili tę nadzieję odbudować, zrobili to z głową i z Bożą pomocą. Czasem idąc ulicą, widzę żebraków, którzy pustym wzrokiem patrzą w dal. Wrzucając im kilka monet do kubka, cieszę się z tego że spełniłam swój obywatelski obowiązek. Autorka pokazała mi inną drogę. Takim ludziom nie pomogą żadne pieniądze. Im trzeba dać nadzieję, narzędzia i środki, dzięki którym znajdą motywację do odmiany swojego losu, zawalczenia o własną przyszłość.Jednak nie myślcie, że opowiadanie to porusza jedynie temat miłosierdzia i przedsiębiorczości. Jest tutaj również miłość, taka nieśmiała i krucha, jednak z każdą stroną rośnie w siłę. 

Akcja ostatniego opowiadania również toczy się w Stanach Zjednoczonych, w XIX wieku. Opowiada ono historię młodej, ambitnej dziewczyny, która wychowywana była w jednej z najpiękniejszych i najbogatszych posiadłości ziemskich, jakie widział ten kraj. Jej pracodawcy zadbali o to, by kobieta otrzymała dobre wykształcenie i opłacili jej czesne na jednym z najbardziej prestiżowych kierunków, medycynie. Pewnego dnia nasza bohaterka została usunięta z uczelni, ponieważ dopuściła się kradzieży psa, którego chciała uratować przez brutalnym właścicielem. Z pomocą przystojnego prawnika i swoich protektorów zrobi wszystko by ją przyjęli z powrotem. 
Autorka, Elizabeth Camden, zdecydowanie odrobiła lekcję historii i znakomicie oddała realia epoki. Dziś, kiedy możemy studiować co chcemy, wszystkie kierunki stoją przed nami otworem bez względu na płeć, rasę czy wyznanie, zapominamy o tym, co było jeszcze 100 lat temu. Kobieta na uniwersytecie była rzadkością, a nawet jak udało jej się ukończyć studia i zdobyć dyplom, to znalezienie pracy było dla niej nie lada wyzwaniem. Społeczeństwo nie ufało płci pięknej. Muszę przyznać, że naszą główną bohaterkę polubiłam od pierwszego wejrzenia. Była ambitna, nieco zbuntowana, widziała czego chce i nie bała się po to sięgnąć. Od samego początku jej kibicowałam, nie tylko w tym by udało jej się wrócić na uczelnię, lecz również w miłości. Szczególnie, że trafił jej się mężczyzna, nie dość że przystojny, to jeszcze równie ambitny jak ona, dobry, szczery a na dodatek bogaty. "Przebudzone serce" to kolejne opowiadanie o narodzinach miłości, które czyta się z czystą przyjemnością. Elizabet Camden pisze z pasją, znawstwem ludzkiej natury i nutką humoru, która sprawia że opowiadanie jest lekkie i przyjemne .

Myślę, że pomysł zebrania w jednej książce, trzech wybranych "romansów historycznych" i zaprezentowania ich światowej społeczności czytelników, jest jak najbardziej strzałem w dziesiątkę. Muszę przyznać, iż  do tej pory nie znałam ani jednej z autorek, jednak zbiór ten, w moich oczach, zrobił im niesamowitą reklamę. Dzięki nimu nie dość, że mogłam poczytać o początkach miłości to jeszcze dowiedziałam się czegoś o historii i tradycji Stanów Zjednoczonych. Choć nie lubię mieszania religii ze sztuką, chyba że mamy do czynienia z literaturą stricte chrześcijańską, tak w tym przypadku wszystko zgrało się doskonale a wiara i rytuały nie zdominowały całej fabuły. Nie martwcie się, historie te nie zostały napisane po to, by zareklamować wam Boga czy nakłonić was do tego, byście przeszli na "jasną stronę mocy". Religia jest częścią naszej tradycji, naszego wychowania i współczesnego świata, więc nie dziwi fakt, iż od czasu do czasu trafią się nam bogobojni bohaterowie. Nie powinniśmy się ich obawiać, lecz pokochać. 

Trzy autorki, trzy pisarki, trzy współczesne kobiety udowodniły, że da się napisać książkę o miłości, w której największym zbliżeniem będzie pocałunek, jedyną przeszkodą na drodze do spełnienia obawy bohaterów a zwroty akcji okażą się niczym więcej jak trafienie końskim kopytem. Ja jestem zadowolona. W czasach kiedy autorzy robią wszystko byle tylko pisano o nich w gazetach, stają się coraz bardziej kontrowersyjni i stawiają na szokowanie czytelników, w czasach kiedy ze stron powieści rzucają się na nas napalone nastolatki i wszelkiego rodzaju bad boysi, potrzeba nam książek, które okażą się odskocznią od brutalności, wyuzdanej erotyki i bezsensownej przemocy. Oby takich antologii było jak najwięcej. Polecam.


Tytuł : "Wszystkie moje jutra"
Autor : Elizabeth Camden, Kare Witemeyer, Jody Hedlund
Wydawnictwo : Dreams
Data wydania : 24 kwietnia 2019
Liczba stron : 352
Tytuł oryginału : All My Tomorrows: Three Historical Romance Novellas of Everlasting Love


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :
 
 


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html


"Misja Tality" Asia Olejarczyk

"Misja Tality" Asia Olejarczyk

Jak byście nazwali kogoś kto gania po ulicach trzy kropki, pod łóżkiem trzyma Wielką Stopę a weekendy spędza w bajkowej, wymyślonej Pampili? Ja taką osobę nazwę Asią Olejarczyk i genialną twórczynią bajek dla najmłodszych. Jej książka "Pampiludki i tajemnice wiary", w lutym 2016 roku została wybrana Najlepszą Książką Katolicką w kategorii dla młodych czytelników w plebiscycie portalu Granice.pl. Moja córka, jak tylko zobaczyła okładkę "Misji Tality", od razu chciała ją przeczytać, co też niezwłocznie zrobiłyśmy. Nie była to zbyt długa lektura lecz okazała się niezwykle mądra i pouczająca, a tego przecież oczekujemy od książek dla naszych dzieci. Podobało się mi, podobało się mojej starszej córce i nawet ta młodsza przysłuchiwała się zafascynowana. Jedynie mąż usnął, ale to też dobrze prawda? W końcu o to chodzi w bajkach na dobranoc.


Mała dziewczynka, która wyrusza na wielką misję. Mroczny las, w którym ktoś czeka na ratunek.
Płomień Żywego Ognia, który może rozświetlić najczarniejszą ciemność.
Misja Tality to chrześcijańska baśń o tym, jak ogromną siłę do walki z przeciwnościami losu daje nam Bóg. -
notka od wydawcy

Na wstępie chciałam zwrócić uwagę, iż książka ta pełna jest Boga. Jeśli komuś nie pasuje ten temat i raczej stroni od ewangelizacji dzieci poprzez zabawę czy nauczania poprzez religię, to niech ma to na uwadze. Oczywiście nigdzie w tekście nie jest napisane o jakim Bogu mowa, jednak biorąc pod uwagę iż książki autorki zdobywają nagrody w kategorii Najlepsza Książka Katolicka, a w utworze pojawia się motyw bożego ognia, to możemy się domyślać o kogo chodzi. Ja osobiście cieszę się, że polski rynek wydawniczy oferuje takie perełki. Oczywiście zdaję sobie sprawę z postępującego procesu sekularyzacji oraz odchodzenia od żywej wiary (coraz mnie ludzi praktykuje), jednak uważam iż religia jest częścią naszej kultury i tradycji i warto by nasze dzieci miały o niej jakiekolwiek pojęcie. Skoro bardzo wysoki odsetek polskiego społeczeństwa chrzci swoje pociechy i wysyła je do komunii świętej, to dlaczego mamy im nie poczytać bajek o Bogu? Jako sześciolatka znałam wszystkie modlitwy i codziennie wieczorem odmawiałam pacierz. Dziś dzieci wolą pograć na tablecie. Niestety zaczęliśmy się wstydzić tego, że jesteśmy wierzący. Uważamy to za niemodne. Asia Olejarczyk udowadnia nam, że nauka religii, nauka o Bogu, niekoniecznie musi odbywać się podczas katechezy. Autorka jest zwolenniczką nowoczesnych form przekazu i nie boi się łączyć wiary ze światem baśni. "Misja Tality" nie jest książką, która ma indoktrynować. Choć pojawia się tutaj Bóg i jego atrybuty, tak nadal główną bohaterką jest mała dziewczynka, której głównym celem jest odnalezienie w lesie człowieka, który czeka na Płomień Żywego Ognia. Na swojej drodze spotyka istoty, które personifikują to co w ludziach najgorsze. Ten kto czytał "Wesele" Wyspiańskiego będzie wiedział o co chodzi. Oczywiście nie spotkacie tutaj Chochoła ani innych postaci znanych z lektury, jednak Asia Olejarczyk zadbała o to, by w jak najbardziej barwny i sugestywny sposób przedstawić pewne cechy i idee. Pycha to piękna, świetlista postać, która żyje w wiecznym zachwycie nad własną osobą. Lęk, to mały, przerażony stworek, który na dźwięk złamanej gałęzi chowa się w dziupli natomiast Obojętność to zasuszona staruszka siedząca na kamieniu, którą nuży nawet samo życie. Autorka w przejrzysty, dosadny i zrozumiały dla młodych czytelników sposób, przedstawia te antypatyczne, smutne sylwetki. Przypuszczam, iż nawet czterolatek, szybko się zorientuje dlaczego akurat te cechy charakteru są piętnowane i a które ważne i cenne. Muszę przyznać iż jestem pod wrażeniem. Zazwyczaj bajki dla dzieci pełne są morałów z rodzaju : nie zabieraj cudzych zabawek, słuchaj rodziców, myj codziennie zęby. Tutaj jest mowa o czymś ważniejszym. O naszym sercu i tym jak powinniśmy traktować bliskich, o tym że są wśród nas tacy, którzy mogą potrzebować pomocy. Jest to również książka o mocy Bożej i tym jak wielką siłę ma wiara. 

Nikt z nas nie rodzi się doskonały. Talita, która spotyka Boga, również jest pełna strachu. Na samym początku nie wie czy może mu zaufać i czy ma ochotę wziąć ogień i pójść z nim w las. Kwestionowanie decyzji Boga zdarza się każdemu. Dziwimy się temu, jak może nas doświadczać, często zarzucamy mu niesprawiedliwość. Jednak ta mała bohaterka pokazuje nam, że najważniejsze jest zaufanie. Możemy odczuwać lęk, jednak warto wierzyć w to, że Bóg nas nie skrzywdzi. 
Okazuje się, iż nawet Ci, których uważamy za złych i zepsutych, mogą się zmienić i stać lepszymi. Wystarczy tylko naprowadzić ich na dobrą drogę, pokazać co robią źle, co należy zmienić. Oczywiście zmiany nie przychodzą od razu, taki osobnik musi dostać czas na przemyślenie, na analizę swojego zachowania. My, nie ważne jak bardzo byśmy chcieli, nie możemy kogoś na siłę zmienić, narzucić mu swojego zdania, bo wtedy nie będzie to szczere i zazwyczaj okaże się krótkotrwałe. Asia Olejarczyk pokazuje, że nie jesteśmy sami, że jest z nami ktoś kto da nam siłę potrzebną do metamorfozy, jedyne co musimy zrobić to uwierzyć i zaufać. Na końcu swojej drogi, Talita odnajduje tego, komu potrzeby jest Płomień Żywego Ognia i wierzcie mi jest on doskonałym przykładem osoby złamanej, pozbawionej wiary i celu, osoby którą zainteresowała się Śmierć. Jest to widok przerażający lecz jednocześnie niezwykle poruszający. Myślę, że wiele dzieci zacznie zadawać pytania. U mojej córki była to istna lawina i niektóre z nich (szczególnie te natury egzystencjalnej w rodzaju : czym jest śmierć), mogą okazać się trudne. Ale to dobrze, książki ,nawet bajki na dobranoc, powinny zmuszać do myślenia. 

Czytając książkę rzucają nam się w oczy przepiękne choć raczej melancholijne ilustracje. Twórcy i wydawcy książek dla dzieci, przyzwyczaili nas do tego, że obrazki są kolorowe, proste, pełne uśmiechów, serduszek i radości. Tym razem jest inaczej. Nie mamy tutaj do czynienia ze szkicami czy rycinami lecz z obrazami, które są mroczne, przepełnione smutkiem i nostalgią. To pełnowymiarowe dzieła, które należy podziwiać. W doskonały sposób obrazują to co czytamy i odzwierciedlają główne cechy charakteru, spotykanych na naszej drodze postaci. Pycha przedstawiona jest z podniesioną głową i pełnym wyższości wyrazem twarzy, Lęk ma wielkie oczy, Niewdzięczność jest zasmucona. Ciekawym zabiegiem było przedstawienie naszego "potrzebującego boskiej jasności" jako osoby, która patrzy w ziemię. Moim zdaniem ma to wymiar symboliczny i odnosi się do tego, że ludzie którzy odwrócili się od Boga, stracili z oczu również swoją przyszłość i szczęście. Dopiero pod koniec książki, kiedy dochodzi do oczekiwanego przez nas happy endu, kolory się zmieniają i pojawiają się jaskrawe barwy oraz uśmiechy. Rodzi się nowa nadzieja. Talita w końcu się cieszy, gdyż wie że udało jej się spełnić dobry uczynek, a nawet kilka. 

Kiedy po skończonej lekturze spytałam moją córkę  co jej się najbardziej podobało, odpowiedziała że Talita, gdyż była odważna i nie bała się wejść do ciemnego, pełnego potworów lasu. Jak widać, nasze dzieci potrzebują superbohaterów, z którymi będą się mogły utożsamiać. Oczywiście możemy włączyć telewizor czy Netflixa, poszukać Batmana, Thora czy kobietę kot, jednak czemu mamy iść na łatwiznę? Czemu nie spędzić czasu z synem czy córką, przeczytać tę cudowną opowieść, która uczy tego, iż sami możemy stać się bohaterami? Nawet tymi "super"? Lubię książki, które są mądre w swojej prostocie, estetyczne w oprawie i oryginalne w przekazie. Twórczość Pani Asi Olejarczyk już na stałe zagości w naszym domu. Zdecydowanie polecam, wasze dzieci z pewnością będą zachwycone.

Tytuł : "Misja Tality"
Autor : Asia Olejarczyk
Ilustracje : Beata Konopka-Kruć
Wydawnictwo : Dreams
Seria : Heaven
                                                                   Liczba stron : 48


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :
 
 


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 
Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger