Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coldplay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coldplay. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 września 2012

Niekosmetycznie: Coldplay put a smile upon my face ;)

Cześć Dziewczyny!

Część z Was z pewnością już wie, że w środę miałam wielką przyjemność zobaczyć na żywo jeden z moich ulubionych zespołów, czyli Coldplay! Jednak do tej pory jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że postanowiłam przelać nieco swoich wspomnień w tym miejscu! :)

źródło:  http://www.coldplay.com/newsdetail.php?id=1082
Przede wszystkim, to nie był pierwszy koncert na jakim byłam i do tej pory byłam przekonana, że to, co Metallica robi na koncertach z kawałkiem One, to jest jedyne słuszne mistrzostwo świata. Dzisiaj już wiem, że pierwsze miejsce musi być ex aequo ;) To, co chłopaki z Coldplay wyprawiali na koncercie w Warszawie, zarówno muzycznie, jak i z całą imponującą oprawą, naprawdę zasługuje na podziw! Ale po kolei!

MUZYCZNIE
Jeśli chodzi o repertuar (ale to drętwo brzmi w kontekście TAKIEGO koncertu ;)), uważam, że chłopaki zagrali naprawdę spójny i świetny koncert. Nie wymieniłabym chyba żadnego kawałka, każdy był na swoim miejscu. Oczywiście zagrali praktycznie wszystkie swoje najważniejsze kawałki, jak choćby In My Place, The Scientist, Yellow, Viva La Vida czy Speed Of Sound, z czego nie sposób się nie ucieszyć, tym bardziej, że Coldplay słucham nie od dziś i to przede wszystkim optymistycznymi Yellow i In My Place, a także rozbrajającymi The Scientist i Fix You zdobyli sobie moje serce. 

Jeśli już polubię jakiś zespół, to jestem wobec niego bezkrytyczna. I dobrze mi z tym. Bo naprawdę podoba mi się każda jedna z coldplay'owych płyt, a najnowsza - Mylo Xyloto -  niezmiennie wprawia mnie w dobry nastrój i po prostu szalenie przyjemnie mi się jej słucha. Z tego też powodu, przed koncertem przestudiowałam ją wzdłuż i wszerz. Ku mojej radości na Narodowym usłyszałam wszystkie najlepsze, moim zdaniem, kawałki z tego krążka, w szczególności moją ulubioną kołysankę (to dla mnie najlepsze określenie, nic tylko się wyciszyć i pobujać do snu ;)) Us Against The World. Oczywiście chłopaki zagrali również wszystkie dotychczasowe single z MX, w tym również ostatni - Princess of China z wizualizacją Rihanny na dwóch, czy trzech telebimach ;)


Wiem, że mnóstwo osób podchodzi sceptycznie do ostatniego ich wydawnictwa, ale powiem Wam coś - jeśli tylko z tego powodu nie poszliście na koncert, to macie czego żałować! I zapewniam Was, będziecie żałować do końca życia! :P

Ktoś gdzieś kiedyś napisał, że Coldplay jest zespołem, który fantastycznie sprawdza się na dużych scenach i nagrywa kawałki, które aż się proszą o odśpiewanie ich na stadionach. Takie, które niemal pretendują do miana hymnów. Tak też było z charakterystyczną "przyśpiewką" ("ooo..." ;] kto zna ten kawałek, nie powinien mieć problemów z rozpoznaniem, o który fragment mi chodzi ;)) w Viva La Vida. Nie dość, że cały Stadion śpiewał, ile sił było w płucach w trakcie koncertu, to śpiewaliśmy ten swoisty "hymn" również po koncercie stojąc w kolejce do wyjścia, a także idąc sobie w stronę Centrum Mostem Poniatowskiego. Wrażenia niezapomniane! :)


Jeśli chodzi o wykonanie - rewelacja! Moim zdaniem Martin na żywo brzmi nawet lepiej niż na płytach, na tyle, na ile to w ogóle jest możliwe! Niesamowity głos, niesamowity żywioł, emocje na dłoni i fantastyczny kontakt z publicznością - tak w skrócie można go opisać! Zresztą cały zespół grał tak, że nawet największemu sztywniakowi nóżki się po prostu same by się uginały i gibały (Król Julian byłby dumny!;)). Nawet nie wiem, kiedy przestałam zwracać uwagę na ludzi wokół mnie, koncentrując się tylko na muzyce i na tym co widziałam wokół siebie (patrz: oprawa!).

Można by się czepiać, że czegoś tam nie zagrali, ale mi nie brakowało żadnego kawałka i jedynym, który przychodził mi do głowy po dłuższym zastanowieniu był Shiver. I tylko to. Resztę zaczęłam rozważać dopiero wczoraj, przesłuchując kolejny raz starsze płyty. Nadal jednak twierdzę, że wszystko było na swoim miejscu, a proporcje między starymi a nowymi kawałki były świetnie zachowane.


WIZUALNIE
O tym mogłabym się rozpisywać długo i namiętnie, bo oprawa koncertu, to było po prostu coś pięknego, nie wiem tylko, czy nie zanudziłabym Was tym na śmierć. Poza tym, żeby to poczuć, trzeba było tam być.

Mogę Wam jedynie powiedzieć, że po wejściu na Stadion, każdy uczestnik koncertu otrzymywał specjalne bransoletki, które miały w środku diody, które cudownie migały w trakcie koncertu we wspólnym rytmie. To był piękny i szalenie imponujący widok widzieć na około siebie cały stadion migających kolorowych diodek. Zarówno na płycie, jak i na caluteńkich trybunach. Morze światełek! Był też deszcz konfetti, wycinanego w różne kształty, m.in. M i X, dokładnie takie, jak na okładce Mylo Xyloto :) Chwilami trudno było zobaczyć cokolwiek, co się działo kilka metrów dalej, ponieważ ten "deszcz" był wypuszczany chyba z każdego punktu technicznego na płycie stadionu. Efekt nieziemski!


Poza tym mnóstwo laserów, trochę fajerwerków, mnóstwo balonów, zwłaszcza tych żółtych, wypuszczonych w trakcie Yellow <3 I mnóstwo innych, równie neonowych atrakcji! No i chłopaki, którzy wyrastali nagle między publicznością w różnych miejscach, grając kolejne kawałki...

Jestem absolutnie zadowolona i zachęcam Was do przeglądania filmików na YouTube, żebyście choć trochę mogły/mogli nacieszyć oczy, a ja zostawiam Was z kilkoma moimi marnymi zdjęciami, a po te lepszej jakości i lepiej oddające klimat odsyłam na CGM - http://www.cgm.pl/galeria,25397,15.html

Stay tuned, niedługo znowu wrócimy do recenzji ;)
K.


Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast