Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą srocze wymianki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą srocze wymianki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 lipca 2014

Rock & Republic Powder... z bliska :)


Nazwa Rock & Republic wielu osobom nie powie nic... innym moze kojarzyc sie z ubraniami. Firma znana glownie w stanach. I oczywiscie po raz pierwszy zobaczylam te kosmetyki u Urbi. Slinotoku dostalam natychmiast jak tylko zobaczylam opakowania. I bardzo bylam ciekawa co to za cuda. Niestety dostepnosc w Europie zerowa i dlatego bardzo mnie to ucieszylo, jak w urbankowych darach losu znalazlam wlasnie ten puder.


 Puderniczka co prawda nalezy do tych, ktore moga sluzyc do samoobrony ale mi sie niesamowicie podoba polaczenie czerni i srebra... cacuszko :)


 Zawartosc to 9g wiec calkiem przyzwoicie... kolor ktory mam to Chiffon.


 Jest to dosc neutralny bez, idealny do torebki... w celu dokonania poprawy lub przymatowienia noska, ewentualnie jak pisalam wyzej w celu samoobrony.


 Puder jest bardzo drobno zmielony, dobrze dopasowuje sie do skory. Dlatego wlasnie dla mnie jest to idealny puder do poprawek. Puderniczka ma lusterko, co tez sie przydaje.


Bardzo sie z tym produktem polubilam i chetnie bym przyjrzala sie innym probuktom ale raczej nie ma na to szansy. W kazdym badz razie ciesze sie, ze moge ten puder pouzywac. Smuteczek bedzie jak sie skonczy ale moze wtedy znajdzie sie cos innego na otarcie lez ;)


poniedziałek, 14 lipca 2014

Laura Mercier tusz, ktory podobno wydluza i pogrubia ;)

Zeby nie bylo za kolorowo, dzis bedzie o tuszu, ktory dla mnie jest delikatnie mowiac fatalny. Z tym, ze nie nalezy zapominac, ze jest to moja opinia i jak to przewaznie bywa... nie oznacza to, ze tusz jest zly, tylko po prostu nie jest dla mnie. Dlatego tez nie nazwe go bublem, bo o dziwo w sieci ma calkiem dobre opinie i prawde mowiac trudno mi uwiezyc, zo mowa o tym samym produkcie. 


 Nie mialam nigdy wczesniej do czynienia z tuszami tej firmy i prawde mowiac bylam bardzo ciekawa. Kosmetyki Laura Mercier maja dobre opinie i myslalam, ze uda mi sie z tym tuszem zaprzyjaznic.


Szczoteczke ma dosc dziwna o dosc trudnym do zdefiniowania ksztalcie, bo nie jest ona plaska... okragla tez nie jest, takie troche nie wiadomo co. Takie szczoteczki bywaja swietne ale tu cos mi nie pasuje i to nie tylko balagan we wloskach ;)



Bo wloski jak widac ma dosc dlugie i zmierzwione, artystyczny nielad. Poniewaz tusz ma pogrubiac i wydluzac to pewnie jakis cel w tym jest ale ja go nie potrafie znalezc.



No i co tu duzo mowic, jak dla mnie to na szczoteczke nabiera sie zdecydowanie za duzo tuszu. Musialam ja sobie czyscic, co wiadomo nie wplywa dobrze na sam tusz. Wiadomo... ja kocham suche tusze ale ten nawet jakby dojrzal (o ile dojrzeje) to nie bedzie mial odpowiedniej dla mnie konsystencji.



Szczotka jest dosc spora, choc to akurat nie stanowi problemu. Natomiast to co robi z moimi rzesami owszem. Jak wygladaja aktualnie moje rzesy to wiecie i nawet jezeli to bylo juz jakis czas temu (w trakcie mojej przerwy), to mimo wszystko wygladaly one swietnie. Na ponizszym zdjeciu mam jedna warstwe... i wyglada to dosc rozpaczliwie. Nie pomaga zadne czesanie ani nalozenie drugiej warstwy, z kazda kolejnna czynnoscia, ktora ma wlasciwie poprawic ten smetny efekt, uzyskuje cos zupelnie odwrotnego. Zdecydowanie mnie ten tusz nie lubi ;)


Darowalam sobie ta walke z wiatrakami i powrocilam do moich sprawdzonych tuszy. Tak troszke mi szkoda i mam opory przed sprobowaniem innego z tej firmy, wiec pewnie sobie odpuszcze.


niedziela, 6 lipca 2014

drogeryjny tusz, ktory podbil moje serce ;)

Pomijajac, ze oczywiscie moje rzesy wyhodowane na odzywkach sa po prostu takie jak powinny byc... a nawet wygladaja lepiej niz sie spodziewalam ale ten tusz przebil wszelkie moje oczekiwania. I z miejsca awansowal na mojego ulubienca jezeli chodzi o tusz na dzien. W ogole nie mialabym pojecia, ze cos takiego istnieje gdyby nie Urbi. Bo jak widzicie jest to amerykanska wersja firmy Covergirl ale dobre dusze mi doniosly, ze u nas ten tusz jest dostepny u MaxFactor i jest to Clump Defy. Szczoteczka jest taka sama i ksztalt opakowania, tylko nasze jest fioletowe.


Dzis jednak skupie sie na tym Covergirl Clump Crusher, bo ten uzywam juz od jakiegos czasu... namietnie i codziennie, wiec moge na jego temat cos powiedziec.


Cos co mi sie bardzo podoba w amerykanskich tuszach drogeryjnych to sposob w jaki sa zapakowany. Nie wiem dlaczego nasze europejskie firmy tego nie przejma, bo zdecydowanie ukrociloby to otwieranie produktow przeznaczonych do sprzedazy. U nas niestety ciagle jest ryzyko, ze w drogierii kupimy produkt, ktory juz jakis czas temu zostal otwarty. A tak to widzimy jak wyglada szczoteczka bez zagladania do srodka i mamy gwarancje, ze tusz jest swiezy.


Sama szczoteczka ma idealna wielkosc, jest silikonowa i dosc gesta ale dzieki temu swietnie podkresla rzesy i zostawia na nich dokladnie taka ilosc produktu jaka potrzebujemy. Wygiety ksztalt ma sprzyjac podkrecaniu rzes przy malowaniu.


Tak wyglada szczotka z tuszem. Jak widac moj jest ciemno brazowy ale na oku prezentuje sie swietnie i tak jak pisalam wyzej, idealnie nadaje sie na dzien. Tu tez widac, ze nie ma nadmiaru produktu na szczoteczce, przez co nie musimy sie martwic, ze poskleja nam rzesy. Wrecz przeciwnie... pieknie potrafi je rozczesac i ulozyc.


Bardzo mi sie podoba jak sie prezentuje na rzesach. Pieknie je podkresla a mimo wszystko wygladaja przy tym bardzo naturalnie. Na zdjeciach jedna warstwa. Efekt ten mozna wzmocnic i pewnie mocno czarny tusz tez by sie intensywniej prezentowal.




Ostatnio nawet nie robie zadnego makijazu, firanki jakie potrafi wyczarowac, stanowia wystarczajaca ozdobe i oprawe oka.


Naprawde nie przypuszczalam, ze tak mnie zachwyci tusz drogeryjny. Do tego swietnie sie trzyma, po calym dniu dalej jest na swoim miejscu w formie niezmienionej. Nie sypie sie, nie kruszy... nie skleja sie z czasem. Tak jak rano pomaluje rzesy... tak wygladaja jak wracam do domu. Na swoja kolej czeka oczywiscie czarny tusz MaxFactor. Bardzo jestem ciekawa czy to naprawde to samo, bo czasami wystarczy roznica jednego skladnika i mamy dwa zupelnie rozne produkty... gdyby tak bylo, to bede musiala sie zastanowic nad sciaganiem go ze stanow, bo na pewno zostanie ze mna na dluzej :)



piątek, 11 kwietnia 2014

Poppy Peony... tym razem bedzie soczyscie ;)

Po raz kolejny IsaDora Twist-Up Gloss Stick trafila do mnie dzieki Marti :) ... kredki same w sobie zdazylam juz bardzo polubic ale przyznaje, ze po ten kolor sama bym w zyciu nie siegnela.


Jak ja wyciagnelam z paczki, to zwatpilam... bo gdzie ja z taka zarowa na ustach. Z drugiej strony wiadomo, ze kredki te czesto o wiele soczysciej wygladaja w opakowaniu jak w rzeczywistosci.


 11 Poppy Peony jest soczysta malina. I wlasnie dokladnie tak wyglada.


 O ile w pierwszym momencie zwatpilam, to jednak dalam jej szanse.


 I przyznaje, ze sie polubilysmy. Na pewno jest to ciemniejszy kolor niz te co przewaznie uzywam ale nie jest tez tak ciemny zebym zle sie w nim czula. Po raz kolejny kredka IsaDory idealnie mi pasuje.


 Bonusik ;)


U mnie kredki te dobrze sie trzymaja i jak schodza to rowno. Dobrze pielegnuja usta i jestem z nich bardzo zadowolona... jezeli chodzi o tego typu produkty, to wlasnie IsaDora i Catrice sa najlepsze a do tego maja przyjazna cene :)

środa, 9 kwietnia 2014

z pamietnika testera... YSL Youth Liberator Foundation

 Do tej pory nie mialam zadnego podkladu z YSL. Niestety nie mam jak ich przetestowac a nie przekonuja mnie na tyle, zeby kupic w ciemno pelnowymiarowe opakowanie. Do tego w przypadku tego podkladu o dosc kosmicznej cenie okolo 59€ nie bylam za bardzo przekonana... czy moj zdanie sie zmienilo okaze sie w tym poscie.

 Wg producetna:  Podkład przeciwstarzeniowy zawierający innowacyjny kompleks Glycanactif™, który stymuluje procesy odbudowy we wszystkich 3 warstwach komórek skórnych, dzięki czemu cera nie traci jędrności i elastyczności. Posiada jedwabistą konsystencję dzięki czemu bardzo dobrze się rozprowadza. Zapewnia skórze ochronę (SPF20) i dokładne krycie. Podkład sprawia, że cera wygląda młodziej i jest pełna blasku.


 Dostalam dosc duza probke od Matri, ktora jakis czas temu opisywala ten podklad u siebie. Poczytac o nim mozecie tutaj. Jak wiadomo Marti jest sucharkiem, wiec ma inna skore jak moja... ja jestem typowym mieszancem. Ciekawa bylam czy bede tak samo zachwycona, czy jednak okaze sie, ze moja intuicja dobrze mi podpowiadala, ze podklady tej firmy niekoniecznie beda mi sluzyc.


 Jest to odcien B30 czyli typowy bez, odcien jak dla mnie uniwersalny i ogolnie dobry na lato... bo zima wole troche rozu. Podklad ma delikatny zapach i jest polplynny, wygodny w uzyciu. Nakladalam go pedzem RT, jajkiem i palcami zeby sprawdzic czy jest jakas roznica, bo zdaza sie, ze wiele zalezy od sposobu nakladania.


I hmmm... musze stwierdzic, ze mam bardzo mieszane uczucia. Wcale nie widze tego blasku, ktory obiecuje producent. A bylam wypoczeta, wiec mojej skorze nic nie brakowalo. Mam wrazenie, ze dla mnie mieszanca ten produkt jest zbyt tresciwy, ja nie lubie czuc podkladu na twarzy a w tym przypadku tak bylo. On mi po prostu na twarzy siedzi i dotkne skory to nie jest ona gladka i jedwabista jak to bywa po wiekszosc podkladow Guerlain. Ten nie chce mi sie ze skora stopic. Krycie ma tez srednie. To akurat zaden problem ale bez korektora aktualnie nie mam szans. W sumie mialam obawy nalozyc cokolwiek jeszcze na skore, tzn. puder fixujacy... juz nie wspominajac o kulkach na wykonczenie, bo mialam wrazenie, ze totalnie przeladuje i w ogole skonczy sie to katastrofa. Na zdjeciu nie wyglada zle ale tez nie jest to efekt, ktory powoduje, ze srocze serduszko szybciej pika.

Wychodzi na to, ze nie jest to produkt dla mnie i z tego co widze ogolnie albo sie go kocha albo nie. Ciesze sie, ze moglam sie o tym przekonac i zainwestowac moge w podkad, ktory da mi taki efekt jaki oczekuje.


niedziela, 23 marca 2014

Hourglass baza Veil i serum No.28... moje wrazenia :)


 Oba produkty dostalam w postaci zestawu od Urbi. I wielkie dzieki dobra kobieto, bo pewnie sama z siebie w zyciu bym na nie nie wpadla. Testowanie baz w ciemno roznie sie konczy a przy tych cenach to nawet te kuszace opisy producenta nie pomoga.


Moje mini opakowania zawieraja: Veil 10 ml a No.28 5 ml ... ale w sumie oba wystarczaja na porzadne testy i taki mini opakowania mozna tez bez problemu kupic bez inwestowania w pelnowymiarowke.  


 W sumie dosc dlugo sie do nich zabieralam, wydawalo mi sie baza jak to baza... tylka pewnie nie urwie. Bo u mnie w ogole z bazami to ciezko bywa i taka jedyna ukochana jest Skinflash firmy Dior a z innymi to roznie bywa.


 Na pierwszy rzut zabralam sie za Veil, jakos tak wydal mi sie bardziej bezpieczny ;) ... jak dla mnie radzi sobie bardzo dobrze, czyli robi to co oczekujemy i w sumie to co obiecuje producent. Lekka i bezzapachowa formula natychmiast stapia sie ze skora.


 Jest to baza mineralna i wodoodporna o SPF 15, ktora neutralizuje skore (cokolwiek to znaczy :P) ... zmniejsza polysk i wygladza. Ma pochlaniac nadmiar sebum i minimalizowac pory oraz przedluzac trwalosc makijazu. Produkt nie zawiera parabenow, siarczanow, ftalanow, syntetycznych barwnikow i zapachow.

Sklad:  Cyclopentasiloxane, Isododecane, Polysilicone-11, Polymethylsilsesquioxane, Hexyl Laurate, Peg-10 Dimethicone, Polyglyceryl-4 Isosterate, Stearic Acid, Alumina. Titanium Dioxide: (2.45%), Zinc Oxide: (4.20%)


 Do drugiego produktu czyli Primer Serum No.28 musialam sie przekonac ale jak juz pare razy uzylam, to szalenczo pokochalam. Mialam obawy czy te olejki w skladzie nie zrobia mi kuku, bo akurat bazy pod makijaz to sie rzadko kiedy kojarza z produktem pelnym roznych olejkow. A jednak radzi sobie tak dobrze jak zadna inny baza do tej pory. Delikatny zapach nie przeszkadza a dzieki zawartym w nim silikonom serum sie swietnie rozprowadza. Nalezy je nalozyc na czysta skore i poczekac dwie miniuty do calkowitego wchloniecia.


Skoncentrowany i intensywnie nawilzajacy przygotowuje skore do makijazu, chroni ja takze przed szkodliwymi czynnikami srodowiska. "28" w nazwie odnosi sie do skladnikow tego serum, mamy tu 14 olejkow eterycznych, 10 olejkow bogatych w lipidy i 4 witaminy (A, B5 , C i E). 

 Sklad: Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Ethylhexyl Cocoate, Dimethiconol, Phenyl Trimethicone, Ceramide 3, Sphingolipids, Jojoba (Simmondsia Chinensis) Oil, Rose Hips Seed Oil, Evening Primrose Oil, Sweet Almond (Prunus Amygdalus Dulcis) Oil, Green Tea (Camellia Sinensis) Oil, Olive (Olea Europaea) Oil, Hazelnut (Corylus Americana) Oil, Borage (Borago Officinalis) Seed Oil, Kukui (Aleurites Moluccana) Nut Oil, Cherry (Prunus Avium) Pit Oil, Tocopherol, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Linoleate, Panthenyl Triacetate, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Octyldodecanol, Dioctyl Succinate, Peg-8, Tridecyl Stearate, Neopentyl Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Tridecyl Trimellitate, Lithospermum Officinale Root Extract, Octyldodecyl Myristate, Citric Acid, Lavender (Lavandula Angustifolia) Oil, Geranium (Geranium Maculatum) Oil, Rose Geranium (Pelargonium Roseum) Oil, Vanilla (Vanilla Planifolia) Oil, Clove (Eugenia Caryophyllus) Oil, Orange (Citrus Aurantium Dulcis) Peel Oil, Petitgrain (Citrus Reticulata) Oil, Amyris (Amyris Balsamifera) Oil, Benzoin Siam Absolute, Lemon (Citrus Medica Limonum) Peel Oil, Eucalyptus Globulus Oil, Rosemary (Rosmarinus Officinalis) Leaf Oil, Bois De Rose (Aniba Rosaeodora) Oil, Cedar (Thuja Occidentalis) Leaf Oil, Ylang Ylang (Cananga Odorata) Oil.


 Bonusik ;)


Tym razem z Primer Serum No.28, ktory jest jak dla mnie rewelacyjnym produktem. W sumie lubie oba ale o ile Veil jest typowa baza, tak ten do tego pielegnuje i regeneruje skore. Uzywam zamiast pielegnacji, co zmniejsza tez ilosc warstw, ktore nakladam na twarz. Swietnie wspolpracuje z podkladem Guerlain Parure Extreme. Rewelacyjnie utrzymuje makijaz i sprawia, ze nawet po kilku godzinych ciage wyglada swiezo. Baze i podkad utrwalilam lekko Chanel Cristalline i efekt jest jak dla mnie bajkowy !!! I pomimo ceny ktora powala na ryjek, bede musiala sie zastanawic nad pelnowymiarowymi opakowaniami... moze nie obu na raz ale na ktorys sie na pewno zdecyduje. Pewnie na to serum, bo mam jeszcze inne bazy (typowe bazy) do zuzycia.


czwartek, 3 października 2013

milosci z tego nie bedzie...

 Czyli moja dosc krotka przygoda z kredka Revlon. Jak wiadomo ja bardzo lube tego typu produkty, wiec natychmiast musialam ja przetestowac. No coz... to byly dosc krotkie testy.


Kredka z wygladu jest podobna do calej reszty... ma rownie dluga nazwe Just Bitten Kissable Balm Stain. I jest polaczeniem pomadki, blyszczyka i balsamu pielegnujacego.


Kolor nawet moj, taki przyjemny roz 001 Honey Douce. Choc ogolnie to ja jednak wole bardziej blyszczykowate albo wlasciwie balsamowate kredki, ktore nie sa zbyt mocno napigmentowane. 


Na ustach prezentuje sie calkiem przyzwoicie ale niestety nie potrafie jej zniesc, 
a ten paskudny zapach utrzymuje sie wieki :/



Ja nie wiem co to jest ale kojarzy mi sie z paskudna ziolowo-mietowa pasta do zebow. Istny hardcore... ja osobiscie nie toleruje tego zapachu. Wystarczylo, ze otwirzylam opakowanie i powachalam... i prawde mowiac musialam sie zmusic zeby ja uzyc, bo tak jak myslalam zapach jest na tyle intensywny, ze irytuje mnie nawet wtedy gdy mam kredke na ustach. Nie wiem co za idiota wpadl na takie zapach ale nalezaloby go odstrzelic sanitarnie. Ja wiem, ze nie wszyscy moga lubie cukierowy zapach Astora albo Catrice ale jest on mimo wszystko sto razy lepszy jak ten odorek. Choc pewnie znajda sie osoby, ktorym nie bedzie on przeszkadzal. Dla mnie niestety jest nie do przeskoczenia, dlatego tezo daruje sobie kredki z Revlona... dobrze, ze ta mialam w paczce a nie kupilam. Wychodzi na to, ze nie lubie sie z produktami do ust tej firmy, bo te ich maselka tez mnie nie porwaly.


środa, 23 stycznia 2013

Lancome Crème Radiance... krem do mycia twarzy :)

 Wlasciwie moglabym ten post zatytuowac "kazda potwora znajdzie swojego amatora". Bo jest to kolejny dowod na to, ze kazdej z nas moze co innego sluzyc i nie ma kosmetykow dla wszystkich... im szybciej sie to pojmie i zaakceptuje, tym latwiejsze bedzie nasze zycie. Po raz kolejny powtorze, ze to co nam osobiscie nie sluzy, nie musi byc zly produktem... pomijajac typowe buble, ktore nikomu nie sluza.


 Crème Radiance dostalam od xbebe, bo jej wlasnie kompletnie nie podszedl. Ja za to bardzo go sobie chwale i uzywam rano do mycia zaspanej paszczy. Swietnie oczyszcza skore, mozna by powiedziec, ze ta az kwiczy ale nie mam nieprzyjemnego sciagania ani innych tego typu atrakcji. Ten krem do mycia z zalozenia jest do skory mieszanej, ja taka posiadam... wiec tu wszystko pasuje. Aczkolwiek nie wyobrazam sobie tym produktem zrobic demakijaz oka, dlatego tez uzywam go rano. W sumie kazda firma wysokopolkowa ma cos takiego w ofercie, one wszystkie podobnie pachna i maja identyczna konsystencje. Identyczne jest tez to, ze w momencie dostania sie do oka... piecze tak cholernie, ze ma sie ochote wczepic w sufit. Ogolnie lubie go... robi to co ma robic, zawiera przeciwutleniacze, pozostawia skore czysta i nie robi mu kuku... czy kupie w przyszlosci to nie wiem, poniewaz jest wiele innych produktow, ktore rownie dobrze myja a sa tansze :)


W opakowaniu mamy 125 ml. Produkt ma dosc gesta konsystencje ale przyjemnie sie pieni i latwo rozprowadza po twarzy. Wystarczy, ze bedziemy miec wilgotne dlonie.


Sklad (amerykanskiej wersji): Glycerin, Water, Myristic Acid, Stearic Acid, Potassium Hydroxide, Palmitic Acid, Glyceryl Stearate Se, Lauric Acid, Coco-Glucoside, Glycol Distearate, Fragrance, P-Anisic Acid, Tocopherol, Peg-14m, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Limonene, Benzyl Salicylate, Linalool, Benzyl Alcohol, Propylene Glycol, Disodium Edta, Rosa Gallica Extract, Butylphenyl Methylpropional, Cryptomeria Japonica Bud Extract.

Europejska jak zwykle odrobine sie rozni, ale tym razem niewiele. 

 ***

Wyniki noworocznego rozdania podam w piatek, poczytalam wszystko, wiele sie mozna z takich komentarzy dowiedziec... ale zrobienie listy itd. zabiera troche czasu a ja go chwilowo nie mam za duzo, wiec prosze o uzbrojenie sie w cierpliwosc :)

Buziam :*

wtorek, 6 listopada 2012

benefitowy korektor do poprawek w ciagu dnia :)


Ostatnio widze mam pecha do produktow, ktore zostaly wycofane :P ... ten korektor tez mam z paczki od Bebe i prawde mowiac nawet go polubilam. Wrzucilam do mojej torebkowej kosmetyczki i sluzy mi do drobnych poprawek, wiec na pewno na jakis czas mi wystarczy a potem moze rozgladne sie za czyms podobnym, co jeszcze jest produktowane ;)


Kolor z tego co wiem byl jeden, pomijajac rozowy bo to byla zupelnie inna bajka. Konsystencje ma kremowa i idealnie sie nadaje do poprawek albo jak nam sie cos nieoczekiwanego pojawi. Sam w sobie dosc jasny ale przypudrowany wyglada calkiem dobrze. Z tego co widzialam mial tez w miare dobre opinie, wiec nie wiem czemu go wycofali, bo moja wiedza na temat produktow Benefit jest w dalszym ciagu niewielka. 


Znacie jakies korektory tego typu, bez wzgledu na polke, choc wiadomo, ze osobiscie wolalabym ta wyzsza :P ... ale chetnie przyjrze sie wszystkim proponowanym, o ile beda u mnie dostepne.

poniedziałek, 29 października 2012

Physicians Formula... kamyczki korygujace :]


 Mineral Wear™ Talc-Free Mineral Correcting Pebbles to kolejny produkt Physicians Formula, ktory mialam okazje testowac.


Zamkniete w zwyklym prostym, plastikowym opakowaniu kamyki, tym razem mamy dolaczony puszek a nie pedzel. Zawartosc to 20g.

Kamyczki maja za zadanie wyrownywac koloryt, ukrywac niedoskonalosci i nadawac skorze blasku. Mozna nosic samodzielnie lub na makijaz. Jak je zobaczylam, to pomyslalam, ze to pewnie kolejny produkt, ktory ma dawac to samo co meteoryty.


 Mamy trzy kolory kamyczkow: 
  • rozowe maja rozjasniac
  • zielone ukrywac zaczerwienienia
  • zolte ocieplac


Sklad:  Caprylic/Capric Triglyceride. Octyldodecyl Stearoyl Stearate. Magnesium Aluminum Silicate. Dimethicone. Glyceryl Stearate. Synthetic Wax. Mica. Nylon-12. Retinyl Palmitate. Tocopheryl Acetate. Tocopherol. Chlorphenesin. Potassium Sorbate. Tetrasodium EDTA. May Contain: Iron Oxides. Titanium Dioxide. Chromium Hydroxide Green. Manganese Violet.


Hmmmm... ja zdaje sobie sprawe, ze jestem rozpieszczona przez meteoryty, ktore mi rewelacyjnie sluza i dosc wysoko stawiam poprzeczke w przypadku takich produktow. Ten niestety mimo sporych checi z mojej strony, w ogole sie nie sprawdzil. Pierwsze co mam im do zarzucenia, mam wrazenie, ze sypia sie jak tylko na nie patrze. Sa strasznie miekkie i po prostu rozpadaja sie w palcach. Co zreszta widac na zdjeciu. Zrobienie nimi swatcha graniczylo z cudem i dwa kamyczki sie po prostu rozpadly. Do tego jak dla mnie to one troche biela i daja blink blink ale jest to brokat, ktory radosnie wedruje po calej twarzy.W zwiazku z tym, nie moge powiedziec, zebym sie z nimi polubila. Choc na pewno znajda sie osoby, ktorym beda pasowac... to jak dla mnie jest to produkt, ktory mozna sobie darowac.