Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podroze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podroze. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 kwietnia 2016

niekosmetycznie w obrazkach... tajlandzkie plaze :)

Poniewaz plaze sa zawsze obiektem zainteresowania, rozumiem... kazdy ma inne priorytety jezeli chodzi o urlop... postanowilam pokazac pare tych tajlandzkich. Tym trudno odmowic uroku, choc wiadomo te najbardziej popularne oblepione sa turystami. Z tego co slyszalam teraz jeszcze bardziej niz te pare lat temu. Przy organizowanych wycieczkach radze unikac duzych grup i wybierac male... wybor jest naprawde spory. Na wyspy polozone blizej czasami lepiej wynajac takiego plywajacego tuk-tuka. W AoNang mozna bylo oficjalnie (nie zeby nam potem taki zwial i zostawil na wyspie) ... wykupic caly dzien i bylam transportowana tam gdzie chcialam. Pan byl mily i mial konska cierpliwosc. 

Ponizej na zdjeciu to chyba najbardziej znana plaza na Ko Phi Phi czyli Maya Bay. Tu na 100% beda milony ludzi. Ja bylam tam wczesnym rankiem, bylo jeszcze przyjemnie ale po jakims czasie pojawialo sie coraz wiecej statkow i potem mamy klimat jak w Miedzyzdrojach w sezonie. Plaza sama w sobie nie jest duza i jest poniekad atrakacja sama w sobie... tam nic innego nie ma, wiec te miliony ludzi placza sie potem w ta i z powrotem i zaleguja na piasku... czesc pewnie troche rozczarowana, bo oczekiwali kulisow jak na filmie. No coz... life is brutal.


Opcja dla lubiacych szybkosc to oczywiscie speedboot... ja takim wybralam sie miedzy innymi na Bamboo Island. Bajkowa okolica i praktycznie pusta plaza. Oprocz nas byla jeszcze jedna motorowka i pare tuk-tukow (oczywiscie te lodki nazywaja sie inaczej ale zaadoptowalam nazwe z pojazdow na kolkach... dla ulatwienia sobie zycia).
Tego typu wyspy to raj dla nurkujacych, snorklujacych, plazowiczow, milosnikow jasnego piaseczku i turkusowego morza. Cisza i spokoj... idealnie mozna naladowac baterie. Lagodne zejscie do krystalicznie czystej wody i praktycznie brak fal... mozna siedziec i ogladac muszelki ;)
Plaza z drobniutkim piaseczkiem, skalkami i drzewami na skraju dla tych co im bedzie za duzo slonca. Na wyspie nie ma resortow ani hoteli... nie ma tez zadnych dodatkowych szalonych atrakcji ale sama w sobie warta jest odwiedzenia, chocby dla tych widokow.


Prawde mowiac nie pamietam juz wszystkich wysp ktore odwiedzilam (m.in. Tup, Chicken, Poda) ale naprawde w rejonie Krabi/AoNang jest tego sporo. Bralismy paroosobowe wycieczki albo przy plazy wykupowalismy przewozy na ktoras z okolicznych. Mozna przez dwa tygodnie codziennie na innej plazy siedziec i wiekszosc z nich jest cudna.
Takie plaze mozna w sumie spotkac wszedzie i wiekszosc z nich jest pusta... natur pur. Tu nie ma co liczyc na lezaczki i parasole ale nie ma tez natretnych masazystow czy innych sprzedawcow pierdol, ktorych swiat nie potrzebuje.

    Wiele plaz pojawia sie dopiero w momencie odplywu, tak jak ma to miejsce przy wyspie Tup. O ile plaze sa cudne i woda czysciutka, to w wodzie sezonowo sa dosc wredne male meduzy, ktore potrafia wywolac uczulenie. Tak trafilo slubnego... nie sa jakos bardzo grozne ale wiadomo, kto lubi swedzaca wysypke.
Wiekszosc wycieczek na w swojej ofercie lunch dla gosci i pod dostatkiem wody do picia, wiec o to nie trzeba sie martwic. Nikomu nie grozi smierc glodowa na jednej z bezludnych wysp ;). Czesto maja tez maski i pletwy, wiec mozna sobie poogladac podwodny swiat, ktory tu jest wyjatkowo piekny i latwo dostepny... bez schodzenia w glab. Wiele wysp ma zatoczki z cudna szmaragdowa woda.
Na obu powyzszych zdjeciach i na ponizszym to jest juz plaza (w trakcie przyplywu) w okolicy AoNang... i widok na wode z Railay Beach.


 Z tym, ze jakby nie bylo i co juz wiele razy powtarzalam... szerokosc plazy zalezy od przyplywow i odplywow. To nie sa plaze czesane grzebyczkiem... to jest natura. Jezeli komus zalezy na kilkudziesieciu metrach wyczesanej plazy i lezaczkow w rzadku... to najlapiej jak pojedzie do np. Rimini albo Zlotych piaskow.


Im dluzej patrze na te zdjecia tym bardziej nie moge sie doczekac urlopu :)


czwartek, 25 lutego 2016

niekosmetycznie w obrazkach... Tajlandia milosc od pierwszego spotkania

 W Tajlandii po raz pierwszy bylam w 2008 roku. Jak tam lecialam to w sumie nie wiedzialam czego sie spodziewac. Plaze, palmy, slonie, dzungla... kolory, zapachy... co prawda wtedy ciagle jeszcze bylo mozna spotkac miejsca, ktore spustoszylo tsunami ale jakby nie bylo skutki takiej katastrofy nie znikaja tak szybko. Nawet jezeli kiedykolwiek jeszcze dojdzie do takiej sytuacji, teraz juz chyba wszyscy wiedza jak nalezy sie wtedy zachowac a do tego istnieja systemy alarmowe. Tragedie moga i zdazaja sie wszedzie... nie zmienia to faktu, ze Tajlandia jest pieknym i ciekawym krajem wartym odwiedzenia.


 W odroznieniu od balijczykow tajowie sa w wiekszosci buddystami. Buddyjskie swiatynie sa bardziej kolorowe, posagi Buddy wielkie i zlote. Religia nie jest tu tak wszechobecna jak na Bali ale mimo wszystko trudno ja przeoczyc ;)

Ja widzialam tylko niewielki skrawek tego zielonego i barwnego kraju ale to co widzialam zachwycilo mnie do tego stopnia, ze obiecalam sobie, ze jeszcze tam wroce. Musze tylko poczekac do wrzesnia i tym razem bedzie to wyspa Ko Samui. Wtedy wybralam region Krabi i moge go jak najbadziej polecic. Natomiast Phuket i Pattaya to miasta, ktore lepiej omijac szerokim lukiem. Te najbardziej znane, zatloczone i sciagajace glownie seks turystow nie oddaja uroku tego kraju.


 Ao Nang jest niewielkim miasteczkiem, skladajacym sie z jednej glownej ulicy i paru bocznych ale w sumie mamy tu wszystko czego turysta potrzebuje. Co prawda plaza jest dluga i szeroka ale nie jest to taka, ktora zachwyca piaskiem i nadaje sie do plazowania. Za to idalnie nadaje sie do spacerow albo dla tych co lubia pobiegac. W okolicy jest wiele innych pieknych plaz, wiec kazdy znajdzie cos dla siebie.
W miasteczku mamy roznej klasy hotele... male i duze, w sumie kazdy znajdzie cos dla siebie. Wiekszosc z nich polozona jest w pewnej odleglosci od plazy, wiec mozna spokojnie spac. Ogolnie w tym rejonie plaze sa dla wszystkich, wiec nawet resorty polozone przy plazy maja baseny i lezaki na terenie hotelowym, na plaze wychodzi sie przez furtke i kazdy moze z niej korzystac. My wtedy zdecydowalismy sie na maly resort z bungalowami pochowanymi w mini dzungli i lazienka na dworze. Sniadanie przynoszono praktycznie pod nos, basen byl przewaznie pusty i jego chlodna woda to bylo cos wspanialego po kolejnym intensywnym dniu.
 Nie nalezy zapominac, ze tak jak w przypadku Bali i innych panst, ktore polozone sa nad oceanem, tak samo tutaj mamy duze przyplywy i odplywy. Czyli plaza potrafi miec parenascie metrow albo raptem jeden lub dwa. To nie karaiby, wiec rzadko gdzie znajdziemy jasny piaseczek i turkusowa wode. Chyba, ze na wyspach ale o tym bedzie innym razem.


 Z miejsc w ktore warto sie wybrac. Jest takich pare i to nie tylko buddyjskie swiatynie ale tez stworzonych przez nature.
A jak juz mowa o dzungli, to koniecznie trzeba wybrac sie do Blue Lagoon... juz sam spacer przez las jest niesamowitym przezyciem. Maszeruje sie po kladkach, wieksza czesc tego terenu jest zalana woda... slodka woda. Po druzszym spacerze dochodzi sie do laguny o niesamowitym kolorze wody, ktora jest przyjemnie chlodna, bo oczywiscie mozna sie tam kapac. Piekne miejsce i chyba nigdzie nie spotkalam (na wolnosci) tyle przeroznych kolorowych motyli.
Kolejnym ciekawym miejscem byly gorace zrodla. Tez ukryte w lesie skalne tarasy z woda, ktorej temperatura siegala +38 stopni. Dla ochlody mozna bylo wspoczyc do rzeki, do ktorej splywala woda. Ta w rzece miala calkiem normalna temperature... ogolnie przy ponad 30 stopniach dookola i dosc duzej wilgotnosci powietrza, jest to interesujace przezycie.


Warto wybrac sie na splyw kajakami, wtedy mamy taka troche bardziej dzika Tajlandie wokol. Z wezami na drzewach, z przeroznymi gatunkami malp a wszystko to mozna spokonie ogladac z wody.

Wszystkie wycieczki kupilismy w lokalnych biurach podrozy. Wybor jest spory i mozna znalezc takie, ktore beda nam pasowac. Ceny sa do siebie zblizone ale mimo wszystko warto przegladnac ulotki i nie brac pierwszej lepszj wycieczki. Na okoliczne wyspy mozna dostac sie wodnymi tuk-tukami, czyli typowymi lodkami z motorami od aut. Glosne ale praktyczne. Mozna sobie taka lodke z obsluga wynajac na caly lub na pol dnia i wozi nas od wyspy do wyspy, na kazdej dajac nam tyle czasu ile chcemy. Na dalej polozone wyspy warto wybrac sie speed boatem. Wiekszosc tych wypraw ma zawsze lunch lub obiad wliczony w cene.
 
Jedna z bardziej znanych miejsc jest wyspa Jamesa Bonda, ktora swoja nazwe zawdziecza udzialowi w jednym z bondowych filmow. Charakterystyczna jest ta maczuga wystajaca z wody. Plynie sie tam przez las mangrowy takim troche wiekszym tuk-tukiem jak widac na powyzszym zdjeciu. Po drodze mijamy muzelmanskie miasteczko polozone na wodzie. Oczywiscie mozna sie tam zatrzymac, my tam bylismy na obiedzie.
Przerozne formacje skalne, tunele i malowidla sprzed setek lat, z tego co pamietam mozna tam tez nurkowac a w wielu miejscach snurkowac.
Te kolory... za intensywna zielen, kolor wody i blekit nieba. Tajlandia to idealne miejsce na to zeby odpoczac i naladowac baterie. Dla tych co lubia aktywnie spedzac urlop i dla tych, ktorym do szczescia wystarcza plaza.
Tam gdzie ja bylam czulam sie bardzo bezpiecznie. Uwazac trzeba bylo tylko na malpy, bo te zyja tam nie tylko w poblizu swiatyn ale tez wszedzie tam gdzie sa drzewa i mimo, ze nie sa tak bezczelne jak te przy swiatyniach, to jednak jak je cos zainteresuje to potrafia to ukrasc i lataj potem za nimi po drzewach ;)

I  cos na co sie ciesze to sa owoce, najlepsze na swiecie banany, ananasy i mandarynki. Moje podstawowe pozywienie. Ogolnie tajskie jedzenie mi bardziej pasowalo niz balijskie... bez problemu mozna sie zywic w garkuchniach. Dla mnie jedynym problemem jest popularna w Tajlandii trawa cytrynowa, ktorej ja nie cierpie ale to drobnostka. 

***

To byloby tyle slowem wstepu, na pewno pojawi sie jeszcze jeden tajlandzki post... beda wyspy, plaze i jeszcze pare moich wspomnien. Na pewno nie sa takie szczegolowe jak te balijskie ale moze kogos zainteresuja.

piątek, 12 lutego 2016

niekosmetycznie w obrazkach... balijskie swiatynie :)

Jak juz pisalam Bali to wyspa tysiaca swiatyn. I spotkac mozna je na kazdym kroku. Balijczycy bardzo powaznie podchodza do swojej religi i jest ona centralna czescia ich zycia. O ile praktycznie cala Indonezja jest muzelmanska, tak na Bali mamy balijska odmiane hinduizmu. Co prawda swoje korzenie ma ich religia w indyjskim hinduizmie, to z biegiem czasu rozwinela sie i znalazly sie w niej elementy buddyzmu oraz lokalne wierzenia. W koncu zostala uznana za osobna religie - Agama Tirtha, religia Swietej Wody.


Kazdy dzien rozpoczyna sie i konczy skadaniem ofiary, koszyczki spotykamy na kazdym rogu, czesto na srodku chodnika. Ponad 200 swiat w ciagu roku i sa one na tyle wazne dla kazdego mieszkanca Bali, ze wtedy maja wolne i nie musza pojawic sie w pracy. I jest to calkiem oczywiste i nikogo nie dziwi. Dekorowane sa wtedy cale domy, wsie i oczywiscie swiatynie... tak wiec typowy dzien balijczyka uplywa na wypelnianiu przeroznych obrzedow, ktore nie zmienily sie od stuleci. 


Wieczna walka miedzy dobrem a zlem i proba utrzymania tego w rownowadze. Dobro reprezentuje Sanghyang Widi Was, po przeciwnej stronie mamy przerozne demony. W swiatyniach najczesciej spotykamy Brahme (stowrzyciela), Wisznu (bog utrzymujacy swiat) i Śiwę (niszczyciela) ale oprocz tego spotykamy bostwa urodzaju, zywiolow. 


Nasz przewodnik a wlasciwie wszyscy trzej opowadali nam wiele o tradycjach i rytualach... rownie dobrze moglabym napisac ksiazke, bo trudno to strescic w paru slowach. Dlatego wlasnie Bali jest niesamowicie interesujacym miejscem a balijczyczy bardzo chetnie opowiadaja o swojej wyspie. Jezeli chodzi o swiatynie to wiadomo ani nie jest to mozliwe ani nie trzeba zobaczyc wszystkich ale jest pare, ktore na pewno warto odwiedzic.

Pura Goa Lawah to swiatynia nietoperzy, nazwana tak przez tysiace zwierzakow, ktore zamieszkuja jaskinie znajdujaca sie przy swiatyni. Ogolnie poswiecona jest ona bostwu zwiazanemu z morzem, nietoperze nie naleza do zwierzat, ktore maja jakies specjalne znaczenie. Ceremonie odbywaja sie na terenie swiatyni albo na placu znajdujacego sie po drugiej stronie ulicy i polozonego w poblizu plazy.


Pura Besakih to swiatynia matka... najwazniejsza ze wszystkich i jest to wlasciwie kompleks przeroznych swiatyn. Od tych glownych poswieconych bostwom, po rodzinne i tu wielkosc zalezy od zamoznosci rodziny. Polozona jest na stoku wulkanu Agung na wysokosci okolo 100 m n.p.m


My przyjechalismy razem z przewodnikiem, wiec nie mielismy zadnych problemow. On kupil bilety i oprowadzil nas po calym kompleksie. Latanie po tych schodkach bylo dosc meczace, mimo wysokosci bylo delikatnie mowiac cieplo. Problemem bywaja roznego rodzaju naciagacze, ktorzy korzystaja z niewiedzy turystow i usiluja im wcisnac, ze potrzebuja miejscowych przewodnikow, jezeli chca bezproblemowo poruszac sie co calosci. Nie jest to prawda, jedynie nie wolno nam wchodzic na teren poszczegolnych swiatyn, oczywiscie w wielu z nich odbywaja sie przerozne ceremonie.


Jedna z wyzej polozonych o rzadziej odwiedzanych przez turystow jest czesc poswiecona Shiva. Tam tez trafilismy na mnicha, ktory nie mial za wiele do roboty i odprawil dla nas (dla mnie i slubnego) mala ceremonie, to bylo dosc interesujace przezycie. Normalnie nie przychodzi sie do swiatyni z pustymi rekami, koszyczek z darami nalezy miec ze soba a ze my nie mielismy, to dostalismy koszyczki od mnicha, co wiazalo sie z pewna oplata ale to wszystko bylo tak sympatyczne i nienchalne, ze nie mialam zadnego problemu. Z czegos w koncu musza zyc ;)


To co moze jeszcze (dla nas europejczykow) wydac sie niezbyt pasujace do swiatyni, to ze tak powiem pozostalosci po uroczystosciach, ktore przewaznie laduja gdzies pod murem miedzy swiatyniami. Jak juz pisalam na insta wygladalo to jakby piorun piznal w smieciare a potem przeszlo tornado. No coz... taki urok.


Taman Ayun Temple to swiatynie polozone w piekny parku. Co prawda na teren swiatyni nie mozna wejsc ale nawet gdy przejdzie sie spacerem dookola, to mozna podziwiac typowy wyglad i starannosc wykonania poszczegolnych elementow.


Tanah Lot to kolejna swiatynia i jest jedna z bardziej znanych, przez to nie ma co liczyc na spokoj i niewielka ilosc ludzi. Jest to miejsce znane z pieknego zachodu slonca i to sciaga niesamowite ilosci turystow. Do tego u podnoza swiatyni jest zrodelko, ktorego woda ma wg tubylcow cudowne wlasciwosci. Swiatynia zostala zbudowana w XVI w.


Mnie zachwycily fale, ktore z niesamowita moca rozbijaly sie o skaly i mimo, ze proceder ten trwa juz setki lat, to swiatynia stoi na swojej skale tak jak stala... bez uszczerbku, wiec moze cos w tym faktycznie jest ;)


Ostatnia z tych znanych, ktore chcialam pokazac to Ulan Danu Batan Tempel. Pieknie polozona na brzegu jeziora i normalnie otoczona woda ale wtedy gdy ja bylam (czyli pod koniec wrzesnia) to poziom wody w jeziorze byl dosc niski. Pora deszczowa zaczyna sie w pazdzierniku. Z woda czy bez dla mnie bylo to miejsce warte odwiedzenia, kazda z tych swiatyn ma swoj urok.


Goa Gajah to juz mniej znana swiatynia poswiecona mojemu ulubionemu hinduskiemu bostwu Ganeshy.


Odwiedzilismy tez wiele innych swiatyn, ktore znalazly sie na naszej drodze. Wiekszosc z nich jest bardzo podobnie zbudowana, roznia sie szczegolami. Zbudowane ze skaly wulkanicznej, smoliscie czarne... sa czesto centrum spotkan nawet wtedy gdy nie ma zadnych uroczystosci.


Seria balijskich postow powoli zbliza sie do konca. Mam nadzieje, ze w ogole komus przyda sie to co tu pokazalam i opisalam. W planach mam jeszcze jeden post, pojawi sie za jakis czas. 

 

poniedziałek, 1 lutego 2016

niekosmetycznie w obrazkach... balijskie plaze :)

Dzis mam dla was temat moze srednio ekscytujacy ale za to bardzo malowniczy. Plaze na Bali sa dosc specyficzne ale kazda jest na swoj sposob piekna. Te na poludniu sa dlugie, szerokie i z zoltym piaskiem. Polnocne maja tez czarny piasek ale o tych niestety nie moge wam wiecej powiedziec. Nie nalezy zapominac, ze ocean ma to do siebie, ze przyplywy i odplywy decyduja o tym czy mamy plaze i jak szeroka. To samo dotyczy gebokosci. Dlatego warto sie zasnanowic, czy chcemy resort przy plazy. Owszem pieknie to wszystko wyglada ale przez dwa tygodnie mozna miec w ciagu dni plytka sadzawke.
Pierwsza z plaz, ktore odwiedzilam, znajdowala sie w Sanur. Ta moglam obserwowac najczesciej. Woda byla czysta... dno piaszczyste i przyjazne z tym, ze sporo bylo miejsc trawa morska. Plywac i tak sie nie dalo. Plaza w Sanur jest chroniona przez falochron, przez co na ma fal ale z drugiej stronie przy odplywie, ktory trwa wiekszosc dnia woda cofa sie i stracila ponad metr na wysokosci. Dla rodzin z dziecmi idealna sprawa... lagodny brzeg i plytka ciepla woda.
Na powyzszym zdjeciu z lewej strony mamy przyplyw, jedyny moment gdzie wygladalo to jak moze a nie spokojne jezioro. Plaza byla piekna, szeroka i przewaznie pusta.
A tak wygladal odplyw, piasek jest jeszcze mokry. Tu widac tez roznice w wysokosci. W poblizu drzew/palm staly lezaki z parasolami. Czesc nalezala do hoteli, czesc do knajp... ale wszedzie mozna bylo sie ulozyc, czasami za oplata a czasami wystarczylo kupic cos do picia lub jedzenia... dodatkowo mamy wtedy dostep do internetu.
Niska woda sprzyjala wedrowkom. Przewaznie siegala tak do kolan i mozna bylo bez butow chodzic, w morskiej trawie, ktora jest dosc ostra, sa porobione sciezki. Oprocz roznego rodzaju rybek, ktore byly dosc szybkie, mozna bylo spotkac przerozne rozgwiazdy. Niestety tam gdzie sa skalki sa tez jezowce a na te lepiej uwazac. Male kolorowe krabiki pojawialy sie przy odplywie.


Crystal Bay to jedna z najpiekniejszych plaz ale nie znajdziemy jej na Bali a na nieduzej wyspie Nusa Penida lezacej w poblizu, okolo godziny katamaranem. Tu mamy to czego wiele osob oczekuje po Bali ale zapomina, ze to wulkaniczna wyspa a te maja specyficzne plaze. Takie z bardzo jasnym prawie bialym, drobniutkim piaseczkiem mamy tam gdzie w wodzie sa rafy koralowe.
Na szczescie nie ma na Crystal Bay hoteli, dzieki temu naprawde ma sie wrazenie, ze jest sie w raju. Oprocz osob z mojej wycieczki, paru miejscowych i kilku lodek z nurkami... nie bylo nikogo. Na plazy wsrod palm czekaly na nas lezaki, zadaszone miejsca w cieniu... duzo miejsca i spokoj.


Plaza bajkowa ale ocean nieobliczalny. Jak juz pisalam, fale zalamuja sie tam gdzie dno "nabiera" glebokosci i potrafia przewrocic a przy tym pociagnac po pokruszonych koralach, co jest srednio przyjemne. Do tego mocny prad ciagnie na otwarta wode. Nie powiedzialabym, ze sa to plaze przyjazne dzieciom.


Do tego nalezy pamietac, ze rafy koralowe sa pod ochrona i nie wszedzie mozna wejsc do wody. Zdecydowanie idealne miejsce dla tych, ktorzy lubia spedzac czas na cieplym piasku w cieniu palm.

Ja spedzilam tam cudowny dzien, do tego 13 rocznice slubu. Wrazenia niezapomniane... tam naprawde mozna naladowac baterie i oddac sie blogiemu nierobstwu ale oprocz tego mozemy poplywac z maska i rurka i podziwiac podwodny swiat albo wybrac sie w glab wyspy na spacer. Niedaleko plazy znajduje sie tradycjna wioska.
Snoorkowanie (co to za slowo hehe...) to bylo cos dla mnie, na nurkowanie nie mam odwagi. Maski, rurki i pletwy byly przygotowane przez organizatora. Warto wyplynac lodka pare metrow w morze, to tez zapewnil organizator, przy brzegu fale na tyle mieszaja wode, ze jest dosc metna i widocznosc jest slaba. Natomiat kawalek dalej mamy juz piekne widoki, takze dla tych nienurkujacych. Przy okazji moglam przetestowac mojego wodoodpornego Canona, jak na moje potrzeby jest super.


I jeszcze pare podwodnych obrazkow.
Ostatnia plaza, ktora chcialam wam pokazac jest ta w Kucie. Mniej wiecej na tej samej wysokosci co Sanur ale po drugiej stronie. Kuta to jak juz pisalam w poprzednim poscie raj dla surferow. Plaza sama w sobie niesamowicie szeroka, dluga i na swoj sposob piekna. Z tym, ze z masowa iloscia roznego rodzaju handlarzy, ktorzy potrafia byc dosc upierdliwi. Do tego Kuta jest dosc spora a to oznacza duza ilosc turystow. Na szczescie plaza jest na tyle orgomna, ze to nie przeszkadza.


Brzeg jest plaski, nieplywajace osoby moga sie spokojnie pomoczyc ale plywajace tez nie poplywaja... chyba, ze na desce.


Wieczory na plazy bywaja chlodne. Czesto wieje dosc zimy wiatr, ktory tez ma wplyw na fale. Wtedy sa jeszcze piekniejsze.


Najbardziej znane sa zachody slonca na plazy w Kucie. Wtedy zbieraja sie jeszcze wieksze ilosci ludzi jak w ciagu dnia. I faktycznie sa to niesamowite widoki, cos pieknego. Spektakl kolorow...
... pomarancz, plynne zloto, szarosci. A gdy slonce schowalo sie za horyzontem...
... pozostawialo bajkowa aure w przeroznych odcieniach rozu. Tak... dla tego zachodu zdecydowanie warto odwiedzic plaze w Kucie.