Witajcie Dziewczyny!
Dzisiaj znowu zajmiemy się pielęgnacją, dla odmiany dawno nie widzianą na blogu pielęgnacją twarzy. Krem Hydrogenic od Dr Ireny Eris otrzymałam dawno temu, jeszcze na czerwcowym spotkaniu blogerek, ale z racji tego, że używam go tylko kilka razy w tygodniu (z dwóch powodów, o których później), chciałam się wstrzymać z recenzją do czasu, kiedy będę miała możliwość przetestować go w różnych warunkach.
Szczerze powiedziawszy po raz kolejny przekonuję się, że pora roku bardzo mocno wpływa na odbiór niektórych kosmetyków, a moja skóra albo w końcu zaczyna sygnalizować swoje potrzeby, albo ja nauczyłam się lepiej je odczytywać. Dzisiaj więc opowiem Wam szerzej o kremie aktywnie nawilżającym na noc z serii Hydrogenic od Dr Ireny Eris.
Szczerze powiedziawszy po raz kolejny przekonuję się, że pora roku bardzo mocno wpływa na odbiór niektórych kosmetyków, a moja skóra albo w końcu zaczyna sygnalizować swoje potrzeby, albo ja nauczyłam się lepiej je odczytywać. Dzisiaj więc opowiem Wam szerzej o kremie aktywnie nawilżającym na noc z serii Hydrogenic od Dr Ireny Eris.
Producent o produkcie:
Weźcie proszę pod uwagę, że tego produktu używam stosunkowo nieregularnie, bo około dwóch razy w tygodniu (tylko na noc), ze względu na to, że mam go u mamy. Z tego względu recenzja ta może nie być tak pełna, jak recenzja produktu, używanego codziennie. Mimo wszystko odkąd go mam, miałam okazję używać go nie tylko w kratkę, ale i przez około dwa tygodnie ciągiem (codziennie), a ponadto używałam go zarówno latem, jak i zimą.
DZIAŁANIE: Po raz pierwszy użyłam tego produktu latem. Wtedy, mimo zachwytu nad zapachem i konsystencją, nie byłam do końca zadowolona z jego działania. Krem jak najbardziej spełniał swoje zadanie i bardzo mocno nawilżał skórę, ale dla mnie było to wtedy zbyt dużo. Musicie wiedzieć, że moja cera ma w zwyczaju regować na nadmierne nawilżenie nadmierną produkcją sebum, co w konsekwencji prowadzi do tego, że świecę się jak latarnia, a wszelkie podkłady znacznie skracają swój żywot i estetyczny wygląd.
Podczas upałów, moja cera nie potrzebowała aż tak silnego nawilżania, jednak wraz z nastaniem sezonu grzewczego (taaak, tak długo korzystam z tego produktu!) wszystko się odwróciło i moja cera nagle zaczęła mnie raczyć suchymi skórkami i miejscowymi przesuszeniami (warto tutaj wspomnieć, że od września używałam prawie codziennie kremu z 5% zawartością kwasu migdałowego, co również mogło mieć wpływ na to, że moja cera stała się nagle spragniona). Teraz - zimą - moja cera potrzebuje zdecydowanie większego nawilżenia, niż w pozostałe miesiące i - jak nigdy - bardzo docenia każdą dawkę nawilżenia, jaką jej sprezentuję. W tej chwili na co dzień korzystam z kremu nawilżającego z Oeparol dla cery mieszanej, który doraźnie jest całkiem niezły (choć ciągle jeszcze wyrabiam sobie o nim zdanie), ale te dwa razy w tygodniu z wielką radością sięgam po Hydrogenic, który zapewnia mojej twarzy prawdziwy zastrzyk nawilżenia. Po jego użyciu moja cera jest szalenie mięciutka i baaardzo mocno nawilżona. Widzę jednak, że jej to pasuje, tym bardziej, że teraz - w przeciwieństwie do okresu letniego - krem bardzo szybko się wchłania. Nie zauważyłam, żeby spotkały mnie jakiekolwiek nieprzyjemności związane z używaniem tego kremu - nie zanotowałam wzmożonego wysypu, ani zatykania porów, a to dla mnie szczególnie ważne. Ponadto suche miejsca, a przede wszystkim suche skórki albo zniknęły, albo zostały mocno ograniczone, dzięki czemu powoli mogę wrócić do mojego ukochanego podkładu mineralnego, z którego musiałam zrezygnować na czas tej suszy.
Podejrzewam, że szczególnie zadowolone z tego kremu - i to być może bez względu na porę roku - mogłyby być osoby z suchą cerą.
Podejrzewam, że szczególnie zadowolone z tego kremu - i to być może bez względu na porę roku - mogłyby być osoby z suchą cerą.
KONSYSTENCJA: Hydrogenic ma bardzo specyficzną konsystencję - mimo, że wygląda jak krem, to w dotyku jest trochę jak skrzyżowanie żelu z budyniem. Jest bardzo lekki, ale odczuwalnie treściwy.
KOLOR/ZAPACH: Krem jest biały i pachnie bardzo ładnie, wydaje mi się, że trochę kwiatowo. Jest to dość intensywny zapach, ale nie jest on dla mnie w żaden sposób drażniący. Na noc jest idealny, ponieważ należy raczej do tych relaksujących, niż do pobudzających.
OPAKOWANIE: Produkt otrzymujemy zapakowany w ładny biało-niebieski kartonik, a właściwie to dwa kartoniki. Ten, w którym jest krem, jest zwyczajnie biały, a na niego jest nałożona kolejna kartonikowa "okładka". Wszystko zapakowane jest jeszcze w folię, więc wiadomo, że nikt nie macał przed nami produktu. Sam krem umieszczono w szklanym metaliczno-niebieskim słoiczku o zawartości 50ml. Wizualnie całość bardzo mi się podoba! Wygląda elegancko i ekskluzywnie, w dodatku po odkręceniu wieczka, ukazuje nam się jeszcze plastik, zabezpieczający krem. Jedyne co bym sobie darowała, to to podwójne opakowanie. Wiadomo, że wygląda to ładnie i elegancko, ale nikt (poza blogerkami ;)) nie trzyma kartoników po kremach, więc szkoda marnować dwa razy tyle papieru.
WYDAJNOŚĆ: Trudno mi obiektywnie ocenić wydajność tego produktu, ze względu na to, że używam go dość rzadko (przypominam - 2 razy w tygodniu) w porównaniu do jego przeznaczenia, dlatego zostawię tę kwestię nierozstrzygniętą. Myślę jednak, że wydajność jest na dobrym poziomie, biorąc pod uwagę to, że używam go mniej więcej od lipca, czy sierpnia. Mimo to nie będę się upierać ;)
CENA/DOSTĘPNOŚĆ: ok.80zł; dostępne w sklepie internetowym Eris oraz niektórych drogeriach/perfumeriach - na pewno widziałam tę serię w Super-Pharm, ale możliwe, że dostaniecie ją również w Sephorze i Douglasie;
SKŁAD:
CZY KUPIĘ PONOWNIE: Na razie nie, ale właściwie przede wszystkim dlatego, że nie potrzebuję zbyt często tak mocnej dawki nawilżenia. Krem skończy mi się pewnie wraz z końcem sezonu grzewczego, dlatego mam czas na zastanowienie co najmniej do czasu kolejnej zimy.
Podsumowując:
+ solidna dawka nawilżenia;
+ nie zapycha;
+ uczucie miękkości i jędrności skóry;
+ przyjemny, relaksujący zapach;
+ treściwa konsystencja;
+/- cena;
+/- nie na każdą porę roku (nie dla mojej cery, ale cery suche powinny być uszczęśliwione)
Ostatecznie jestem bardzo zadowolona z tego kremu, ale gdybym oceniała go tylko na podstawie wrażeń z lata, to z pewnością ta recenzja nie byłaby tak pochlebna. Dla mnie jest to, bądź co bądź miła nauczka i wskazówka, żeby odpowiadać przede wszystkim na konkretne potrzeby cery aktualne na daną chwilę, a nie kierować się tylko i wyłącznie jej rodzajem. Czasami trzeba drążyć metodą prób i błędów, tym bardziej cieszę się, że ta próba była jednak udana, pomimo ciężkich początków.
Czy używałyście kremów z serii Hydrogenic? Jakie są Wasze wrażenia? Jakie macie zdanie na temat nawilżania cery, pomimo jej wyraźnej niechęci? W końcu to tak uniwersalna i podstawowa czynność, że aż wierzyć się nie chce, że odpuszczenie sobie nie przyniosłoby większych szkód... ;)
K,