W tym roku postanowiłam tworzyć maleństwa bez okazji... Do pudełka... Do wykorzystania w przyszłości, bo przecież fajnie jest mieć zapas takich maleństw już wyhaftowanych, wyprasowanych, gotowych... I tylko jak przyjdzie okazja (a na pewno przyjdzie) dokładasz tylko oprawę i fruuu...
Nie wiedziałam za bardzo jak te hafciki nazwać i tu pozwolę sobie na "kradzież". Przeglądając Wasze blogi trafiłam do Susan z bloga Hafty i marzenia... do spełnienia i Ona tak fajnie nazwała takie twory... Nakiedysie :)
No czyż nie jest to jak najbardziej akuratna nazwa?
Tak, więc... Proszę Państwa oto moje styczniowe Nakiedysie...
Wzorki pochodzą z moich zapasów gazetkowych, które namiętnie kupowałam na początku swojej znajomości z haftem (no bo przecież zachwycało mnie wszystko ;)). Nadszedł, więc wreszcie czas aby te zbiory wykorzystać.
Babeczka różowa powstała na kanwie 18ct a błękitna na 16ct. Różnica w wielkości widoczna poniżej...
I tak sobie poszły do pudełeczka. A ja całkiem zadowolona jestem, bo taki słitaśny zestaw wyszedł... a co z niego powstanie to się w bliższym lub dalszym czasie okaże ;)
A Wy robicie Nakiedysie czy raczej wolicie haftować na bieżąco???
***
Nawet nie wiecie jak rosłam gdy czytałam Wasze komentarze dotyczące moich kartkowych wypocin. Forma CAS to zdecydowanie mój styl. Nigdy nie będę warstwić, ozdabiać i bogacich moich kartek, bo po prostu tego nie potrafię (z zazdrością patrzę na Wasze cuda). Poza tym haft krzyżykowy to moja miłość nr1, więc jak mam jakieś fundusze na wydanie na hobby to oczywiście pójdą na hafcikowe przydasie a nie papierkowe. Tym bardziej, więc się cieszę, że nie posiadając zaplecza przydasiowego mogę stworzyć coś, co się spodoba. Duża buźka dla Was :*
Anna Iwańska - dziękuje za powitanie w zabawie. Pomysł na ostatnie karteczki nie jest mój a pochodzi z niezawodnego Pinteresta. Częstuj się dowoli :)
Jarzębinowa - kurcze... no cieszę się jak dziecko ;)
Agata Baran - jemiołą i ja się zachwycam ;)