Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farba. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 listopada 2012

Włosomaniaczka???

Nigdy specjalnie nie przejmowałam się swoimi włosami. Przez wiele lat nosiłam krótkie fryzury, przy których nie musiałam wiele robić. Ich umycie, wysuszenie i ułożenie zajmowało mi kilka minut. Jedyne co mnie denerwowało to to, że za szybko rosną i trzeba co chwila biegać do fryzjera (lub do mamy). Jednak czasami miałam już dosyć tej samej fryzury i próbowałam zapuścić włosy. Niestety rzadko udawało mi się osiągnąć cel. Zapuszczanie z całkiem krótkich włosów to jakaś masakra. Te wszystkie etapy "przejściowe", milion spinek we włosach itd. skutecznie mnie zniechęcały. Ale tym razem mi się udało. Włosy są już takiej długości, że do ich spięcia w kucyk nie używam spinek w ogóle. W zapuszczaniu pomógł mi też Biotebal, dzięki któremu włosy rosną na pewno szybciej.
Teraz wyglądają tak:
Pozostawione same sobie:
 Po wyprostowaniu:

 Moje włosy nie miały kontaktu z nożyczkami od 1,5 roku, farbuję je góra co 1,5 miesiąca a mimo to są w bardzo dobrym stanie. Nie rozdwajają się ani się wyglądają jak "siano" na mojej głowie. To wszystko zasługa mojej pielęgnacji. Używam różnego rodzaju masek, odżywek, olejków itd. Do tego staram się nie suszyć ich suszarką (chociaż jest to nieuniknione, bo same schną około 3 godzin) oraz nie prostować (robię to tylko na szczególne okazje). Kiedyś do pielęgnacji i modelowania włosów używałam tylko trzech produktów: szamponu (byle jakiego, byle by się dobrze pienił), odżywki (i to sporadycznie, głównie po farbowaniu) i gumy do ich ułożenia. Teraz lista tych kosmetyków jest o wiele dłuższa. A znajdują się na niej:
Jeśli chodzi o kolor, to jak już pewnie zdążyłyście zauważyć często go zmieniam. Kilka dni temu farbowałam kolorem Jasny Złoty Brąz. To farba z Avonu:
 To zdjęcie chyba najlepiej oddaje ich kolor (na tych powyżej wyszły zbyt rude i jasne):

Stopniowo będę używała coraz to jaśniejszej farby, bo chciałabym wrócić do blondu. Nie tak jasnego jak wcześniej ale jednak blond to kolor, w którym czuję się najlepiej.
Moje zapuszczanie nadal trwa. Mój cel to włosy co najmniej do łopatek. Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało :*

czwartek, 2 lutego 2012

Marion - szampon koloryzujący

Do szamponów koloryzujących w saszetkach zraziłam się już kilkanaście lat temu, kiedy to jako nastolatka na blond włosy nałożyłam sobie szampon w kolorze miedzianym. Wyszło mi coś potwornego, kolor chwycił mi tak nierównomiernie, że postanowiłam już nigdy nie używać tego typu specyfików do farbowania.  Ale jak to mówią "nigdy nie mów nigdy". Saszetkę Marion w kolorze kasztanowym kupiłam już kilka miesięcy temu. Miałam wtedy krótkie włosy w kolorze blond i zapragnęłam jakieś drastycznej zmiany. A że wszyscy odradzali mi tak ciemny kolor, szampon wylądował na dnie szuflady. W grudniu przefarbowałam włosy na rudo i gdy po 3 tygodniach kolor stał się już strasznie wyblakły a nie chciałam jeszcze używać farby postanowiłam zaryzykować. Wygrzebałam z szuflady szampon i przystąpiłam do koloryzacji :D Szampon nakłada się na umyte mokre włosy, ma konsystencję i kolor sosu czekoladowego do lodów a do tego pachnie gumą do żucia. Super co nie ? Ponieważ miałam dziwne obawy, że kolor nie chwyci mi wcale lub prawie wcale dla pewności trzymałam szampon na włosach przez 45 minut. Po tym czasie zmyłam go.... a raczej próbowałam. Zużyłam hektolitry wody zanim zorientowałam się, że woda nie zacznie spływać zupełnie czysta (przecież to szampon nie a nie farba !!!). Wytarłam włosy w stary ręcznik, wysuszyłam i doznałam szoku. Kolor wyszedł nie dość, że bardzo intensywny (piękny !!) to na dodatek na całej długości równomierny. Pomyślałam sobie super, w takim razie już zawsze będę używała saszetek zamiast farby. Mój entuzjazm opadł przy wieczornym prysznicu, gdy wystarczyło lekko zmoczyć włosy, żeby po moich plecach zaczęła spływać ciemnobrązowa woda. Nie wyobrażam sobie, jaki ubaw na ulicy mieli by ludzie gdybym wyszła z domu w deszczowy dzień bez parasola albo gdybym wybrała się na basen. Niestety woda nawet po kilku myciach włosów nadal spływała ciemnobrązowa. Włosy od momentu farbowania myłam już około 11 razy. Kolor jest już ledwo widoczny, ale nadal jest. Nie zmył się do końca (mi to pasuje, bo nadal mi się podoba). Jeśli jednak chcecie przefarbować włosy "tylko na chwilę", to radzę  trzymać szampon na włosach krócej. Choć nie wiem czy i to zagwarantuje Wam, ze zmyje się on całkowicie.

Włosy przed farbowaniem:
Włosy po farbowaniu:
 Włosy po 11 myciach:

 Nie wiem czy jeszcze kiedyś sięgnę po tego typu produkt. Ta spływająca z włosów farba przez tak długi czas jest jedynym ale zarazem ogromnym minusem tego szamponu.
Cena około 3zł.

środa, 14 grudnia 2011

Joanna Naturia - "Jesienny liść"


Rude włosy to było moje marzenie już od dawna. Nigdy jednak nie miałam odwagi się przefarbować na taki właśnie kolor. Za namową kilku koleżanek w końcu się odważyłam. Pomyślałam sobie "raz kozie śmierć". Mój wybór padł na farbę do włosów firmy Joanna. Używałam farb tej firmy już wiele razy. Za każdym razem byłam zadowolona z efektów farbowania. Kolor "chwytał" równomiernie i był intensywny. Wahałam się pomiędzy dwoma kolorami: "jesienny liść" i "płomienna iskra".  Nakładając farbę na dosyć jasny blond, bałam się, że "płomienna iskra" wyjdzie mi zbyt "marchewkowa". Kupiłam więc tą drugą. Kolor wyszedł naprawdę rewelacyjny, choć spodziewałam się, że będzie odrobinę jaśniejszy (może się "spierze" i będzie idealny). Podobnie jak w przypadku innych odcieni, których wcześniej używałam i tym razem kolor wyszedł bardzo równomiernie, jednocześnie nie tworząc efektu sztucznego hełmu na głowie. Kolor jaki wyszedł oceńcie sami:

Jeśli chodzi o stan moich włosów po farbowaniu, to po nałożeniu odżywki (niestety nie dołączonej do opakowania) są miękkie i puszyste. 
Z efektów farbowania jestem naprawdę zadowolona. Następnym razem jednak skuszę się na tą "płomienną iskrę".
Cena farby to około 6zł.
Polecam!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...