Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty
"Czas grzechu" Anna Sakowicz

"Czas grzechu" Anna Sakowicz

    W szkole średniej historia była jednym z tych przedmiotów, które obniżyły moją średnią maturalną. Lekcje były nudne, czysto teoretyczne, a nauka w domu ograniczała się do wkuwania dat, nazwisk i miejscowości w których toczone były bitwy i podpisywane rozejmy. Wiele lat później wybrałam sobie studia (dziennikarstwo), na których historia była jednym z obowiązkowych przedmiotów. I wtedy, bardzo zadziwiające zjawisko, przedmiot ten mnie zachwycił i przemówił do mnie ustami cudownego profesora, specjalisty od historii Polski XIX wieku. Wykładał cudownie, z wielkim zaangażowaniem i werwą. Uśmiechał się do nas nieopierzonych i głupich studenciaków, a jego oczy błyskały przyjaźnie zza grubych okularów. Siedziałam na jego zajęciach jak zaczarowana. To właśnie w tamtym okresie pokochałam powieści historyczne. To właśnie z nich mogłam dowiedzieć się jak żyli moi przodkowie, co jedli, jak mieszkali. w co się ubierali a nawet o czym myśleli. Myślę, że autorka niniejszej książki musi uwielbiać historię, gdyż w 100 procentach udało jej się odzwierciedlić atmosferę Gdańska sprzed wielu lat. Miasta wielu kultur, zawodów i walut. Od razu zakochałam się i w tym mieście i w jego mieszkańcach. Nawet tych niekoniecznie dobrych. 


Jest 1916 rok. Paweł, syn introligatora Antoniego i jego żony Elżbiety, ginie w wypadku pod kołami powozu. Katarzyna, Stasia, Julia i Piotr, rodzeństwo Pawła, sami muszą poradzić sobie z żałobą, bo rodzice coraz bardziej się od nich oddalają ojciec poświęca się pracy, a matka zatraca się w smutku. Antoni Jaśmiński pragnie dobrze wydać za mąż dorastające córki. Dla najstarszej znajduje syna niemieckiego antykwariusza. Czy nowoczesna i marząca o pracy w Gazecie Gdańskiej Katarzyna podda się woli ojca? I jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić? Co pocznie potulna Stasia, kiedy Antoni wskaże kandydata do jej ręki? Julia, której los poskąpił urody, boi się, że nigdy nie znajdzie męża. Piotr marzy o seminarium.

 


Choć "Czas grzechu" jest typową powieścią historyczną, nie da się ukryć iż jest to również książka, której zadaniem jest przedstawienie czytelnikom , jak ewoluowały poglądy na temat równości kobiet i mężczyzn w Polsce XX wieku. Muszę przyznać, że nam samym początku byłam zbulwersowana. Powieść ta zrobiła na mnie wrażenie szowinistycznej, antykobiecej i po prostu niesmacznej.  Sakowicz nawet nie starała się bronić czy usprawiedliwiać naszych bohaterek. Były niczym marionetki na końcu sznurków kierowanych przez męskie dłonie. Ja zostałam wychowana w rodzinie w której to paradoksalnie kobiety mają więcej do powiedzenia. Tata, jako rodzynek, trzyma się na uboczu i stara nie wchodzić w drogę. To oczywiście jest żart, jednak nie wyobrażam sobie, żeby w moim domu ktokolwiek traktowany był przedmiotowo lub gorzej od innych. Oczywiście wiedziałam, że kobiety dostały prawo wyborcze dopiero kilkadziesiąt lat temu, jednak nigdy tak naprawdę się nie zastanawiałam nad tym jak były traktowane przez swoich ojców, mężów czy współpracowników (o ile oczywiście mogły pracować). Czytając tę książkę zdałam sobie sprawę z własnej ignorancji. Głównym bohaterem jest introligator Antoni i jego trzy interesujące i cudowne córki : Katarzyna, Stasia i Julia. Głównym celem mężczyzny jest wydać je dobrze za mąż, czym ma zapewnić im przyszłość. Tego co wyszło z jego planów matrymonialnych nie zdradzę, jednak niektóre z nich doprowadziły do prawdziwych tragedii, których skutki będą towarzyszyć ich ofiarom aż do samej śmierci. Każda z dziewczyn przeżyła coś, co zazwyczaj nie spotyka zwykłych śmiertelników. Były zakochane, zdradzone, poniżone, bite i całowane. Musiały korzystać z pomocy prywatnych detektywów, spotykały się w podejrzanych spelunach z równie podejrzanymi typami a nawet uciekały z domu. Ich życie nie było usłane różami, a to za sprawą mężczyzn. I to najbliższych członków rodziny. Na początku XX wieku w Polsce , oraz w Gdańsku, który był jeszcze wolnym miastem, nadal panowało przekonanie, że kobieta jest innym gatunkiem, gorszą istotą, która nie potrafi myśleć samodzielnie, dlatego to ojciec lun później małżonek , muszą podejmować za nią wszystkie istotne decyzje. Niektóre szownistyczne teksty sprawiały, że się wprost we mnie gotowało jak ten " co ona musiała zrobić , czym tak wkurzyła swojego męża, że aż musiał ją pobić". Prawda, że się otwiera nóż w kieszeni? Otworzył się jeszcze bardziej jak włączyłam telewizor i zobaczyłam, że chcą nam odebrać wolność i możliwość decydowania o własnym ciele. Wiecie co? Tak naprawdę to niewiele się zmieniło przez te ostatnie sto lat. Jednak w tej książce pojawia się iskierka nadziei. Nasze bohaterki (a przynajmniej niektóre z nich się buntują). Mają dosyć bycia ustawianą i podporządkowaną. Chcą wolności. Można wręcz powiedzieć, że powieść ta opowiada o początkach powstania polskiego ruchu feministycznego. Cudownie. 

Akcja powieści toczy się w Gdańsku, mieście w którym byłam zaledwie raz, jednak które pokochałam z całego serca. Jest to jedno z tych miejsc, które mogą się pochwalić ciekawą historią i jako jedno z zaledwie kilku polskich miast przez wieki było tyglem kulturowym , gdzie mieszało się wiele narodowości. Kultura gdańska, mimo niezaprzeczalnie północnoniemieckich źródeł, przez wieki wpływów stała się zupełnie odmienną, nową i swoistą formą cywilizacyjną, szeroko czerpiącą z rozmaitych wzorów. Przez stulecia świadomie lub nieświadomie włączano pierwiastki obce do kulturalnego krwiobiegu miasta. To tutaj wszystko to, co przynosili ze sobą nowi przybysze, stapiało się w nową jakość. Efektem tego były specyficzne i charakterystyczne odmienności obyczaju, stroju, architektury, a zwłaszcza języka. I odmienności te w tej książce widać, gwarę słychać a wielokulturowość buduje atmosferę, typową jedynie dla portowych miast. Antoni oraz jego córki są Polakami, Polakami którzy w Gdańsku czują się coraz mniej jak u siebie. Na ulicach coraz częściej słychać język niemiecki, ludzie wszelkich innych narodowości zaczynają być traktowani jak Ci drugiej kategorii. W powietrzu wisi widmo wojny. Pojawia się Józef Piłsudski, pojawia się falanga. Z początku nie zadawałam sobie sprawy jak wielką historyczną wartość posiada ta książka. Anna Sakowicz nie skupiła się jedynie na losach naszych bohaterów, lecz umiejscowiła ich w konkretnym kontekście historycznym i ukazała przemiany , który się dokonywały w tamtych czasach. Na początku każdego rozdziału znajdują się notki informujące jakie ciekawe wydarzenia przyniósł każdy kolejny rok. Ponieważ lubię książki, które uczą tak i ta sprawiła mi ogromną przyjemność. I jeszcze jedno : wzbudziła we mnie wiele patriotycznych uczuć (za sprawą Antoniego), z których istnienia w moim sercu nie zdawała sobie sprawy. 

Rzadko się zdarza, żebym taką samą miłością i przywiązaniem obdarzyła wszystkich bohaterów książki (tutaj ograniczę się do bohaterek), szczególnie jeśli byli od siebie diametralnie różni. Anna Sakowicz zrobiła coś co uwielbiam, stworzyła książkę zbudowaną na kontrastach. Nasze siostry, choć z jednej matki i z jednego ojca, są niczym ogień, woda i powietrze. Jedna jest buntowniczką, rodem z opowieści o walecznych sufrażystkach, druga ma naturę westalki dbającej o ognisko domowe, a trzecia jest bujającą w obłokach, odważną chłopczycą. Jednak wszystkie są inteligentne, wiedzą czego chcą (choć wiedzą też , że nie mogą tego zrealizować) i oddałyby za siebie życie. Ja niestety nie wiem jak to jest mieć siostrę , czy brata. Jestem jedynaczką więc bliźniacza miłość jest mi zupełnie obca. Jednak przyjemnie się czytało o rodzinie gdzie każdy stanie za drugą osobą murem. Można wręcz powiedzieć, że czułam tą miłość, czułam to przywiązanie, a to jest najważniejsze-wzbudzenie emocji w czytelnikach. Śmiałam się (rozmowy Antoniego z Hansem), płakałam, wzruszałam i zaciskałam palce ze złości. Aż się boję co będzie w kolejnych tomach, lecz z drugiej strony nie mogę się już ich doczekać. 

Anna Sakowicz nie jest zupełnie obcą mi autorką. Przeczytałam parę jej książek, i choć nie jestem fanką literatury obyczajowej i romansów, to bardzo miło je wspominam. Jednak "Czas grzechu" to coś zupełnie innego niż lekkie książki dla kobiet, które jednym uchem wpadają a drugim ulatują. To naprawdę epicka powieść historyczna, którą czyta się z zaangażowaniem i niesłabnącym zainteresowaniem. Jednocześnie bawi i uczy, wzrusza i przeraża. A na dodatek jest doskonale napisana. Polecam. 


Tytuł : "Czas grzechu"

Autor : Anna Sakowicz

Data wydania : 16 września 2020

Wydawnictwo : Poradnia K

Liczba stron : 464

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :


 

 

 

"Dom sekretów" Natalia A. Bieniek

"Dom sekretów" Natalia A. Bieniek

 "Dom sekretów" Natalii Bieniek jest jedną z tych książek, których już sam prolog sprawia, że czytelnik z ciekawością nadstawia uszu (i oczu oczywiście). Tym razem zaczyna się nie od budowania fabuły lecz od ...burzenia. Podczas remontu walą się ściany, sypie się tynk, cegły pękają, a wszystko po to, by na światło dzienne wyszła historia sprzed lat, ukryta w kościach pewnego nieboszczyka. Zapowiada się ciekawie prawda? I takie właśnie jest. Lata 30-te XX wieku były niezwykle intensywnym, barwnym okresem międzywojennej Polski. Szczególnie w Łodzi, mieście które było istnym tyglem kulturowym i  dopiero II Wojna Światowa sprawiła zburzyła ład i porządek. Takie historie, jakie znajdziecie w tej książce, mogły zdarzyć się naprawdę. I pewnie zdarzyły. I to właśnie lubię w powieściach obyczajowych, że zawierają w sobie elementy historii. A jak pojawia się w nich wątek kryminalny i zagadka do rozwiązania, to jeszcze lepiej. 

Stara kamienica w centrum Łodzi skrywa niejedną tajemnicę. Przekonują się o tym jej lokatorzy, kiedy podczas prowadzonego przez Filipa - właściciela odziedziczonego po ciotce mieszkania - remontu dochodzi do niesamowitego odkrycia. Dorota, młoda absolwentka wydziału historii łódzkiego uniwersytetu, próbuje wyjaśnić zagadkę porażającego znaleziska za ścianą. Powracają wspomnienia o ludziach, którzy tu niegdyś żyli, odżywają dramatyczne wydarzenia sprzed wielu lat.

 


Muszę przyznać, że praktycznie od pierwszych stron polubiłam naszą główną bohaterkę Dorotę. A dlaczego? Ponieważ, podobnie jak ja, nie mogąc znieść nadopiekuńczości i nadgorliwości rodziców (bardziej oczywiście mamy) postanowiła uciec z domu. Oczywiście ucieczka ta nie była nastoletnim "gigantem". Dziewczyna przeglądając gazetę natknęła się na ogłoszenie, którego autorka miała do wynajęcia pokój. Blisko uczelni i za małe pieniądze. I nad czym się tutaj zastanawiać? Wprost nie mogłam uwierzyć jak bardzo matka Doroty była podobna do mojej. To samo naskakiwanie, wciskanie jedzenia, przypominanie o wzięciu rękawiczek czy kanapek na uczelnię. Matkowanie i matkowanie. A jak nie matkowanie to swatanie (które nigdy się nie udawało). A tatuś? A tatuś to taki współczesny Dulski, który mały miał do powiedzenia. Dlatego jak tylko Dorotka się wyprowadziła, zaczęłam jej jeszcze bardziej kibicować, bowiem w dzisiejszych czasach nie każdy ma odwagę by wyrwać się z gniazda rodzinnego. Jak tylko nasza bohaterka przenosi się na nowe włości, zaczyna się akcja z trupem z szafy (no może zza ściany w roli) głównej. Do kogo należą kości? Dlaczego zostały zamurowane? I kto mieszkał w kamienicy do której się wprowadziła? Na całe szczęście Dorotka nie będzie jedyną osobą , która będzie próbowała odpowiedzieć na te pytania. Pomagać jej w tym będzie spore grono osób, z których wszystkie będą walczyć o rolę tych pierwszoplanowych. Czasami miałam wrażenie, że autorka nie mogła się zdecydować komu oddać głos. To tak jak by pokochała ich wszystkich i bała się , że jak którąś postać oddali to widzowie o niej zapomną. Dlatego w "Domu sekretów" mamy przynajmniej dziesięciu głównych bohaterów ( w tym trzy przyjaciółki mamy Dorotki, które są przezabawne) i gros postaci pobocznych, z których większości już nie pamiętam, więc jeśli chodzi o narrację, dyskusję i przemyślenia to zdecydowanie nie będzie na co narzekać. A czy jest chaotycznie i ciężko się w tym wszystkim połapać? Kochani, to powieść obyczajowa a nie podręcznik do fizyki kwantowej, nawet jeśli wam się pomylą postaci to i tak się nic nie stanie. Końcówka książki przyniesie rozwiązanie zagadki i odpowie na wszystkie pytania. 

Łódź. Kocham to miasto, choć nigdy nie zdarzyło mi się spędzić w nim więcej niż jeden dzień. Zazwyczaj wpadałam na festiwale, koncerty, do pubów czy po prostu pochodzić po sławnej Piotrowskiej. Lata 30-te XX wieku były dla tego miasta okresem wielkich inwestycji finansowych.  Wywiercono trzy studnie głębinowe, wybudowano podziemny zbiornik wodny na Stokach, elektrownia miejska była drugą pod względem mocy w kraju. Łódź z miasta fabrycznego przekształcała się w centrum administracyjne, oświatowe i kulturalne. A wiadomo to gdzie są pieniądze, tam ściągają ludzie z całego kraju. W przededniu II Wojny Światowej miasto zamieszkiwało 55% Polaków, niespełna 35% Żydów i 10% Niemców. Sam aparat administracyjny znajdował się w rękach Rosjan. Jak łatwo można zauważyć Łódź była miastem czterech kultur, które się wzajemnie przenikały. Natalii Bieniek udało się stworzyć książkę, w której historia ożyła. Autorka dosłownie przenosi nas w czasie, gdzie jesteśmy naocznymi świadkami historii czterech rodzin, które choć bardzo się od siebie różniły pod względem rodzinnym i kulturowym , to żyły na jednym podwórku. Historia żydowskiej rodziny Goldmanów niezwykle mnie poruszyła. Choć nie była niczym oryginalnym (na ten temat powiedziano już chyba wszystko) to i tak miałam łzy w oczach. Bohaterów traktowałam jak prawdziwe postacie, ludzi którzy żyli, przeżywali, cierpieli i w końcu umarli nie doczekując się zadośćuczynienia. 

 

Jak to zazwyczaj bywa w przypadku książek z zagadką i historią w tle, nie sposób było się tutaj nudzić. Jednak byście cieszyli się tą powieścią i wyciągnęli z niej wszystko to co możliwe, to musicie pamiętać, że jest to obyczajówka. Nie kryminał, powieść historyczna czy romans lecz powieść obyczajowa, ze wszystkimi jej wadami i zaletami. Teraz pewnie uniesiecie brwi  i spytacie : wadami? Otóż tak "Dom sekretów" ma wady a najważniejszą z nich jest brak pędzącej na łeb na szyję akcji. Oczywiście "coś" się tutaj dzieje, są zwroty i zakręty, jednak dużo jest też opisów, wątków pobocznych i dialogów, które zdecydowanie odbiegają od tematu. Ja akurat lubiłam te, w większości zabawne, dygresje ale rozumiem jeśli ktoś chce jak najszybciej przejść z punktu a do d to takie odskocznie mogą denerwować. 

"Dom sekretów" jest drugą książką autorki i z czystym sumieniem muszę przyznać, że podobała mi się bardziej niż poprzednia. Nadal uważam iż Pani Bieniek musi popracować nad stylem, by stał się bardziej dojrzały, jednak widać już tendencję zwyżkową. Czytając naprawdę świetnie się bawiłam, zagadkę rozwiązałam tuż przed samym końcem, a bohaterowie wydawali się sympatyczni i zabawni. Dziś w dobie lockdownów, covidów i wszelkiego rodzaju plag piekielnych potrzebujemy właśnie takich powieści ... czegoś zabawnego, z pazurem i łatwego do przyswojenia. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki i wierzę, że będzie jeszcze lepsza. W końcu trupów w szafie historii jest naprawdę wiele.  


Tytuł : "Dom sekretów"

Autor : Natalia A. Bieniek

Wydawnictwo : Prószyński i S-ka

Data wydania : 20 sierpnia 2020

Liczba stron : 448

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
 


https://www.proszynski.pl/
 
A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

"Chłpiec na szczycie góry" John Boyne

"Chłpiec na szczycie góry" John Boyne

 Z niektórych rzeczy, które robimy jako dziecko, jesteśmy dumni.Niektóre przynoszą nam wstyd. Jednak czy jako dorośli ludzie jesteśmy w stanie zapomnieć o tych złych, niegodnych czynach, których się dopuściliśmy i pamiętać tylko dobro? Czy też ten wstyd zostanie z nami do końca życia i będzie prześladować nas zarówno w nocnych koszmarach jak i na jawie? Właśnie na to pytanie stara się odpowiedzieć Boyne w swojej książce "Chłopiec na szczycie góry". Z autorem tym miałam już do czynienia wcześniej. Jego powieść "Chłopiec w pasiastej piżamie" niezwykle mnie poruszyła. Przypuszczam, że Boyne byłby w stanie wykrzesać emocje nawet z kamienia. Ta powieść to potwierdziła.Pokusa władzy i umiejętność kontrolowania umysłów (szczególnie młodych ludzi) jest mrożącym krew w żyłach świadectwem tego, jak ktoś taki jak Hitler mógł dojść do władzy. Chociaż książka ta została napisana jako powieść dla młodych dorosłych, zawiera lekcję dla nas wszystkich.

 

 
Gdy mały Pierrot zostaje sierotą, musi opuścić swój dom w Paryżu i rozpocząć nowe życie ze swoją ciotką Beatrix - służącą w zamożnej austriackiej rodzinie. Jest rok 1935, a II wojna światowa zbliża się wielkimi krokami. Miejsce, do którego trafia chłopiec nie jest zwykłym domem, bowiem jest to Berghof, rezydencja Adolfa Hitlera.
Pierrot szybko zostaje wzięty pod skrzydła Hitlera i wrzucony do coraz bardziej niebezpieczny nowy świat: świat terroru, tajemnic i zdrady, z którego nigdy nie będzie w stanie uciec… 

 


Pierrot to młody chłopak, którego matka jest Francuzką, a tata Niemcem.  Od najmłodszych lat żył na pograniczu dwóch kultur. Jego ojciec, rozgoryczony przegraną swojego kraju w Pierwszej Wojnie Światowej stał się alkoholikiem, matka stara się wypełnić lukę po "nieobecnym" rodzicu. Jest pomostem pomiędzy kulturą tych co zwyciężyli a tymi przegranymi. Najlepszym przyjacielem Pierrota jest Anshel, głuchoniemy, żydowski chłopiec. Kiedy zarówno ojciec jak i matka naszego bohatera umierają (jedno zabite przez pociąg, drugie na gruźlicę) Pierrot zostaje przygarnięty przez swoją ciotkę, która pracuje jako gospodyni w jednej z kwater Hitlera, w Berghof. Przed wyjazdem chłopiec obiecuje swojemu przyjacielowi, że będzie do niego pisał, i przenigdy nie zapomni tego co ich łączyło. Jak tylko dojeżdża na miejsce poddany zostaje powolnemu procesowi indoktrynizacji. Ponieważ boi się odrzucenia, postanawia robić to czego oczekują od niego dorośli. Boyne doskonale rozpracował sposób w jaki pracuje umysł dziecka Byśmy mogli się prawidłowo rozwijać potrzebujemy miłości, stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Zazwyczaj to wszystko zapewniają nam rodzice. Lecz co się dzieje, kiedy opiekunowie odchodzą? Sieroty zazwyczaj są zamknięte w sobie, agresywne i bardzo podatne na manipulację. Za miłość i ciepło są w stanie zrobić wszystko. Boją się odrzucenia i opuszczenia. Hitlerowcy bardzo często zabierali małych chłopców (i rzadziej dziewczynki) z domów rodzinnych i umieszczali ich w specjalnych ośrodkach, gdzie robili z nich "żołnierzy Rzeszy", całkowicie oddanych Hitlerowi podwładnych. Podobne indoktrynacja dokonywała się w domach dziecka. Na przykładzie naszego bohatera możecie zobaczyć jak dokładnie przebiegał ten proces prania mózgu. Pierrot, któremu zmieniono imię na bardziej aryjskie Pieter, szybko porzucił "chłopca" , którym kiedyś był dla ideału nazisty, którym miał się wkrótce stać. Dopuścił się ciężkiego grzechu pychy, uważając, że jest lepszy od innych. Szybko zapomniał o rodzinie, przyjaciołach i wszystkich tych, którzy zrobili dla niego coś dobrego. Lata wojny mijały a Pieter stawał się coraz bladszą kopią samego siebie. Stał się młodym człowiekiem przeświadczonym o tym że to właśnie ​​Hitler musi kształtować świadomość narodową i eliminować narastające  konflikty wewnętrzne.  Fuhrer  stał się jego bogiem. Jeszcze wtedy nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie to będzie miało konsekwencje. 


Książka jest bardzo dobrze napisana i gładko ponieważ przenosi czytelnika w miejsce i czas, o którym nigdy nie powinniśmy zapomnieć.  Jest doskonałym  wprowadzeniem do wydarzeń z Drugiej Wojny Światowej. Uwielbiałam to jak autor tu i ówdzie przemycał do powieści nazwiska znane z historii. Należy pamiętać, że "Chłopiec na szczycie góry" jest skierowana do młodszych czytelników, dzieci która mogły jeszcze nie słyszeć o II Wojnie. Z pewnością kiedy przyjdzie czas nauki o tym okresie historycznym, będą oni świadomi nazw i miejsc. Pierrota poznajemy jako 7-latka, jednak od samego początku wydaje nam się on dojrzalszy. Nie ma się jednak czemu tutaj specjalnie dziwić. Nie jest niczym nowym, że dzieci osierocone przez rodziców dorastają i dojrzewają szybciej. Czasami to jak mówił nasz bohater, bardziej pasowało do nastolatka niż do niewinnego chłopca. Czytając podziwiałam autora za to, że podjął się ogromnego ryzyka tworząc protagonistę, który jest zdecydowanie antagonistyczny. Dzieci lubią czytać o bohaterach dobrych i walecznych, cnotliwych i lubianych. Pierrot nie posiadał żadnej z tych cech. Ja jako dorosły czytelnik wiedziałam do czego zmierza autor i wierzyłam w to, że uda mu się przekonać do swojego pomysłu nawet tych najmłodszych. Ważne jest abyśmy nauczyli się myśleć nieszablonowo. 

Moim zdaniem każda książka, która zmusza czytelników do zadawania pytań, jest ważna i potrzebna. "Chłopiec na szczycie góry" zdecydowanie porusza i skłania do myślenia. Pierrot jest uosobieniem poniżenia, udręki i rozpaczliwej potrzeby odkupienia Niemiec jako kraju, który po I wojnie światowej stanął w obliczu traktatu wersalskiego. Nic dziwnego, że obywatele Niemiec poczuli potrzebę stosowania tak agresywnych metod. Nasz bohater nie tylko się zatraca, ale staje się potworny dla ludzi, których w normalnych okolicznościach traktował by z szacunkiem.  To dzięki "badaniu" jego charakteru możemy zobaczyć, jak ludzie w społeczeństwach zmieniają swoje słabości w coś bardzo niebezpiecznego, ustanawiając politykę i podejmując decyzje w nielogiczny sposób. 

 

Droga głównego bohatera jest smutna i niepokojąca. Utrata niewinności i wzrost nienawiści są doskonale przedstawione i wywołują w czytelniku rozpacz. Chociaż akcja powieści rozkręca się powoli to jednak ilość dyskusji, które może zapewnić młodym czytelnikom, jest warta czekania. Porusza wiele ważnych kwestii takich jak przyjaźń, śmierć, zastraszanie, utratę niewinności, walkę o to, co słuszne i naukę znajdowania własnej drogi pomimo otaczających Cię złych sił.„Chłopiec na szczycie góry” jest dobrym, ale niepokojącym spojrzeniem na ludzki umysł, by dostrzec jak krucha  jest niewinność i jak łatwo możemy zostać zepsuci i oślepieni. Zdecydowanie polecam najmłodszym, młodszym oraz ich rodzicom. Do rodzinnej dyskusji.

 

Tytuł : "Chłopiec na szczycie góry"

Autor : John Boyne

Wydawnictwo : Replika

Data wydania : 15 marca 2017

Liczba stron : 272

Tytuł oryginału :  The Boy At The Top Of The Mountain 

 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :


https://replika.eu/

 

"Estera.Królewska piękność" Angela Hunt

"Estera.Królewska piękność" Angela Hunt

Moje pierwsze spotkanie z panią Angelą Elwell Hunt odbyło się przeszło dziesięć lat temu. To właśnie wtedy przeczytałam jej niesamowitą książkę-biografię o Marii Magdalenie. Od tamtej pory jak tylko autorka opublikowała coś nowego to z ciekawością po to sięgałam. Dlatego jak tylko dostałam możliwość zrecenzowania najnowszej książki Hunt, to ani chwili się nie wahałam. Wiedziałam, że tak doświadczona twórczyni mnie nie zawiedzie. Dodatkowym bodźcem do przeczytania tej powieści była sylwetka głównej bohaterki. Postaci biblijne fascynowały mnie od zawsze, szczególnie kobiety, które w czasach starożytnych choć sprowadzone przez mężczyzn do roli przedmiotu bądź też ozdoby, w rzeczywistości miały bardzo wiele do powiedzenia. W Internecie krąży filmik o Darth Maulu, jednym z bohaterów sagi "Gwiezdnych wojen", który odwiedza harem i wybiera sobie kochankę. Umieszcza ją we wspaniałym pałacu i odwiedza wtedy kiedy zapragnie pobaraszkować. Jednak ich upojne noce nie są związane jedynie z fizyczną przyjemnością. Dziewczyna w pięknych słówkach sączy w uszy Maula jad i motywuje go do działania, chce by zabił ostatniego Jedi. A po co to piszę? Co prawda Estera nie ma nic wspólnego z filmami science fiction jednak jest kolejnym doskonałym przykładem kobiety, która dzięki swojej inteligencji, mądrości oraz urodzie była w stanie zmanipulować potężnego mężczyznę. Tylko czy ta historia wydarzyła się naprawdę, czy podobnie jak "Gwiezdne wojny" jest tylko wymysłem ?

Opowieść o pięknie, które kruszy twarde serca tyranów.
I o kobiecej sile, która musi pokonać zamieszkujące w nich demony.
Beztroskie życie Hadassy kończy się, kiedy zostaje porwana do haremu króla Kserksesa. Młoda Żydówka w jednej chwili traci wszystko – wolność, rodzinę, a nawet imię. By ukryć swą prawdziwą tożsamość, nazywa siebie Esterą.

Postać Estery, oraz jej historia, inspirowały twórców od lat. Malował ją Rembrandt i Lievans, pojawiała się w amerykańskich superprodukcjach i brazylijskich miniserialach. Mało tego, zasłużyła sobie na osobną księgę w Biblii, świętej księdze, czytanej od pokoleń przez miliardy ludzi. Można więc śmiało powiedzieć, że Estera nie jest postacią anonimową. Ja osobiście na temat tej królowej wiedziałam bardzo mało. Z lekcji religii pamiętałam, że była żydówką i wygrała konkurs na żonę dla króla Persji, który oddalił swoją dotychczasową małżonkę za niesubordynację. Obiło mi się również o uszy, że to dzięki niej naród Żydowski został uratowany, gdyż udało jej się ubłagać męża do cofnięcia dekretu jednego ze swoich doradców, który dawał możliwość pozbawiania życia wyznawców judaizmu. Jak tylko dowiedziałam się, że Angela Hunt postanowiła napisać cykl i odważnych i walecznych biblijnych bohaterkach, to wiedziałam że to będzie coś dobrego. Cieszę się, że to właśnie Estera została wybrana jako pierwsza, bo z pewnością jej losy są jednymi z najbardziej poruszających i ściskających za serce. 
Nie da się ukryć (zresztą wystarczy spojrzeć na dołączoną do książki bibliografię), że autorka zadała sobie dużo trudu by zweryfikować wszystkie informacje, które zawarła w swojej książce. Biblia jest książką, którą wieki temu napisali ludzie i choć uznawana jest za pismo natchnione przez Boga, tak często bardzo trudno jest dotrzeć do tego co w niej jest prawdziwe a co wymyślone. Dlatego też Hunt korzystała z innych dostępnych materiałów by uwiarygodnić swoją historię. Zamiast napisać typową biografię, postanowiła ją sfabularyzować. Moim zdaniem był to zabieg bardzo udany, który sprawił że po tę powieść sięgnie szersze grono czytelników. Dobrze wiem, że nie każdy lubi czytać książki popularnonaukowe, do których zaliczają się biografie, jednak fikcja historyczna cieszy się uznaniem. Dlatego cieszę się, że autorka połączyła dobre z pożytecznym, rozrywkę z nauką. 

Postać Estery, już od pierwszych kartek mnie zafascynowała, szczególnie że możemy się jej przyjrzeć zarówno "od środka" jak i z dystansu. W powieści jest bowiem dwóch głównych narratorów, wypowiadająca się w pierwszej osobie Estera,  wychowywana przez wuja (żydowskiego urzędnika) nastolatka, oraz jeden z najważniejszych na perskim dworze eunuchów. Dzięki tej dwutorowej narracji jesteśmy w stanie jednocześnie poznać uczucia dziewczyny, jej myśli i motywacje oraz zobaczyć jak była postrzegana przez innych, co o niej myślano. 
Czasy, w których rozgrywa się akcja "Estery" nie były może piekłem na ziemi dla kobiet, jednak zdecydowanie nie należały do najłatwiejszych. Przedstawicielki płci pięknej, choć mogły same chodzić po ulicach, robić zakupy i spotykać się z przyjaciółkami, tak naprawdę były własnością mężczyzny. I to nie jednego a dwóch : opiekuna oraz króla, do którego należało wszystko w Persji. Xerkses mógł rozporządzać życiem wszystkich swoich podwładnych. Choć Estera była już po uroczystości zaręczyn, kiedy tylko wydane zostało rozporządzenie  o dostarczeniu do króla wszystkich pięknych dziewic, słowo dane jej przyszłemu mężowi, przestało być w mocy. Dziewczyna została dostarczona do królewskiego haremu, gdzie miała już zostać do końca swoich dni, bez względu na to czy przypadnie władcy do gustu. Jak mówią historycy, Estera miała szczęście, gdyż została faworytą a po kilku zaledwie tygodniach, królową. Pomyślcie jednak o innych dziewczynach, które zostały uwięzione w pałacu. Nie miały ani możliwości powrotu do rodziny ani szansy na łaskę króla. Miały do końca swoich dni siedzieć z innymi nieszczęśliwymi kobietami w zamknięciu, czekając na cud. 

Estera, przynajmniej w oczach Hunt, była wspaniałą, odważną i niezwykle inteligentną kobietą. Nie często spotyka się ludzi, którzy są gotowi poświęcić swoje życie dla większego dobra. Estera znała swojego męża, wiedziała że jest porywczy i niczego się nie lęka, wiedziała jak potraktował swoją poprzednią królową, widziała jak zabijał wrogów a nawet przyjaciół. Jednak wiedza ta nie przeszkodziła jej w tym, by wyjść mu naprzeciw i postawić swoje żądania, choć groziło to śmiercią. Muszę przyznać iż podziwiam Esterę. Sama często się boję pójść do mojego szefa i wytknąć mu błędy, choć przecież wiem że zrozumie. Nie jestem w stanie postawić się w roli tej młodej dziewczyny, która wprost z biednej żydowskiej chaty, weszła na perskie salony i stanęła za tronem najpotężniejszego króla ówczesnego świata, by stamtąd manipulować jego decyzjami. Lekturę zdecydowanie polecam, zarówno zwolennikom historii jak i romansów. Naprawdę warto.


Tytuł : "Estera.Królewskie piękno"
Autor : Angela Hunt
Wydawnictwo : Znak Literanova
Data wydania : 9 marca 2019
Liczba stron : 416
                                                Tytuł oryginału : Esther: Royal Beauty



Tę oraz wiele innych powieści historycznych znajdziecie na półce księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/
 
 
 

"Dom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta" Łukasz Krzyżanowski

"Dom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta" Łukasz Krzyżanowski

     Łukasz Krzyżanowski, w nagrodzonej książce "Dom, którego nie było" opowiada o losach społeczności żydowskiej przed i powojennego Radomia. Ta obszerna praca doktorska, to doskonałe studium polskiej mentalności, na przykładzie zamkniętej i dość hermetycznej społeczności. Radom to miasto gdzie przed wojną ludność żydowska stanowiła jedną trzecią populacji. W wyniku działań wojennych ponad 30 000 ludzi zmuszonych było do opuszczenia własnych domów. Część z nich została zamordowana, części udało się przeżyć i wrócić do powojennego miasta. Jednak to już nie był ich dom, to nie byli ich sąsiedzi. Miasto i jego mieszkańcy stali się obcy, a nazwa "dom" straciła swoje symboliczne znaczenie. 

Czytelnicy szybko się zorientują, że mają do czynienia z pracą naukową. Jest ona co prawda wspaniale i szczegółowo udokumentowana, zawiera spisane historie prawdziwych ludzi oraz piękne zdjęcia i ilustracje, jednak nadal jest zbiorem faktów, danych i statystyk. Z jednej strony czuć, że autor (pomimo swojego młodego wieku) jest zafascynowany tematem społeczności Żydowskiej, z drugiej choć skupia się na jednostce ludzkiej, ma ciągoty do podpierania się liczbami. Zwykły
czytelnik, nawet ten najbardziej zainteresowany tematem, nie będzie w stanie sprostać przyswojeniu takiej ilości danych na raz.  Dlatego uważam, że książka jest raczej lekturą uzupełniającą dla studentów historii niż literaturą faktu dla amatorów . Choć w sumie, może warto się skusić chociażby dla tych pięknych zdjęć i wzruszających historii?

Z książki tej jasno wynika, że Polacy (z góry przepraszam za generalizowanie) są narodem nie dość, że antysemitów to jeszcze rasistów. W Radomiu przed wojną żyło kilkadziesiąt tysięcy Żydów, jednak tylko mały procent z nich zajmował stanowiska publiczne lub zaliczał się do tak zwanej "inteligencji". W rękach ludności żydowskiej znajdowały się za to : handel, adwokatura i zawody związane z medycyną. Czy uważacie, że człowiek który był zdolny skończyć prawo i założyć własną kancelarię, nie nadawał się do pełnienia funkcji publicznych? Oczywiście, że nie. To jego sąsiedzi, bogobojni chrześcijanie, utrudniali mu karierę polityczną. I tak już było przed wojną. Kiedy na teren Radomia wkroczyły wojska niemieckie sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu i na jaw wyszły wszystkie nasze wady. A dlaczego? Gdyż teraz urąganie, poniżanie, zastraszanie a często i przemoc wobec żydów był usankcjonowane prawnie. Zmieniły się normy społeczne i tym samym mogliśmy ukazać nasze prawdziwe oblicze.  Nie lubiliśmy Żydów ani "Żydokomuny", baliśmy się wszystkiego co niechrześcijańskie a zarazem obce, a z drugiej strony zazdrościliśmy wyznawcom judaizmu łatwości z jaką przyswajali wiedzę, ambicji oraz wytrwałości w dążeniu do celu. 

Już w pierwszych tygodniach po zakończeniu II Wojny Światowej, Żydzi, szczególnie Ci umieszczeni w okolicznych obozach pracy, zaczęli wracać do domów. Jednak domów tych już nie było. Co prawda miasto nie zostało zniszczone w wyniku działań wojennych jednak opuszczone przez izraelitów kamienice i domy, znalazły nowych lokatorów . Często zdarzało się, że w oknach powiewały te same firanki, w pokojach stały te same meble a na stołach błyszczała porcelanowa zastawa, tylko właściciel był teraz inny, polski, chrześcijański.
Z początku powracający z niewoli czy (w późniejszych latach) z emigracji próbowali za wszelką cenę odzyskać dawne życie, wrócić do wspólnoty w której się wychowali by razem ze swoimi bliskimi leczyć rany. Jednak z braku miejsca zamieszkania i w wyniku doświadczania przykrości a często i brutalnej siły od swoich niegdysiejszych najbliższych sąsiadów, decydowali się na ucieczkę. 
Część z nich kierowała swoje kroki do niemieckich obozów tymczasowych, gdzie czekali na możliwość wyjazdu na Zachód czy do Stanów Zjednoczonych. Część wybrała drogę na Wschód, do nowo powstałego państwa Izrael. Tylko nieliczni z ocalałych Żydów zdecydowali się pozostać w Radomiu. Potworzyły się skupiska semickiej ludności, które połączyła wspólna przeszłość. Jednak nigdy nie udało im się odrodzić przedwojennej społeczności. Wpływ na to miało wiele czynników. Po pierwsze, ocalałych Żydów w Radomiu była zaledwie garstka, po drugie dawni liderzy i inteligencja nie przeżyli wojny lub skompromitowali się pracą w judenracie. Po trzecie, przebywający w powojennym mieście Żydzi, działali w trudnych, antysemickich warunkach, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem. Niedaleko Radomia, w Ostrowie Mazowieckim, władze miasta wpadły na pomysł, znakowania obywateli wyznania mojżeszowego, choć nigdy nie doszło to do skutku sama idea była przejawem skrajnego antysemityzmu. Żydzi mieli również ograniczony dostęp do szkolnictwa wyższego, a w okresie powojennym w niektórych miastach organizowane były pogromy. To wszystko sprawiało, że społeczność Żydowska żyła w własnych, zamkniętych "gettach" i powoli się kurczyła. 

"Dom, którego nie było" to brutalna książka, która ukazuje czytelnikowi suche fakty jednak nie pozbawiona jest komentarzy i swojego rodzaju oceny. Widać, że autor piętnuje zachowanie Polaków w stosunku do obywateli żydowskich. Choć nie jest to powiedziane wprost, ze stron bije smutek i rozczarowanie. To książka nie tylko pełna dat i nazwisk. To również podsumowanie historii narodu i jednostki, którym przyszło żyć w niesprzyjających czasach. Smutna choć niestety prawdziwa. Polecam przeczytać. Ku przestrodze. 

Tytuł : "Dom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta"
Autor : Łukasz Krzyżanowski
Wydawnictwo : Czarne
Data wydania : 21 lutego 2018
Liczba stron : 376


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

 
Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger