Pokazywanie postów oznaczonych etykietą glassfleck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą glassfleck. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 marca 2017

Orly Celebrity Spotting

I jak to czasem u mnie bywa - na koniec chyba największa gwiazda kolekcji :) Ja co prawda w przypadku Sunset Strip nie umiem wybrać ulubieńca, bo każdy jeden lakier bardzo mi się podobał, ale patrząc obiektywnie po blogach to chyba właśnie ten fiolet zyskał największą popularność :) I nie ma się co dziwić! To piękny odcień fioletu, tak naprawdę dość ciemny i nawet lekko stonowany bym powiedziała, ale też naszpikowany genialnym złoto-różowym glassfleckiem, co stanowi doskonały duet. Drobinki są doskonale widoczne i to właśnie one ocieplają i ożywiają lakier. Dodam jeszcze, że w tym przypadku ilość warstw wpływa na kolor - im więcej tym lakier chłodniejszy i ciemniejszy i wg mnie jest to dość widoczne, ale to w sumie dobra opcja, bo można się trochę kolorem pobawić.
Malowanie bardzo przyjemne, formuła dość rzadka, ale mi to osobiście nie przeszkadza. Pierwsza warstwa jest dość przejrzysta, ale już druga wszystko ładnie równa. U mnie widzicie właśnie dwie warstwy bez topu. No właśnie, lakier dość ładnie błyszczy, ale jak to glassfleck - po jakimś czasie drobinki stają jakby widoczne na powierzchni, stąd warstwa topu wydobywa z lakieru jeszcze więcej uroku :)
Zdjęcia robione w bardzo zmiennym świetle, słońce co chwilę wychodziło zza chmury, ale dzięki temu zobaczycie, że odcień potrafi się zmieniać. Większość zdjęć się powiększa, zapraszam do oglądania :)
Nie wiem jak Wy, ale ja chcę więcej takich glassflecków! :)













Lakier został wysłany mi do recenzji, lecz nie wpływa to na moją opinię.

środa, 27 kwietnia 2016

Flormar Miracle Color U26

Hej :)
Przy okazji tego zdobienia mogliście już ten lakier co nieco podejrzeć, teraz pora na jegomościa w wersji solo :) Tak jak już pisałam, to piękny, niejednoznaczny lakier. Kolor dość transparentnej bazy to magenta/fiolet, a wykończenie ma glassfleckowe, lekko duochromowe. Drobinek jest mnóstwo, dlatego lakier tak skrzy :) Można dostrzec, że są one i niebieskie i różowe i fioletowe, w ogóle jest o tyle ciekawe, że lakier wygląda inaczej pod światło - bardziej różowo, pokazuje się nawet odrobina złota, a inaczej ze światłem - chłodniej, z delikatną niebieską poświatą, stąd wtedy bardziej zalatuje pod fiolet. Taki z niego piękny gagatek :)
Niestety Flormar chyba już się wycofał z Polski? wiem, że swego czasu o tym się mówiło, także chyba już nie są do dostania. A szkoda, bo ta seria Miracle jest boska, mam kilka lakierów.. Jeśli macie jakieś info na ten temat to podzielcie się :)
Lakierem maluje się świetnie. Lekkim minusem może być krycie - potrzeba raczej trzech warstw, ja nawet dałam cztery, bo lubię mocną głębie, która w tym przypadku buduje się z każdą warstwą. Na szczęście lakier mi szybko wysychał, warstwy były cienkie i nie było mowy o żadnych bułach :) Można też oczywiście położyć go na różne lakiery bazowe i uzyskiwać różne, na pewno piękne efekty :)








sobota, 20 czerwca 2015

Letni manicure z Essence The Gel

Cześć! :)
Mam okazję przetestować kilka lakierów Essence z serii The Gel, która bodajże na wiosnę tego roku zastąpiła dotychczasową formułę Colour & Go. Oczywiście są to zwykłe lakiery, nie potrzeba do nich żadnej lampy, ale mają wyglądać jak żelowe :) Dodatkowo w asortymencie znajduje się specjalna baza i top do nich, ale nie posiadam, więc się nie wypowiem, choć muszę przyznać, że jestem ich ciekawa.
Z czterech posiadanych sztuk wybrałam te trzy i użyłam do letniego mixu, bo według mnie bardzo fajnie się uzupełniają :) 
A jak się sprawdziły technicznie?
24 Indian Summer - bardzo ciekawy odcień, chyba najlepiej go określić lekko łososiowym różem :) słodki, cukierkowy, idealny na lato. Nie jest ani zbyt pastelowy, ani zbyt jaskrawy. Na paznokciu wychodzi delikatnie mocniejszy niż widzimy go w butelce :) Formuła świetna! żelowa, ale taka przyjemna, lakier aplikuje się bezproblemowo - na moich zdjęciach dwie warstwy, ale myślę, że niektórym wystarczy nawet jedna grubsza! Świetny połysk :)
38 Love Is In The Air - piękny, słoneczny żółtek :) trochę rozbielony, na pewno nie jest to typowa mocna żółć, ale też nie jest ekstremalnie pastelowy, kredowy. I tu aplikacja mnie zaskoczyła, bo wiadomo, że żółte lakiery potrafią być wyjątkowo trudne, a ten jest naprawdę niezły. Owszem, maluje się nim nieco gorzej niż Indian Summer, ale bez tragedii. Jeśli warstwa nie jest za cienka i zbyt powoli malowana smug praktycznie nie ma. U mnie widzicie dwie warstwy i uważam, że są wystarczające w zupełności. Sam się ładnie poziomuje i błyszczy.
44 On Air! - ten to dopiero oryginał :) sama nie wiem jak go określić. Najpierw myślałam, że to taki bardzo delikatny piasek, bo po wyschnięciu jest bardzo lekko  i drobno chropowaty. Ale chyba miałby jakieś oznaczenie na butelce, a nie ma... Kolor delikatnego złota, ale nie żółtego, bardzo przyjemny i nienachalny. No i to wykończenie, nie wiem czy to taki bardzo bardzo drobny brokat czy glassfleck, trudno się dopatrzyć, ale zauważyłam, że drobinki są chyba w dwóch rozmiarach. Z jednej strony daje taflę jak glassfleck, ale też widoczne są pojedyncze mieniące się punkciki - to pewnie te większe drobiny :) Na paznokciu wychodzi jakby ciut jaśniej niż w butelce. Drobin jest sporo, już dwie warstwy nadają się do noszenia, ale ja dołożyłam trzecią. Zostawiłam bez topu, bo ta mini faktura ciekawie wygląda, ale z taflą wygląda jeszcze bardziej lśniąco. No mnie oczarował, jest świetny jako dodatek czy akcent :) Na zdjęciach zdecydowanie nie widać jego uroku w pełni, ale może jeszcze uda mi się go lepiej pokazać.

Lakiery mają dość szerokie pędzelki, przycięte na półokrągło. Mi takimi maluje się bardzo dobrze, ale pewnie dla osób z wąską płytką mogą być trochę kłopotliwe. Wysychanie - na początku dość długo pozostają lepkie, ale z całkowitym utwardzaniem nie jest źle, nie miałam żadnych odgnieceń po dłuższym czasie czy nocy. W sumie nie mam się do czego przyczepić, przyjemne lakiery :) Wiem, że wiele osób od zawsze narzeka na trwałość Essence, to może napiszę jak było u mnie po czterech dniach noszenia tej trójki (potem już zmyłam). Złotko wyglądało jak świeżo pomalowane, dosłownie. Na różu było widać maleńkie ryski, końcówki niemal bez zmian. Na żółtym końce również prawie idealne, ale za to pojawiła się siateczka/pajęczynka pęknięć na rogach. Ale ja tak mam dosłownie z każdym pastelem/ lakierem z białym pigmentem, ma to też duże powiązanie z moją budową paznokcia - ostre rogi, które się mocno zawijają i "pracują". Ogólnie na mnie lakiery trzymają się zawsze dobrze, a te na pewno nie okazały się żadnym wyjątkiem :)







Lakiery zostały wysłane mi do recenzji, lecz nie wpływa to na moją opinię.

piątek, 9 stycznia 2015

Live Love Polish: UNT Breakup Blues

Hej! :)
Dziś pokażę lakier nowej dla mnie marki, którą mogłam poznać dzięki Live Love Polish :)
Lakiery UNT mają 15 ml pojemności, dość szerokie, ale nie półokrągłe pędzelki i nie zawierają formaldehydu. No i mają dość bogatą ofertę kolorystyczno-wykończeniową :)
UNT Breakup Blues to śliczny niebieski odcień, choć trudny do opisania i uchwycenia (chyba na pierwszym zdjęciu wyszedł najlepiej) :) Jest jasny, ale nie bardzo jasny. Nie ma fioletowcyh tonów, raczej trochę błękitnych z kropelką szarości? Nie jest ani przybrudzony, ani jaskrawy. To nie jest pastel podbity bielą, dlatego też nie daje z daleka po oczach ;) mimo koloru można powiedzieć, że jest delikatny. Do tego zawiera ciekawe drobinki, to w sumie nie jest shimmer, a raczej złotawy glassfleck albo takie maciupeńkie flakies :) Oczywiście w butelce widać je najbardziej, na paznokciach trochę mniej, a na zdjęciach (a jakże!) najmniej :D Na żywo dają subtelny połysk. 
Jak już pisałam, to nie jest pastel, więc aplikacja nie sprawia problemów. Owszem, przy pierwszej warstwie może robic małe prześwity, ale wszystko się równa przy drugiej warstwie. Dla uzyskania pełni koloru potrzebna jest tzrecia warstwa, wtedy wygląda idealnie i tyle jest na moich zdjęciach. Dodałam top coat, bo sam z powodu drobinek nie robi tafli. Śmieszny efekt, lakier niby jest gładki, ale jednoczesnie minimalnie czuć pod palcem te drobinki. Można nosić i bez topu i z topem.
Czas schnięcia dobry. Pędzelek nie sprawiał mi trudności w malowaniu, choć osoby z bardzo drobną płytką mogą być niezadowolone z tej szerokości. Włosie wydaje mi się trochę za sztywne, zobaczymy jak się spisze przy innych, może bardziej wymagających kolorach.
Ogólnie pierwsze wrażenie pozytywne, a sam kolor bardzo mi się podoba :)







Lakier został wysłany mi do recenzji, lecz nie wpływa to na moją opinię.

wtorek, 9 grudnia 2014

Live Love Polish: Color Club The Uptown nowa wersja! (new version)

Hej :)
Tak tak, nowa wersja znanego i lubianego The Uptown od CC! Sama byłam w niemałym szoku kiedy odpakowałam lakier z folii i spojrzałam na naklejkę... Poszperałam w necie i faktycznie, Color Club zmieniło formułę lakieru, stara wersja już nie będzie dostępna. Nie lubię takich sytuacji, pomijając już czy lakier zmieniono na gorsze czy lepsze, można przecież dać nową nazwę nowemu lakierowi :/ Na pewno kojarzycie starszą wersję - fioletowa żelkowa baza z flejksami zmieniającymi odcień pod różnymi kątami. Ja go znam tylko ze swatchy, ale widać, że to cudeńko :) Jaka jest nowa wersja? zupełnie inna. To ciemny fiolet, nie żelkowy, a kryjący. Już nie tak wibrujący, a bardziej stonowany. W nim mnóstwo drobinek - najpierw myślałam, że to glassfleck, ale jednak to bardziej... drobno zmielone flakies. Kolorystycznie by się zgadzało, wyglądają złoto-różowo, ale dopatrzymy się też zielonych przebłysków. Gdy schowamy dłoń w cień widać bardzo lekką duochromowość typową dla flejksów. Oczywiście w butelce efekt jest mocniejszy, zrobiłam zbliżenie, żeby było widać o co chodzi, choć na paznokciach tak jak napisałam jest to bardzo zminimalizowane. Lakier jest ciekawy, w zależności od światła czasem wydaje się taki trochę przybrudzony, jakby spłowiały, a czasem drobinki urzekają swoimi kolorami. Która wersja lepsza? trudno orzec. Starej wersji nie posiadam, (ale mam w podobnym typie Nfu Oh 51), na pewno jest efektowniejsza. Ale przecież, nie każdy lubi mocny efekt, więc i nowa wersja na pewno zyska fanów. Mi osobiście bardzo się podoba, choć szkoda, że nie wypróbuję wersji flejksowej.
To jeszcze kwestie techniczne. Lakier ma bardzo treściwą formułę, ale aplikuje się bez problemów. Na bazie wystarczy jedna warstwa :) ja dodałam jeszcze drugą bardzo cieniutką, bo zawsze wolę dwie warstwy. Schnie w miarę przeciętnie, choć może mieć tendencję do uszkodzeń. Ja nałożyłam top coat, bo uważam, że jest tu bardzo wskazany - drobinki są lekko chropowate, a po zatopowaniu dopiero ukazują swoje piękno. Lakier dość trudno się zmywa, no nie jak gruby glitter, ale na pewno gorzej niż zwykły shimmer czy glassfleck. Trzeba chwilę przytrzymać wacik, a potem jeszcze trochę potrzeć ;)
Przedostatnie zdjęcie zrobione z fleszem.

Znajdziecie go na Live Love Polish o tutaj :)

Co myślicie o lakierze i całej tej zamianie?










Lakier został wysłany mi do recenzji, lecz nie wpływa to na moją opinię.



poniedziałek, 2 czerwca 2014

Wibo Glamour Nails 7

Hej :)
Mogłyście go już trochę podpatrzeć w tym poście :)
Na początku napiszę, że nie jestem zadowolona z tych zdjęć.. Niby nie są złe, ale lakier dużo, dużo ładniej wygląda na żywo. A jest to niebieski (może dla niektórych jasny granat), ale nie bardzo jaskrawy, nawet bym powiedziała troszkę taki stalowy, z mnóstwem złotych drobinek. Wykończenie jest mi trudno określić, trochę jakby foil, trochę jak glassfleck? Jest błyszczący, drobinek jest mnóstwo i łapią światło nawet w pochmurny dzień. Natomiast w zupełnym zacienieniu fajnie wyróżniają się na tle bazy. Czasem efekt kojarzy mi się z takim dżinsowym :) Na pewno to oryginalny lakier, niespotykana kombinacja.
Aplikacja bezproblemowa, 2 warstwy wystarczają do pełnego krycia, pędzelek niewielki, skośnie ścięty, maluje się dobrze. Szybko wysycha. 
Ostatnie dwa zdjęcia przedstawiają lakier z warstwą topu, bo lakier nie robi sam z siebie tafli, jak to bywa z takim wykończeniem. Choć chropowaty absolutnie nie jest, to nie brokat ;)
Ja jestem na tak! polecam :)















piątek, 16 maja 2014

Accessorize Aztec [picture heavy]

Cześć :D
Dziś dużo, dużooo zdjęć :) a wszystko dlatego, że do pokazania mam lakier, który mnie totalnie zauroczył i uważam, że należy mu się :D Jest to duochrom, a właściwie to chyba już multi, a nie duo! Dlatego wygląda co chwilę inaczej. Glassfleck z zieloną bazą i fioletową poświatą, tak bym go ogólnie określiła. Ale czasem, głównie w bezpośrednim słońcu, jest bardziej stalowo-fioletowy, a w cieniu ukazuje nam całe mnóstwo innych odcieni - od fioletu, przez róż, bordo, brąz, złoto, aż do mocnej zieleni. No cudeńko. Żeby jak najlepiej go pokazać zdjęcia robiłam w różnych miejscach i światłach, stąd takie różnice, ale ten lakier właśnie taki zmienny jest! :) To brat Orly Space Cadet, może nawet zupełny bliźniak, ale w tej chwili nie mam obu pod ręką żeby sprawdzić - jeśli któraś byłaby tym zainteresowana dajcie znać.
Kwestie techniczne jak najbardziej w porządku, wygodny pędzelek, przyjemna aplikacja, szybko schnie, ma u mnie bardzo dobrą trwałość - nawet końce nie są wytarte po kilku dniach. Za jedyną wadę można uznać krycie, choć dla mnie w takim wykończeniu nie jest to minus. Dużo zależy od grubości warstw, można je malować takim lakierem bardzo cienkie jak i grubsze. U mnie widzicie 4 warstwy, na bazie, bez topu (3 cieniutkie, jedna grubsza), ale w zasadzie po 3 też wyglądał bardzo dobrze. Wiadome, im więcej warstw, tym mocniejszy i bardziej wyrazisty efekt w tego typu lakierach.
Wiem, że i kolorystyka i wykończenie nie należą do tych najbardziej popularnych, ale dla mnie to prawdziwa piękność :)
Lakier odkupiłam od kogoś, więc nie poradzę gdzie najlepiej kupować lakiery tej marki, bo się tym po prostu nie interesowałam.
Większość zdjęć możecie powiększyć :)




 












Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...